sobota, 27 grudnia 2014

Kokos, naturalny antybiotyk. Skuteczne terapie na powszechne schorzenia




W okresie jesienno-zimowym częściej dopadają nas przeziębienia, grypy, kaszle i różnego rodzaju zapalenia. Na te schorzenia lekarze zazwyczaj przepisują nam antybiotyki. Dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam po książkę „Kokos, naturalny antybiotyk”. Czy zapalenie zatok i ból gardła można wyleczyć bez stosowania farmaceutyków? Okazuje się, że można! Takim „lekiem na całe zło” jest kokos – OWOC ŻYCIA. Właściwości lecznicze i odżywcze posiada zarówno olej kokosowy jak i miąższ, mleczko oraz woda kokosowa.
Dotychczas olej kokosowy cieszył się (niesłusznie!) złą sławę, jako tłuszcz wielonasycony, czyli szkodliwy dla naszego zdrowia. Ostatnie badania dowiodły, że olej ten trawiony jest łatwiej niż inne tłuszcze (nie angażuje żółci i enzymów trzustkowych), pomaga w przyswajaniu wapnia, daje dużo energii, stabilizuje m.in. funkcjonowanie tarczycy i trzustki, znacznie przyspiesza przemianę materii, zwalcza bakterie, wirusy i grzyby i jest naturalnym antyutleniaczem. Jest po prostu niezwykły!
Bruce Fife sporo miejsca poświęca na szczegółowe wyjaśnienia jakie są nieprawidłowości w funkcjonowaniu naszego systemu trawiennego, odpornościowego, na czym polega równowaga kwasowo-zasadowa i jakie są przyczyny chorób nowotworowych. A to wszystko w aspekcie roli oleju kokosowego w zwalczaniu poszczególnych chorób i dążeniu do homeostazy. To prawdziwy „balsam zdrowia”. Interesujący jest rozdział poświęcony chorobom serca i roli cholesterolu w naszym organizmie. Autor obala wiele mitów na temat przyczyn naszych problemów z miażdżycą i walce z wysokim poziomem cholesterolu. Olej kokosowy ma niewielki wpływ na całkowity cholesterol (może nawet go nieznacznie podwyższać), ale obniża „zły” cholesterol i w znacznej mierze podwyższa ten „dobry” a to jest dla naszego zdrowia najważniejsze. Systematyczna konsumpcja oleju kokosowego powoduje obniżenie naszej wagi, reguluje ciśnienie i poziom cukru we krwi.
Zastosowanie lecznicze ma nie tylko olej kokosowy, ale także woda kokosowa i mleczko. Woda kokosowa, pozyskiwana z młodych, zielonych koksów ma skład podobny do osocza i jest wykorzystywana w kroplówkach. Świetnie nawadnia, jest źródłem minerałów i witamin. Mleczko kokosowe dodawane do wielu potraw nie tylko poprawia ich smak, ale działa prozdrowotnie. Dla osób nietolerujących laktozy może świetnie zastąpić mleko.
Dla mnie najciekawszymi rozdziałami książki były te z konkretnymi przykładami jak stosować kokosowe produkty dla polepszenia zdrowy i urody (tak, olej kokosowy można stosować także w celach kosmetycznych!). Ważne jest, aby korzystać z produktów dobrej jakości. W Polsce w wielu sklepach i marketach można już nabyć olej kokosowy (najlepszy jest ten z pierwszego tłoczenia, ma pełne wartości prozdrowotne) oraz wodę kokosową i mleczko. Są dość drogie, ale warte swej ceny.
Czy zatem kokos jest panaceum na wszystkie nasze dolegliwości? Oczywiście nie. Jest żywnością a nie lekiem. Dostarcza organizmowi wszelkich elementów odżywczych, które wzmacniają organizm, aby poradził sobie z nękającymi go chorobami. 
Czy kokos może zaszkodzić? Autor dowcipnie odpowiada na to pytanie – tak, jeśli z palmy kokosowej taki orzech spadnie nam na głowę!
Polecam tę książkę tak naprawdę wszystkim, ponieważ każdy może znaleźć tam coś, co może wykorzystać dla poprawy samopoczucia, zdrowia i urody...
O autorze: Dr Bruce Fife jest dietetykiem, lekarzem naturopatą, autorem ponad 20 książek m.in. wydanych w Polsce: „Woda kokosowa”, „Cud oleju kokosowego”, „Cud mąki kokosowej”. Założył „Ośrodka Badań nad Kokosem”, gdzie bada się odżywcze i zdrowotne właściwości kokosa.

Za możliwość zapoznania się z książką ogromnie dziękuję wydawnictwu Vital

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Wieczna wiosna -Katarzyna Zyskowska- Ignaciak

  Jak mylne są ostatnio zarówno okładki jak i tytuły książek. Ta zaskoczyła mnie ogromnie i to wielokrotnie. Po pierwsze- niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, po drugie dotyka poważnych, trudnych tematów, po trzecie autorka sprawiła, że pomimo tego, że można by założyć, że będzie ciężka w odbiorze, czyta się ją znakomicie, wręcz pochłania, oczywiście pomijając te momenty, które zmuszają czytelnika do głębszych analiz i przemyśleń. Łucja- absolwentka Akademii Sztuk Pięknych, nie miała okazji sprawdzić się w zawodzie. Nawet nie miała dużego wpływu na zaaranżowanie wnętrz własnego domu. Żyje jak w kokonie przy boku męża lekarza, którego niekoniecznie obchodzą jej problemy i dylematy, takowe przestał zauważać już od dawna, być może w ogóle wcześniej też ich nie dostrzegał? Dzieci – Mikołaj studiujący medycynę, oczko w głowie tatusia i Kornelia idąca śladem matki, studiująca grafikę na ASP. Jej sojuszniczką jest Łucja, ona zaakceptowała jej wybór od razu. Jakby jednak nie było, dorosłe dzieci maja własne problemy i swój świat.
Łucji droga życia stała się bierną, są to dróżki biegnące wzdłuż ścieżek członków rodziny. Poniekąd jakby dała sobie przyzwolenie na to, że zmiany są dla niej niedobre, mogą jej zaszkodzić. Tą jałowość życia przerywa diagnoza lekarska. Burzy ona nie tylko złudny spokój głównej bohaterki, lecz całe uporządkowane życie. Następuje całkowite przewartościowanie jej priorytetów i dopiero teraz zaczyna myśleć po prostu o sobie.
Smutne to, że trzeba było aż takiego wstrząsu, by główna bohaterka uznała się za osobę, która ma prawa do własnego zdania, a przede wszystkim do własnych zagubionych emocji i uczuć.
Ogromnie podoba mi się styl jakim autorka opisuje jej historię. Nie ma tu epatowania, nie ma pseudo bohaterstwa. Najtrudniejsze chwile opisane są prosto, dosłownie, bez dwuznaczności – tak jest, tak musi być, przecież to rak. Kibicujemy Łucji, jesteśmy biernymi obserwatorami w najtrudniejszych chwilach leczenia, w momentach, które trudno przyjmuje się do świadomości, nawet ma się ochotę krzyknąć – dość!.
Nie wolno rezygnować z własnych marzeń – to mogłoby być główne przesłanie tej książki. Lecz obok mamy obojętność osób, które powinny w jakiś sposób w końcu zaistnieć. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, pomyślmy jednak, czy my sami uczestniczymy w życiu najbliższych tak jak powinniśmy. Trzeba przyznać, że ta powieść podziałała na mnie jak przysłowiowy kubeł zimnej wody. Zmusiła zarówno do rachunku sumienia jak i próby przewartościowania pewnych dążeń.
Każdy ma prawo do swoich uczuć, walczmy o nie, bo to one stanowią o nas samych. Przyszłość bywa złudna Ważne jest tu i teraz. Pamiętajmy o tym.


Za możliwość recenzji ogromnie dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia










czwartek, 11 grudnia 2014

Stuletnia Gospoda - Katarzyna Majgier

   
          Ogromnie ciekawią mnie książki, które swoją zapowiedzią zwodzą lekko czytelników. Kiedy kryminał okazuje się być czym innym, a romans np. powieścią sensacyjną. Zastanawiam się często kto klasyfikuje w wydawnictwach tytuły, bo często jednak wychodzi, że to nie koniecznie to czego spodziewamy się po opisie. I właśnie tutaj zaistniała taka sytuacja, kiedy zamiast „powieści dla kucharek” (przekornie sugerowanej prze autorkę) dostałam świetną opowieść z przepisami na ciekawe polskie i włoskie dania w tle. „Stuletnia gospoda” to niewątpliwie zajmująca saga rodzinna, czyli to co lubię najbardziej. Już jej samo umiejscowienie na mojej „ulubionej” trasie Kraków – Zakopane wzmocniło jeszcze moja ciekawość. Nie da się ukryć, że historycznie wiele się działo na tych terenach, więc tło powieści naprawdę zapowiadało się interesująco. Tytułowa gospoda połączyła wiele postaci, autorka skupiła się jednak na losach dwóch rodzin, w szczególności ujawniając życie Jagody i Michała. Ona artystka, zakochana w malarstwie, wcześniej szukająca swojego miejsca w Krakowie, z głową troszkę w chmurach i pełną marzeń. On natomiast od dziecka posiada talent do biznesu, mocno chodzi po ziemi. Od samego początku wiadomo było, że tych dwoje jest sobie pisanych. Każde z nich jednak chce próbować życia po swojemu, tylko czy to się uda? Trzeba przyznać, że autorka swoich bohaterów uczyniła mocno charakternymi i tak naprawdę każdy z nich zasługuje na uwagę. Dzięki czarnemu humorowi jej powieść, w sumie dotykająca trudnych spraw i zawirowań życiowych, czyta się znakomicie i zdecydowanie jednych tchem. Oj nie, trzeba się przygotować aby mieć gdzieś obok talerzyk jakiś specjałów, aby pomiędzy wdechami je ukradkiem podjadać. Nie da się inaczej, bo książka pełna jest polskich i włoskich smaków tak kuszących, że ślinka leci do ust i nie sposób nie myśleć o jedzeniu. Takie samo doświadczenie przeżyłam czytając „Klub Pickwicka” Dickensa, gdzie też solidnie musiałam się prowiantem obstawić.
Autorka jednak bardzo umiejętnie łączy kulinarne doznania z historią, która podkreśla, jak ważne są marzenia i że poszukiwanie własnej, życiowej drogi to powinien być priorytet dla niejednego z nas.
Bardzo mi się podoba styl pisania jakim się tu posłużyła autorka. Wiele zdań mogłoby funkcjonować jako motta życiowe. Mało, że są niewątpliwie mądre, co też dowcipne i zdecydowanie przykuwają uwagę.
   „Stuletnia gospoda” to na pewno powieść, która nie zawiedzie miłośnika niełatwych rozwiązań. Zmyli, by później jeszcze bardziej zaskoczyć. Zauroczy, by później troszkę zezłościć. Pełna gama emocji. Polecam !


wtorek, 9 grudnia 2014

Poczytaj mi, mamo. Księga piąta.

 
    Bajeczki z serii „Poczytaj mi mamo” towarzyszą mi od najmłodszych lat. Malutkie, zawsze świetnie ilustrowane, z mądrym tekstem, były towarem poszukiwanym i deficytowym. Do tej pory skrzętnie przechowuję parę egzemplarzy, nie mogąc się z nimi rozstać. Niedawno na rynku wydawniczym pokazała się już piąta część zbiorowego tomu wydawnictwa „Nasza Księgarnia”. Ogromnie pomysł wznowienia tych tekstów, od samego początku bardzo mi się podobał i z ogromną ciekawością, zaglądałam do każdego kolejnego tomu z nadzieją, że trafię na taki którego wcześniej nie spotkałam, lub z sentymentem powspominam już sobie znany. I tym razem wzruszenie wzięło górę. Dziesięć historii skutecznie przypomniało dziecięce chwile i ten czas, który nie wymagał od nas podejmowania trudnych decyzji i zawsze mogliśmy liczyć na wsparcie. Teksty poruszają ważne sprawy małych ludzi i stworzeń, ich problemy, dylematy, plany i marzenia. Po raz enty, bez znużenia podróżowałam razem z Panem Maluśkiewiczem, w jego łupince od orzecha w poszukiwaniu wieloryba i nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu widząc urokliwe ilustracje Mirosława Pokory. Przeżywałam dylematy małej pszczółki, która chciała łąkę przenieść do ula malując ściany i razem z nią było mi przykro, że nikt nie chce jej zrozumieć, czy też przysłuchiwałam się dyskusji przyjaciół, którzy chcieli zamieszkać we wspólnym domu, lecz dla każdego miał on wyglądać inaczej.
Tyle poruszonych ważnych spraw, zarówno dla młodego jak i starszego czytelnika , ponadczasowych tematów, rozwiązywania problemów, które służą dobrym relacjom pomiędzy rówieśnikami.
Umieszczone tu między innymi teksty Małgorzaty Musierowicz, Barbary Lewandowskiej czy Wiery Badalskiej to historie, które momentalnie wciągają czytelnika, zmuszają do pewnej uwagi i skupienia, wzruszają, bawią lecz każde z nich pozostawia czytelnika z pewnym pytaniem, na które sam sobie musi odpowiedzieć. Całkowicie jestem pod urokiem fantastycznych ilustracji Zdzisława Byczka, Grażyny Rogowskiej, Wandy Orlińskiej, Mieczysława Kwacza, Zdzisława Witwickiego czy też Janiny Krzemińskiej. Nie sposób tu wyróżnić któregoś z nich, każdy wnosi swój styl, własne widzenie bajkowego miejsca, po to tekst był dla dzieci bardziej przejrzysty i bliski. To właśnie ich prace dodają tej serii tego ciepłego i magicznego klimatu. To właśnie dzięki nim nieraz po nie sięgamy, by odnaleźć się w zapomnianym świecie i zaznajomić z nim nasze dzieci.
Miło jest wrócić do tych wydań, ponieważ absolutnie nic nie straciły na swojej aktualności lecz wręcz przeciwnie, oferują całą gamę emocji i przeżyć. Sięgnijmy po nie jeszcze raz i razem z dziećmi spróbujmy rozwiązać problemy bohaterów. Takie wspólne chwile na pewno długo pozostaną w pamięci.


Za możliwość napisania recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu „Nasza Księgarnia”.

środa, 5 listopada 2014

Posłaniec- Markus Zusak

 
      Po przeczytaniu „Złodziejki książek” zapragnęłam poznać wcześniejszą twórczość autora. Pomimo tego, a właściwie może dlatego, że „Posłaniec” kierowany jest do młodzieży (bardzo lubię tego typu literaturę) postanowiłam się z tą powieścią zapoznać.
Główny bohater, dziewiętnastoletni Ed Kennedy, raczej nie należy do tych młodych ludzi, którzy się cieszą życiem. I tak naprawdę nie za bardzo chce to zmienić, żyje z dnia na dzień, bez jakiejkolwiek chęci wyrwania z codziennego marazmu. Ed pracuje jako taksówkarz a jego ukochany przyjaciel to pies Odźwierny. Pewnego dnia młody człowiek znajdzie się w odpowiedniej chwili, w odpowiednim miejscu – w banku. Znienacka zostaje bohaterem. Niespodziewanie również otrzymuje on kartę, asa karo z dołączonymi trzema adresami. W taki właśnie sposób zostaje posłańcem. Mało tego za każdym razem nie tylko musi odgadnąć dlaczego został wysłany właśnie w to miejsce, lecz również musi pogłówkować co to ma z nim wspólnego. Tak naprawdę cała ta operacja ma posłużyć temu, żeby Ed uwierzył w siebie i w swoje możliwości, aby poznał inny świat, innych ludzi, dzięki którym popatrzy na siebie z ich perspektywy. Ed jak święty Mikołaj będzie niósł ze swoim przyjściem dar, będzie wnosił coś dobrego, coś co będzie również dotyczyło jego osoby. Autor w sposób niezwykle plastyczny ukazuje nam przemianę głównego bohatera, jego rozterki jak i momenty pełne niedomówień. „Posłaniec” teoretycznie jest powieścią dla młodzieży ale absolutnie nie jest tylko do niej skierowana. Zawiera w sobie ogrom refleksji, wskazuje drogę jaką każdy z nas może podążyć, aby poczuć się lepszym, wartościowszym. Autor prowadzi głównego bohatera labiryntami, gdzie wyjścia nie znajduje się od razu, jest ono jakby nagrodą za dobrze wykonaną pracę. Muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem prozy Markusa Zusaka, wprowadza on bowiem pewne elementy do fabuły w taki sposób z jakim się do tej pory nie spotkałam. Jedyne co mi przeszkadzało to fakt, że morał nasuwa się za szybko, lecz przecież tekst jest skierowany do młodszego czytelnika, o mniejszym życiowym doświadczeniu jak i szukającego wciąż drogi, jaką ma podążać.
Czy „Posłaniec” jest gorszy od „Złodziejki książek”? Na pewno wydaje się prozą mniej dojrzałą ale pełną eksperymentów, jakby autor chciał sprawdzić na ile może sobie pozwolić w stosunku do młodego czytelnika. Obie jednak powieści są pełne niuansów, pewnych elementów fantastycznych i obie pozostawiają czytelnika z głową pełną przemyśleń. Dlatego warto poznać jego prozę, która zrobi nam niezły mętlik w głowie, wzruszy jak i wskaże pewne rozwiązania. Ważne jest to, że każdy z nas może stać się kiedyś w pewnym sensie wybranym. A jak to wykorzystamy będzie zależało tylko i wyłącznie od nas samych.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Zosia z ulicy Kociej. Na wycieczce - Agnieszka Tyszka


 
     To już szóste spotkanie z sympatyczną Zosią, tym razem większość przygód przeżyje ona na szkolnej wycieczce tzw. zielonej szkole – pierwszej w jej życiu. Przygotowania do niej pochłaniają ją bez reszty.  Wcześniej jednak szykuje się do własnych imienin ( jak wiemy zimna Zośka lubi płatać pogodzie psikusa) i przesympatycznego święta Niezapominajki. Maj jest miesiącem mnóstwa uroczystości w których młoda bohaterka wraz z rodziną będzie brała udział. Najważniejszy jest jednak wyjazd z klasą do miejscowości, o interesującej nazwie Zgniłki. Na miejscu okaże się, że nic nie jest tak jak się wcześniej wydawało, począwszy od ośrodka wczasowego, który wygląda zupełnie inaczej niż na folderze a skończywszy na nieszczególnej pogodzie.Muszę przyznać, że Zosia zauroczyła mnie bez reszty a jej młodsza siostra Mania całkowicie podbiła serce. Nikt tak jak ona nie umie trafnie ocenić i skomentować danej sytuacji. Jej komentarze potrafią czytelnika doprowadzić do konwulsji śmiechu i sami musimy przyznać, że logiką pobije niejednego dorosłego. Agnieszka Tyszka przedstawia swoich bohaterów tak obrazowo, że czytając o nich zapominamy, że są postaciami fikcyjnymi. Ze swoimi codziennymi problemami stają się częścią naszej rodziny i stałym elementem dnia.Świat Zosi całkowicie jest i naszym - pełnym gadżetów elektronicznych, rozterek dorastania, chruścików jak i ..kaloszy w motyle. Pobyt Zosi na zielonej szkole dostarcza jej mnóstwa emocji jak i wprawia ją w zdumienie-jak szybko można zacząć tęsknić za siostrą i NIH-Najwyższą Izbą Kontroli czyli jej mamą.Chęć przeżycia przygody jest jednak silniejsza i ciekawość zdecydowanie zwycięża.
Agnieszka Tyszka proponuje nam książkę niesamowicie ciepłą i pełną rodzinnych wartości. Ilustracje Agaty Raczyńskiej same w sobie dostarczają dodatkowych wzruszeń. Nie dość, że ogromnie obrazowe, to przebija przez nie wulkan humoru. Wszystko razem powoduje, że ogromnie trudno pożegnać nam się z całą barwną, galerią postaci. Kolorowa, pełna ekstrawagancji ciocia Malina, czy też jej przeciwieństwo, lekko przewrażliwiona mama Zosi, to postacie, które na długo zostają w pamięci. A gdy dojdzie do nich jeszcze lekko tajemniczy Kris, to cóż więcej potrzeba...
Zdecydowanie polecam przygody Zosi wszystkim, młodszym i starszym czytelnikom, ponieważ naprawdę  szczery śmiech potrafi zmienić barwy dnia na zdecydowanie nam bardziej przyjazne.

środa, 29 października 2014

"Ucieczka z tajemniczego ogrodu" - Rafał Witek


"Jakość podróży mierzy się w liczbie poznanych przyjaciół, a nie przejechanych kilometrach" - Tim Cahill

"Ucieczka z tajemniczego ogrodu" to druga część przygód 10-letnich Gabrysi Bzik i Nilsona Makówki.
Rafał Witek, przedstawiając nowe przygody swoich bohaterów, ukazuje prawdy, które powinny być oczywiste wszystkim rodzicom, a jednak niekoniecznie im są chyba znane, lub po prostu często omijane. Tak jakby dorosłość dawała na pewne rzeczy przyzwolenie. Bo jak inaczej wytłumaczyć tatę Nilsona, który pomimo obietnic, że zabierze go na wakacje do siebie do Oslo wycofuje się z tego dosłownie w ostatnim momencie, tłumacząc się wyjazdem służbowym do Londynu i tym, że musi być elastyczny? Trudno dziwić się Nilsonowi, że nie rozumie tego, jak to jest, że gdy dziecko zmienia zdanie, to kaprysi, a jak robi to dorosły, to ma znaczyć, że jest elastyczny. Jak duże będzie poczucie winy jego taty? Czy wystarczy go na zakup najnowszego smartfona?
Czytelnika czeka zdecydowanie szybka akcja, gdzie główni bohaterowie będą przeżywać naprawdę zaskakujące przygody, a element fantastyczny będzie grał główną rolę. Odbędziemy krótką lekcję historii, jak i zaznajomimy się z tajemniczą właścicielką angielskiej posiadłości. Poznamy sympatycznych nowych bohaterów, którzy wprowadzą Gabrysię i Nilsona w swój świat. Można by jednak napisać, że ta historia to nic wybitnego i można spotkać inne bardziej zajmujące. Jednak autor pod płaszczykiem przygodowej historii dotyka wiele trudnych problemów. Są one przemycone w prosty sposób, lecz czy są one skierowane bezpośrednio do dziecka, czy tak naprawdę odbiorcami maja być dorośli?
Czy to czasem nie oni powinni podejść do lustra i przyznać się sami sobie – to trochę o mnie? Lub – to bardzo o mnie? Uważam, że autor w świetny sposób połączył dwa światy- rzeczywisty, pełny elektroniki i współczesnych gadżetów z tym wymyślonym - spokojnym i stonowanym, lecz również pełnym atrakcji. Sposób podróżowania głównych bohaterów jest bardzo innowacyjny i nigdy się z takim nie spotkałam. Ilustracje Magdy Wosik zdecydowanie uatrakcyjniają powieść i są świetnie wkomponowane w  tekst. Nie przeszkadza zupełnie fakt, że są czarno-białe, ponieważ zawierają też często krótki tekst, który dzięki temu zdecydowanie lepiej się czyta. Wielobarwność tutaj raczej by rozpraszała i nie pozwoliła skupić wzroku. Trzeba przyznać, że ilustracje są mocno humorystyczne i trudno oglądając je, nie uśmiechnąć się. Dodatkowo na pewno w jakimś stopniu przyczyniają się do budowania napięcia.
"Ucieczka z tajemniczego ogrodu" to na pewno lektura zarówno dla młodych, jak i dorosłych czytelników. Obydwie te grupy znajdą tu coś ciekawego dla siebie i należy się za to duży plus autorowi. Wszystko dodatkowo jest okraszone humorem i lekką przewrotnością, co dodaje lekturze zdecydowanego smaku. Myślę, że warto przeżyć przygodę z Gabrysią i Nilsonem, bo przecież tak naprawdę dziecko tkwi w każdym z nas. Polecam!

środa, 1 października 2014

Bat na koty - Jerzy Niemczuk


W tym roku na rynku wydawniczym ukazała się ogromna ilość książek polskich autorów. Poprzez powieści obyczajowe, romanse po świetne nieraz kryminały - wybór jest ogromny. Ilość nazwisk jednak naprawdę jest spora i dosyć trudno wybrać dla siebie tytuł, autorzy są często nieznani, a świetna promocja nie zawsze idzie w parze z dobrą powieścią.
Twórczość pana Niemczuka znałam tylko z bajek dla dzieci. Takim tytułem, który ogromnie lubiłam były "Bajki Pana Bałagana", czy też "Opowieść pod strasznym tytułem". Serial "Ranczo" oglądałam sporadycznie, ale nie da się ukryć, że byłam i jestem pod jego zdecydowanym urokiem. Dlatego też, z ogromną chęcią sięgnęłam po tytuł "Bat na koty" licząc się z tym, że będzie to lektura wakacyjna, z tych miłych i przyjemnych, ale o których dość szybko zapominamy.
Już po paru zdaniach okazało się, że sromotnie się pomyliłam. Trzymałam w ręku prawdziwą perełkę, która zapowiadała się na wspaniałą powieść obyczajową z wątkiem sensacyjnym. Główna bohaterka Asia (Jasia) mieszka ze swoją mała córeczką Mają, u teściów w starej chałupie, żyjąc z zasiłku i z alimentów płaconych przez dziadków. Popełniła ona czyn okropny w mentalności teściów, a mianowicie rozeszła się z mężem, a ich synem.
Asia dzielnie znosiła razy od "ukochanego", gdy jednak podniósł rękę na małe dziecko, wniosła pozew o rozwód. Mąż porobiwszy moc długów ucieka dodatkowo zagranicę. Każdy dzień Asi tak naprawdę nie różni się jeden od drugiego. Praca w warzywniaku, zabawa z córeczką, wizyta u krewnej Faryny i odwiedziny pośredniaka. Przełomem jest przyjazd jej koleżanki ze szkoły, kobiety sukcesu, która potrafiła wyrwać się z monotonii wsi i zmienić swoje życie – jest dojeżdżającą do klienta manikiurzystką. To ona uświadamia Asi jak wiele jeszcze przed nią i... jak ważne są czyste paznokcie i zadbane dłonie (mądrość ta okaże się ogromnie przydatną).
Autor stara się pokazać czytelnikowi wieś "Małe", jej mieszkańców tubylców, jak i przyjezdnych, i pokręconą ich mentalność. Świetnie ukazuje jak polska wieś znajduję się w ówczesnych świecie, korzystanie z dotacji unijnych, czy też przekręty z podatkami. Mężczyźni ukazani są jako przywódcy, a kobiety jako szyje, zdecydowanie przewyższające ich inteligencją.
Tak naprawdę to od pierwszych zdań pokochałam styl pisania autora. Dawno nie czytałam polskiej powieści napisanej tak wspaniałym językiem. Chłonęłam każde słowo, nie opuściłam żadnego zdania, bo każde jest ważne, każde ma swój przekaz. Zarówno te nostalgiczne, czy te z ogromnym prześmiewczym przesłaniem, mają za zadanie coś ważnego nam przekazać. Na przykład zdanie – "po co ty chcesz iść kardiologa, jak ty nie masz serca", czy "niewinność twoja się znalazła, tu ją mam" w kontekście powieści to mistrzostwo świata.
Ogromnie podobała mi się również fabuła. Motyw Asi – jej przeobrażania się, walki z sobą, próby udowadniania sobie samej, że można jak tylko uwierzy się we własne siły, jak i równoległe wątki – sensacyjny z przystojnym policjantem w roli głównej, czy poruszany poprzez bohaterów Farynę i pana Wacławka problem starości, pewnych zasad czy też tradycji, razem ze sobą wspaniale się splatają, dając w sumie powieść, która sama w sobie jest pewnym przesłaniem. W tej książce jest tak ogromna doza emocji, że bez lekkiego humoru jakim jest okraszona byłaby ogromnie trudna. Autor jednak umiejętnie dozuje pewne informacje, nic nie dzieje się od razu, aby czytelnik mógł powoli zaakceptować pewne sytuacje.
Wspaniała galeria mnóstwa postaci, w której każdy jest tak charakterystyczny, że nie sposób ich pomylić czy zastanawiać, który to był. Plastyczność ich opisów jest tak duża, że łapałam się na tym, jakbym je widziała na żywo czy stały obok mnie. Ogromnie łatwo je sobie wyobrazić jako autentycznych ludzi, których biografię autor spisuje potomnym. I w zupełności zgadzam się z autorem, że "uleganie głupocie i brakowi wyobraźni powinno być karalne".
Tak naprawdę o tej powieści można pisać ogromnie dużo. Ja jednak zapraszam do jej przeczytania, poznania specjalnej funkcji bata na koty i wyciągnięciu osobistych wniosków. Wróżę tej powieście dużą popularność. Zdecydowanie polecam.

piątek, 12 września 2014

Równowaga twoich hormonów. Równowaga twojego życia – dr Claudia Welch

http://talizman.pl/9373-rownowaga-twoich-hormonow-rownowaga-twojego-zycia-01001915.htmlhttp://www.studioastro.pl/

„Znacznie łatwiej jest zachować zdrowie niż je odzyskiwać. Radośnie i zdrowo jest żyć życiem, jakiego pragniemy- i jest to osiągalne, gdy poprawimy styl życia i dietę”.

Claudia Welch jest lekarzem stosującym w swojej praktyce zasady medycyny naturalnej. W wielu krajach prowadzi wykłady, które dotyczą zdrowia kobiet.


    „Równowaga twoich hormonów” to książka skierowana głównie do kobiet, tych, które prowadzą terapię lekami hormonalnymi jak i tych, które starają się z niej nie korzystać. Autorka książki twierdzi, że większość medycznych problemów kobiet bierze się z braku równowagi hormonalnej spowodowanej zbyt dużą ilością zajęć i niewystarczającą ilością fizycznego i emocjonalnego pokarmu. Uważa, że u kobiet w każdym wieku hormony nie działają w ogóle, lub nie tak jak powinny i stąd u większości występują problemy medyczne : wahania nastroju, zmęczenie i bezsenność, choroby serca czy osteoporoza. Zachodnia medycyna rozróżnia dwa typy hormonów mających wpływa na zdrowie kobiety: hormony stresu i hormony płciowe. Gdy kobietę dopadnie stres, jej ciało wyzwala dodatkowe hormony co burzy równowagę hormonalną. Autorka podzieliła swój poradnik na trzy części. W pierwszej omawia dokładnie działanie i rolę hormonów stresu i płciowych Druga poświęcona jest problemom medycznym na jakie wskutek braki równowagi hormonalnej cierpią kobiety. W części trzeciej autorka ukazuje podstawowe narzędzia, dzięki którym można zrównoważyć hormony poprzez zmianę sposobu odżywiania i stylu życia, łącznie z konkretnymi krokami jakie można podjąć. Dla mnie osobiście właśnie ostatnia część najbardziej zainteresowała ponieważ dotyczy naszego codziennego stylu życia i odżywiania. Poruszane tu są takie tematy jak: co jeść w momentach stresu, czy mięso jest produktem wskazanym oraz wady i zalety soi. Autorka również zwraca uwagę na problem żywności nisko przetworzonej Czytelnik ma podane wytyczne czego nie jeść i jak zwracać uwagę na zawartość w pokarmach zarówno pestycydów, jak i chemii.. Ogromnie ciekawy jest rozdział poświęcony technikom radzenia sobie ze stresem, jak na przykład naprzemienne oddychanie nosem, czy samodzielny masaż ciepłym olejkiem. Tak naprawdę pierwszym krokiem do osiągnięcia równowagi hormonalnej jest jej zrozumienie, ponieważ nauka o hormonach jest ogromnie zawiła a dostępne o nich informacje są szczegółowe, lecz często sprzeczne. Hormony można podzielić na dwie kategorie, znane w tradycji chińskiej – yin i yang. Taki prosty podział pozwala na łatwiejsze zrozumienie ich funkcji i znaczenia. Autorka uważa, że równoważenie nie jest trudnym zadaniem, bez względu na to co mówią lekarze i że ogromnie często ignorujemy przyczyny zarówno zdrowia jak i choroby, a zamiast tego skupiamy się jak zapłacić za operację czy leki. Przytacza również ogromne sumy jakie są wydawane w państwach na leczenie chorób, przy minimalnych jakie przeznaczane są na zapobieganie.
Cały program leczniczy jaki przedstawia autorka nie należy jednak do najprostszych. Wiemy nie od dziś, że z dużą trudnością większość ludzi decyduje się na zmianę swoich przyzwyczajeń jak i poglądów na pewne sprawy. Tutaj musimy zacząć właśnie od zmiany myślenia i nie nazywania pewnych rzeczy „trudnymi”.Musimy pozwolić sobie spojrzeć na własne problemy zdrowotne poprzez pryzmat naszego jedzenia jak i stres jakiego doświadczamy. Gdy będziemy umieli w jakiś sposób te rzeczy kontrolować, to zakończy się to naszym osobistym sukcesem, który będzie miał ogromny wpływ na nasze ogólne zdrowie. Osobiście uważam, że warto poznać program terapeutyczny dr Claudii Welch, choćby po to, aby samemu sprawdzić, czy jej zalecenia będą korespondować z naszymi przyzwyczajeniami. Polecam!.

niedziela, 7 września 2014

8 kroków do pozbycia się bólu pleców. E.Gokhale. S. Adams

http://talizman.pl/zdrowie/9827-8-krokow-do-pozbycia-sie-bolu-plecow-naturalne-metody-na-dolegliwosci-plecow--9788364278297.html
 Esther Gokhale dorastała w Indiach pomagając matce, licencjonowanej pielęgniarce, leczyć porzucone dzieci czekające na adopcję. Obecnie jest absolwentką Uniwersytetów w Harvardzie i Princeton w dziedzinie biochemii i akupunktury na Uniwersytecie medycyny Orientalnej w San Francisko. Ponieważ w czasie pierwszej ciąży dostała porażającego bólu a przeprowadzona operacja nie przyniosła ulgi, rozpoczęła szukać metod, które pozwoliły by na eliminację bólu pleców. Obecnie naucza w swoim ośrodku terapeutycznym w Palo Alto.


  Z powodu długich godzin spędzonych przy pracy na komputerze i w sumie małej ilości ruchu, powoli zaczynam mieć problem z bólem ramion i pleców. Nie chcąc rozwiązywać tych trudności za pomocą leków, z ciekawością sięgnęłam po tytuł „8 kroków do pozbycia się bólu pleców” mając nadzieję, że podpowie mi on jak w sposób naturalny mogę wyeliminować lub choć zmniejszyć mój ból Spodziewałam się paru przykładów gimnastyki, które można wykonać pewnie i przed ekranem, lecz kompletnie nie byłam przygotowana na to co proponuje autorka. W poszukiwaniu przyczyn bólu pleców,studiowała ona w Instytucie Aplomb w Paryżu jak i też podróżowała do wielu miejsc na świecie, gdzie właściwie ludzie nie mają w ogóle takiego problemu. Była w Burkin Faso, portugalskich wioskach, rybackich osadach w Brazylii. Poznała tam starożytną sztukę dbania o ciało, która zachowała się w sposobie poruszania się tkaczek, młynarzy i rolników z rdzennych społeczności. Swoje obserwacje skompletowała właśnie w tym poradniku, z którego korzystać mogą zarówno ci którzy bólu już doświadczyli jak i ci, którzy chcą go uniknąć w przyszłośći. Autorka wiele miejsca poświęca mechanizmowi funkcjonowania kręgosłupa i powoli, stopniowo przygotowuje do sposobu przeprowadzenia ośmiu ćwiczeń w celu usprawnienia naszej postawy. Lekcje kolejno dotyczą – siedzenia z wyciągniętym kręgosłupem, leżenia na plecach z wyciągniętym kręgosłupem, leżenia na boku z wyciągniętym kręgosłupem, korzystania z wewnętrznego gorsetu, stania z wyciągniętym kręgosłupem, przechylania bioder, i szybującego chodu. Każda lekcja składa się z trzech części: wstępu gdzie omówiona jest teoria i wada postawy lub ruchu, przytoczone są korzyści, następnie instruktażu, gdzie znajdują się wskazówki krok po kroku wraz z uzupełniającymi je zdjęciami, ukazane jest również dokładnie to czego nie robić i zakończenia które zawiera oznaki postępów, dodatkowe informacje i podsumowanie lekcji.
Książka jest ogromnie bogato ilustrowana zarówno rysunkami jak i fotografiami. Przedstawiają one zarówno poprawną postawę, jak i bardzo dużo naprawdę prostych ćwiczeń – krok po kroku. Nie możemy się sami przed sobą tłumaczyć, że nie mamy na nie czasu, czy też miejsca ,ponieważ wiele z nich wykonuje się na siedząco, czy też stojąc w miejscu. Są to ćwiczenia możliwe do wykonania zarówno przez osoby młodsze jak i starsze, które już mają w jakiś sposób ograniczoną możliwość ruchu. Poradnik posiada załącznik, w którym zamieszczona jest spora ilość dodatkowych ćwiczeń wzmacniających mięśnie, jak i stosowanych przy bólu lub sztywności. Całość jest uzupełniana również ciekawostkami historycznymi dotyczącego tytułowego problemu i sposobów z jakich w danych czasach, czy miejscach korzystano.
Książka ta jest świetnie wydana. W sposób można nazwać albumowy, z kolorowymi fotografiami stanowi poradnik, który mało, że jest ogromnie ciekawy , to sposób przekazywania informacji przez autorkę jest bardzo przejrzysty. Można z niego korzystać nie bojąc się popełnienia błędu, który mógłby nam zaszkodzić. Ja osobiście dowiedziałam się jak prawidłowo mam stać, siedzieć chodzić a przede wszystkim spać. Poznałam ciekawe techniki rozluźniania kręgosłupa, które poprawiają krążenie krwi i odprężają mięśnie. Ważne jest to, że można je stosować w czasie pracy przy komputerze, jazdy samochodem czy też oglądaniu telewizji. Na pewno będę starać się je stosować, ponieważ nie zajmują wiele czasu a efekt naprawdę szybko jest odczuwalny.
Poradnik polecam wszystkim, którzy spędzają dużo czasu przed ekranem komputera. Zapoznać się z nim jest zdecydowanie warto. Polecam.



Bardzo dziękuję za możliwość recenzjii Wydawnictu Studio Astropsychologii

piątek, 29 sierpnia 2014

Państwo środka od środka - Jacek Adamus

Ludzie, chociaż nie dożyją nawet stu lat, to jednak stwarzają sobie troski na całe tysiąclecia.

  Jacek Adamus – japonista, podróżnik, pisarz. Człowiek zafascynowany otaczającym go światem, odkrywca i poszukiwacz przygód.
Chiny wielu ludziom wydają się ludziom miejscem ogromnie ciekawym pod względem zarówno historycznym i obyczajowym.
  Jacek Adamus przebywał w tym państwie rok i miał możliwość skonfrontować swoje wyobrażenia.. Otrzymał on stypendium na uniwersytecie, które pozwalało mu naukę języka, zakwaterowanie w akademiku i małą comiesięczną gotówkę. Jako, że uwielbia podróżować, każdą wolną chwile przeznaczał na poznawanie tego ciekawego kraju. Jego opisy są bardzo dokładne, robione w taki sposób aby mogły one pomóc innemu turyście. Podaje ceny biletów zarówno wstępu, jak i na kolej, dodatkowo przytacza chińskie nazwy. Świetną sprawą są kody QR, przypisane każdemu z rozdziałów, które po skopiowaniu odsyłają do konkretnej galerii na jego blogu, dzięki czemu czytelnik może zobaczyć opisywane miejsca , potrawy lokalnych kuchni i inne chińskie ciekawostki. Mnie ogromnie spodobał się sposób przekazywania wiadomości jakim posługuje się autor. Nie zasypuje on nas ogromem informacji naraz, stopniowo je dozuje, dodając swoje osobiste wrażenia. Ja na przykład nie miałam pojęcia o tym, że w Chinach istnieje podział terytorialny, którego linią demarkacyjną jest rzeka Jangcy. Dzieli ona kraj na wyposażoną w centralne ogrzewanie północ i bez kaloryferowe południe, czyli na północy ogrzewanie jest w standardzie a na południu uważa się go za zbędny rarytas. Pech chce, że autor przebywa w ciekawej miejscowości Suzhou znajdującej się na południu i niestety doświadczy „uroków” tego zwyczaju. Suzhou -Chińczycy nazywają Wenecją Wschodu. Jest to miasto z dwu i pół tysiącletnią historią, jego centrum otacza składająca się z czterech kanałów fosa, od której odchodzą dziesiątki mniejszych, przecinających miejski krajobraz odnóg. Spacerując po nim od rzuca się w oczy pewna prawidłowość. Chińczycy bardzo dużą ilość czasu spędzają na dworze. W wolnych chwilach idą do parku, lub spacerują nieopodal własnego domu dlatego też chińskie ulice i chodniki są ogromnie zatłoczone. Autor kilkakrotnie podejmuje temat sposobów podróżowania po kraju. Jednym z nich jest kolej, na która bilety trzeba kupować zdecydowanie w określonym czasie i nieraz dużo wcześniej. W momencie gdy jakaś podróż nie jest planowana, może się zdarzyć, że żadnych biletów już nie będzie. Wyprawa autobusem zaś może dostarczyć mnóstwa dodatkowych atrakcji jak na przykład w przypadku autora mocno podwyższonego ciśnienia. W Chinach za wstęp na większość znanych szlaków trzeba dosyć sporo zapłacić. Ciekawe jest to, że większość tras składa się w ogromnej przewadze ze schodów, co dla turysty przyzwyczajonego do zdobywania szklaku w tradycyjny sposób jest ciekawym doświadczeniem. Autor w czasie swoich podróży po Chinach korzystał z oferty couchsurfingu. Pod tą nazwą kryje się prawie pięciomilionowa, międzynarodowa sieć podróżników skupiona wokół portalu internetowego. Dzięki niemu można poznać mnóstwo ciekawych osób jak i skorzystać z darmowego zakwaterowania w ich domu.
Autor w ciekawy sposób przedstawia również czytelnikowi kulisy powstawania wielu potraw i tajniki ich przyrządzania. Wielokrotnie sam popełnił pomyłkę zamawiając potrawę z menu i chce przestrzec przed tym potencjalnych turystów. Niejednokrotnie to, jak się jakieś danie nazywa ,nie świadczy o tym, że to dostaniemy na talerzu.
Mnie osobiście, ogromnie te zapiski z podróży się spodobały. Plusem jest to, że autor traktuje czytelnika jako kompana, jego tekst brzmi jak lekka, ale jakże ciekawa opowieść. Nie da się ukryć, że reportaż mocno wciąga, dzięki ogromnie obrazowym opisom, choć szczerze mówiąc mnie mocno przez nie zraziło do chińskich kolei. Książka zawiera mnóstwo historycznych danych zwiedzanych miejsc, jak i wiadomości na temat przyrody.. Całość uzupełniają pewne humorystyczne sytuacje, które powodują u czytelnika niekontrolowane wybuchy śmiechu. Ja dzięki tej książce poznałam Chiny jakich w ogóle nie znałam, a równocześnie świetnie się bawiłam. Zdecydowanie polecam.


Grupie Wydawniczej Publicat S.A. ogromnie dziękuję za egzemparz do recenzji.



niedziela, 24 sierpnia 2014

"Czarne skrzydła" - Sue Monk Kidd przedpremierowo !


Sue Monk Kidd to autorka powieści "Sekretne życie pszczół". Książka ta w szybkim czasie została bestselerem i wywołała spore poruszenie na rynku wydawniczym.
Akcja "Czarnych skrzydeł" rozpoczyna się w 1805 roku w Charlestonie, miejscu gdzie niewolnictwo było na porządku dziennym i gdzie momentami przebywała większa ilość kupionych czarnoskórych, niż rdzennych jego mieszkańców.
Ciąg wydarzeń poznajemy poprzez naprzemienną narrację – Szelmy – czarnej młodej niewolnicy (postać fikcyjna) i Sary, córki znanego sędziego Sądu Najwyższego Karoliny Południowej, jednej z legendarnych sióstr Grimke, które w pierwszej połowie XIX wieku wspierały ruch abolicjonistyczny i walczyły o prawa kobiet (postać autentyczna).
Sara otrzymała Szelmę - czarną, osobistą pokojówkę jako prezent na swoje jedenaste urodziny. Od samego początku usiłuje przekazać najbliższym, że absolutnie nie chce być właścicielką czyjegoś życia. Rodzina jednak posiada sporo niewolników i kompletnie nie rozumie dylematów młodej dziewczyny, która od dzieciństwa stara się chronić niewolników przez karami i nie rozumie prawa, które pozwala na taką ich sytuację. Sara ma tajemnicę, wadę mowy, która uaktywnia się w chwilach stresu – jąka i zacina się w trakcie mówienia. Praktycznie nikt nie wie, że przyczyną tego jest chłosta jaką otrzymała czarna służąca, którą dziewczynka widziała z ukrycia. Od tej pory mówienie nie jest dla niej tak proste. Sara otoczona jest przez wpływową i bogatą rodzinę. Czuje się ogromnie samotna. Dopiero pojawienie się na świecie siostry Angeliny, którą praktycznie wychowuje i która z biegiem lat staje się jej największą przyjaciółką odgania jej smutek i poczucie nierozumianej.
Autorka ukazują ogromną, barwną galerię postaci. Tu nie ma bohatera, który byłby nijaki i nie wnosił nic do fabuły. Jedną z ważnych postacią powieści jest Mauma Szelmy, wspaniała szwaczka. Snuje ona wiele opowieści o czasach, skąd pochodzi, o swojej rodzinie. Historie te przepięknie przedstawia w formie patchworkowych kap, gdzie każdy kwadrat stanowi pewną ważną chwilę jej życia... Kapy te to forma pewnych rodzinnych kronik, mające nieść otuchę na wyzwolenie.
Uważam, że "Czarne skrzydła" to świetna wielowątkowa powieść, zarówno historyczna jak i obyczajowa. Ukazuje świat ogromnych kontrastów. Dotyka problemów, o których niewiele się mówi, a pozostają one na pewno ciemną kartą historii Stanów Zjednoczonych. Przedstawia niewolnictwo okiem młodych, kobiet stających jakby po dwóch stronach barykady. Obie mają swoje marzenia, tęsknoty jak i plany. I tak naprawdę, żadna z nich nie jest w stanie ich zrealizować. Jedna z powodu ogromnych ograniczeń jakie posiada kobieta w tamtym latach, druga z powodu niemożności decydowania o sobie i przynależności do właściciela. W niektórych momentach ich losy tak naprawdę niewiele się różnią. Sara zdobywa się na ogromną odwagę, niespotykaną u kobiet w tamtych czasach – wyprowadza się z rodzinnego domu i stara się żyć na własny rachunek. Zafascynowana kwakierstwem, zmienia całkowicie swoje życie. Mocno angażuje się w ruchy mające na celu zniesienie niewolnictwa. Wraz z siostrą piszą agitacyjne broszury, przez które zaczynają być prześladowane. Tak naprawdę autorka skupia się jednak na ogromie emocji, uczuciu przyjaźni, i kontrastowym nienawiści. Nie może tutaj brakować tego uczucia. Samo przedstawienie kar, które czekają na "nieposłusznych" niewolników powoduje ogrom negatywnych emocji. Poprzez znane od wieków zarówno kierat jak i chłostę, po pozycję stojącego żurawia czy zakładane na usta metalowe klamry za słowne przewinienia, ukazują do czego jest zdolny człowiek w wymyślaniu większego sprawiania bólu. I wszystko, jak autorka wielokrotnie podkreśla, czynione w imię Boga.
Osobiście uważam, że "Czarne skrzydła" zasługują na miano naprawdę bardzo dobrej powieści. Fabuła uzupełniana jest wieloma faktami historycznymi. Podoba mi się jak autorka wielokrotnie podchodzi do pewnych zdarzeń z pewnym dystansem i obiektywizmem. Nie stoi po żadnej stronie, lecz usiłuje przekazać uczucia, które z obojętnych mogą zamienić w ogromną nienawiść. Ukazuje jak nierozsądne czyny zmieniają czyjeś charaktery. Jak przyjaciół można uczynić wrogami i jak cienka była granica pomiędzy czarnym a białym kolorem skóry. Autorkę chwalę również za fenomenalny styl pisania. Bo tak właściwie dni, które toczą się na południu powoli, bez pośpiechu przedstawia w sposób absolutnie nie nużący. Plastyczność jej języka jest zdumiewająca i jest absolutnym plusem powieści. Ogromnie się cieszę, że miałam możliwość zapoznać się z tym tytułem i na pewno z ogromną chęcią oglądnę ekranizacje, która jest opracowywana przez Oprahy Winfrey – Harpo Films. Zdecydowanie polecam.

Za egzemplarz do recenzji ogromnie dziękuję portalowi interia.pl



sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdawajka - wyniki !!

Ogromnie dziękuję wszystkim za udział. Niestety książki są tylko dwie i wędrują: "Jeszcze jeden dzień" do Grzegorz Justyna Rojek a "Kochaj i jedz Bazyliszku" do Emilii  - czekam na odzew nagrodzonych 7 dni i kontaktuję się przez wiadomość prywatną.  W sytuacji  gdy nagrodzeni się nie zgłoszą , zostaną wybrane następne osoby. Pozostałych zapraszam do obserwowania bloga, już niedługo będzie następna okazja do zdobycia książki. Wszystkich pozdrawiam :))

czwartek, 7 sierpnia 2014

Na szczęście to Żyd – Erica Lehrer

Erica Lehrer – amerykańska antropolożka kultury i kuratorka. Jest autorką książki Jewish Revisited: Heritage Tourism in Unquiet Places wydanej w 2013 roku. Na co dzień wykłada na Uniwersytecie Concordia w Montrealu.


      Wyobrażenia Żyda z pieniążkiem, sprzedawane są w Polsce jako rodzaj amuletu lub talizmanu, i mają przynieść powodzenie finansowe. Książka „Na szczęście Żyd,”powiela w części wystawę „Pamiątka, Zabawka, Talizman”, która odbyła się w dniach 25 czerwca – 14 lipca 2013 roku w Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli w Krakowie i została zorganizowana we współpracy z krakowskim Festiwalem Kultury Żydowskiej. Autorka jako kuratorka tej wystawy chciała pokazać rzeźby w taki sposób, aby oddać ich złożoność w kulturze polskiej. Zaprezentowała szeroki zakres form i typów polskich figurek przedstawiających Żydów powstałych w różnych czasach i kontekstach kulturowych do dnia dzisiejszego. Towarzyszą im krótkie próby interpretacji oparte na badaniach etnograficznych i historycznych
Książka podzielona jest na części. Jedna z nich „Żyd w sieni, pieniądz w kieszeni” poświęcona jest w całości figurkom z pieniędzmi. Około 2000 roku zaczęły się one pojawiać w Polsce na szeroką skalę. Często dołączano do nich „instrukcję obsługi”. Wizerunki i figurki te często umieszczano przy kasach w sklepach, czy restauracjach w całej Polsce. Zjawisko to pojawiło się niedawno. Monety dodaje się również do starszych typów figurek, takich jak zabawki wielkanocne czy kukiełki z jasełek, gdzie wcześniej ich nie było. Pieniędzmi zdobione są również te posiadające atest Cepelii – Krajowej Komisji Artystycznej i Etnograficznej. Inna część dotyczy wizerunku Żyda w jasełkach.. Bliżej XX wieku w obsadzie zespołów jasełkowych poczesne role odgrywali ; Król Herod, Diabeł, Śmierć i właśnie Żyd. W sztukach Herodowych jest on zarówno mądry jak i śmieszny. Z drugiej strony zaś jest też lubieżny, chciwy i często fizycznie oszpecony : chromy lub garbaty. Ogromnie ciekawy jest rozdział poświęcony Żydowi wielkanocnemu i krakowskiemu Emausowi ( jarmark przy klasztorze Norbertynek na krakowskim Zwierzyńcu w każdy poniedziałek wielkanocny). Figurki żydowskie sprzedawano tam już co najmniej od połowy XIX wieku . Odziane były w tradycyjne stroje: długie, czarne płaszcze, futrzane kapelusze, miały pejsy i występowały w kilku pozach ; grały na instrumentach, studiują Pismo, modlą się siedzą na huśtawce, trzymają w ręku ptaka, uciekają przed psem lub dokazują z Diabłem. Po II wojnie światowej zasadniczo zniknęły z kramików jarmarku Emaus. Powróciły pod koniec lat siedemdziesiątych, kiedy to Muzeum Historyczne Miasta Krakowa zorganizowało konkurs mający na celu przywrócenie tradycyjnego rzemiosła emausowego. Wiele osób je kolekcjonuje, inni kupują na szczęście. Ich różnorodność i techniki wykonania są tak wielkie, że można mieć trudność z wyborem.
Opracowanie „Na szczęście Żyd” jest bogato ilustrowane świetnymi zdjęciami zarówno figurek jak i niektórych twórców. Ogromna różnorodność modeli powoduje, że album ogląda się z ogromną ciekawością i dostarcza on wiele wrażeń.
Książka jest bardzo dobrze wydana przez krakowską korporację Ha!art. Wydanie to jest dwujęzyczne, każdy tekst jest powtórzony również po angielsku. Dzięki temu może stanowić świetną lekturę dla każdego turysty jak i również ciekawą pamiątkę. Myślę, że jest to cenna pozycja na rynku wydawniczym i naprawdę warto się z nią zapoznać.   

Książkę otrzymałam do recenzji od portalu sztukater.pl - dziękuję

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdawajka !! Mały jubileusz, rok blogowania !!

Z okazji mojej małej rocznicy te dwie książki mogą zmienić właściciela  !!



  
1. Czas trwania rozdawajki od 01.08.2014 do 16.08.2014 roku.
2. Zwycięzca zostanie wybrany pośród wszystkich zgłoszeń.
3. Uczestnik w komentarzu proszony jest o podanie, którą książkę wybiera ( mile widziana argumentacja)  adresu e-mail i swojego imienia.
4. Będzie mi miło jak dodasz mojego bloga do obserwowanych.
5. Na dane zwycięzcy czekam 7 dni , po tym czasie wybór powtarzam
6. Nie wysyłam nagrody zagranicę.

Serdecznie zapraszam :)

środa, 23 lipca 2014

Wakacje na medal – Agnieszka Byrska




     Wydawnictwo Skrzat ma w swojej ofercie mnóstwo interesujących książeczek zarówno dla malutkich jak i dla trochę starszych dzieci. „Wakacje na medal” to idealna lektura właśnie na wakacyjne dni, choć wielu młodych czytelników zmuszonych do spędzania tych chwil w mieście może poczuć żal, że omija ich zapewne niejedna przygoda. Mateusz i Tosia z powodu przeprowadzki do nowego mieszkania i zbliżającego się momentu, kiedy na świat przyjdzie ich nowe rodzeństwo, oraz związanych z tym większych kosztów, są pozbawieni wyjazdu na kolonie. Radość ich jest jednak olbrzymia, gdy okazuje się, że zaprosiła ich do siebie ciocia mieszkająca w Borach Tucholskich. Co prawda szczęście przyćmiewa fakt, że mają być tam sami bez rodziców, lecz ciekawość i chęć podróży jest olbrzymia. Na miejscu okazuje się, że zarówno miejsce jak i rodzina są pełne niespodzianek i absolutnie nie ma tutaj miejsca na żadna nudę.
    Zarówno ciocia jak i wujek starają się aby nikt się nie nudził, a i sąsiedzi mają ciekawe pomysły na spędzanie czasu. Ogromnie podobało mi się to, jak autorka z prostych, codziennych zajęć jakie się wykonywało na wsi, robiła rzeczy dla mieszczuchów ogromnie interesujące i ciekawe. Tak na przykład sam proces rozwożenia mleka do gospodarstw, był wielkim przeżyciem bo i wóz drabiniasty, i dzwoniący dzwonek jak i sam zapach pachnącego mleka powodowały, że była to nie licha przygoda. Autorka przemyca nam w tekście prawdy wpajane nam od dzieciństwa lecz jak często zapominane, że siła w rodzinie jest ogromna, że wzajemny szacunek jest podstawą dla wspólnego życia i że wcale nie trzeba być bogaczem, aby mieć powody czuć się szczęśliwym. Ogromnie ważnym jest wątek przyjaźni, zarówno Mateusza ze swoim kuzynem jak i Tosi z nową poznaną koleżanką Rozalką . Na pewno elementy humorystyczne wprowadza pies Bemol, nie dość, że pożerający wszystko co do jedzenia zobaczy, to wpadający co chwilkę w inne tarapaty doprowadzając tym ciocię już do lekkiej frustracji. Jest tutaj również wątek bardzo ciepłego informowania młodego czytelnika o przyszłym rodzeństwie i związanych z tym zarówno problemami jak i wielką radością. Na tle pozytywnych raczej postaci , pojawia się jedyny czarny charakter - Olivier ze swoją bandą. Czy młodzi bohaterowie poradzą sobie z jego wybrykami ? Czy strach przed nim nie będzie silniejszy od zawiązanych dopiero co przyjaźni?
    Książka będzie świetną lekturą zarówno dla młodych czytelników, którzy zaczynają dopiero swoją przygodę z czytanym przez siebie samego tekstem , jak i dla „wytrawnych” już odbiorców. Duża czcionka jest tu zdecydowanie pomocna. Jednego czego mi brakuje to choć paru ilustracji, które byłyby na pewno miłym przerywnikiem, a może i dodatkowym atutem, zwłaszcza gdyby odzwierciedlały czyny małego Zygmunta, synka cioci, który jest nie lada psotnikiem.
Odnoszę ogólne wrażenie, że główną sprawą jakie chciała autorka poruszyć to ta, że tak naprawdę nie ma ludzi złych, że w każdym z nas istnieje dobro, tylko umiejętnie do sytuacji albo go ujawniamy lub nie. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy książka nie jest trochę przesłodzona, lecz myślę, że warto, aby młody czytelnik miał do czynienia z pozytywnymi relacjami. Bo przecież to jak dajemy sobie radę z wieloma sprawami, zależy od tego jakie mamy do nich podejście. I być dobrym z natury to żaden wstyd tylko powód do dumy. Zdecydowanie polecam.








sobota, 5 lipca 2014

Dom złudzeń. Iga - Iwona J. Walczak- przedpremierowo !!


Materializm wydaje się ostatnio postępującą chorobą społeczeństwa. Na pewno zainfekowana jest nią Iga, narratorka i główna bohaterka powieści. Oj umie ona wydawać ruloniki pieniędzy, które dostaje od swojego męża. Mała miejscowość Złotniczki nie ma drugiej takiej prekursorki światowej mody, która absolutnie nie pasuje do takiego miejsca. Ta kobieta to wielka bezmyślna egoistka. Nie da się lubić i czytając o jej poczynaniach przysłowiowy scyzoryk się w kieszeni otwiera. Matka dorosłej córki i kilkuletniego synka, aż prosi się aby zmieniła priorytety. Jednak gdy zasmakowała pieniędzy drugiego męża, jej apetyt coraz bardziej wzrasta. Wydaje się, że ma za zadanie od początku mocno wkurzyć czytelnika, aby jego stosunek do niej nie był najlepszy. A gdy już tajemniczy Ludwik Sommer zostaje jej kochankiem, trudno wskazać u niej coś pozytywnego.
Autorka ukazuje nam losy głównej bohaterki dwutorowo. Poznajemy jej dzieciństwo i młodzieńcze lata spędzane w Złotniczkach u dziadka Floriana Leśniewskiego, chwile które korespondują ściśle z jej współczesnym życiem. Pozwala to na pewne wybaczenie Idze niektórych spraw, zdecydowanie lepiej ją poznajemy a i czasem nawet współczujemy. Gdy faktycznie następują chwile, po których załamie jej się całe dotychczasowe życie i będzie je musiała całkowicie przewartościować, bardzo trudno nam na początku jej pożałować czy też od razu kibicować. Z każdą jednak następną stroną powieści zaczynamy lepiej ją rozumieć, współczuć jej czy też , układać jej życie na nowo. Bardzo powoli zmieniamy do niej osobisty stosunek i dopiero zaistniały fakt jej drugiego naprawdę poważnego zmartwienia powoduje, że zmieniamy zdanie. Opornie zaczynamy Igę lubić i trzymać za nią kciuki. Ogromna to właśnie przewrotność tej powieści, że autorka tak pokierowała fabułą, że czytelnik zmienia aż tak swoje wyobrażenie o głównej bohaterce. Bo tak właściwie żądza pieniądza przykrywała wszystkie możliwe inne cechy charakteru Igi. Egoizm przysłaniał całość jej osobowości i wtedy mało kto się zastanawia – dlaczego. I może właśnie to „dlaczego” czytelnik powinien sobie zadać na samym początku. Lecz jak łatwo i prosto przychodzi ocena , tak dużo gorzej ze zrozumieniem. A jak sobie z tak wielką próbą poradzi sama Iga? Czy znajdzie w sobie siłę na stoczenie walki, w której nie ma materialnych wygranych?
Osobiście powieść ta mnie ogromnie zaintrygowała. Wyczuwałam jakiś czający się podstęp i zastanawiałam się kiedy on się ujawni. Jednak spokojna akcja jakby miała przykryć trudne fakty jakie miały nastąpić. Wszystko toczyło się leniwie, aby później na moment prawie stanąć na głowie aby nabrać sił do pełnego biegu. Jedynie żal, że emocje wydają się być widziane jakby zza szyby, będąc troszkę momentami bezosobowymi.
Uważam, że na   pewno warto poznać się osobiście z historią Igi, opowieścią, która przypomina, że nigdy do końca nie wiemy co przyniesie następny dzień.

za możliwość przeczytania książki ogromnie dziękuję Wydawnictwu Replika

wtorek, 1 lipca 2014

Płacz wilka Ewa Formella - przedpremierowo !

Wśród wielu proponowanych nowych powieści na rynku ciężko znaleźć nowość która by zaspokoiła całkowity głód czytelniczy. Dlaczego ? Po prostu nowych tytułów, autorów jest bardzo dużo zarówno polskich jak i zagranicznych i nieraz mylimy się w naszym doborze lektur.. Na pewno ogromnie cieszy fakt, że nasz rodzimy rynek rozwija się w tak ogromnym tempie i mamy przyjemność zapoznać się nieraz z prawdziwymi perełkami. Ewa Formella nie jest debiutantką, ma w swoim pisarskim dorobku wydane między innymi tytuły : Lawenda i Jutra nie będzie. W moim przypadku jest to pierwsze spotkanie z jej twórczością.
Hania główna bohaterka powieści to studentka wynajmująca pokoik u spokojnej pani Janiny. W czasie roku akademickiego, zaskakuje ją pismo z kancelarii adwokackiej. Wyrusza do Olsztyna z pewnym strachem lecz również ogromną ciekawością. Hania nie zna swojego ojca, od matki wyprowadziła się, gdy ta zaczęła korzystać z „uroków” jakie daje alkohol. Czeka ją jednak ogromna niespodzianka, pismo z kancelarii dosłownie zmieni jej życie i pogląd na ogromnie wiele spraw. Ojciec, którego nigdy nie widziała, który dopiero zmarł,  nagle zacznie uczestniczyć w jej życiu poprzez dużą, cudowną galerię postaci zamieszkujących dom , którego zostaje współwłaścicielem Hania. Poprzez śpiewaczkę Goldstar, młodą matkę z bliźniaczkami z Ukrainy, marynarza Wiktora, przystojnego Piotra i wielu innych. To ich historie, będą życiem jej ojca, ich problemy rozjaśnią pewne dotychczasowe niedomówienia. Oni poprzez swoje losy pokażą prawdziwe oblicze ojca Hani. Autorka nadała swoim bohaterom mnóstwo pozytywnych cech. Oczywiście nie braknie tu też czarnego charakteru, który będzie chciał po swojemu prawie zmieniać życie innym. Powieść w pewnym momencie odbiera się jako piękną baśń , czy prawie jak przypowieść. Ktoś może powiedzieć, że za dużo tu pozytywów. Musimy jednak pamiętać, że to co kształtowało bohaterów nie było zawsze piękne. Każda z postaci stanowi niezły materiał na osobną powieść. Bohaterowie są przedstawieni tak obrazowo, że wydaje się, że stoją tuż obok nas. Przypominają, „ nie wszystko złoto co się świeci”, trzeba pamiętać, że prawda ma zawsze dalsze dno, które gołym okiem jest niewidoczne.
Autorka wplata w tekst również delikatny wątek romansowy, ukazując go jednak czytelnikowi jakby zza szyby ,być może bojąc się, żeby to co się dzieje nie prysło jak banka mydlana oraz pamiętając o pewnej intymności dla bohaterów.
Powieść napisana jest prostym językiem, bez niedomówień i czyta się ją płynnie bez potknięć. I tak powinno być, o pewnych sprawach powinno się pisać właśnie tak, po prostu, kwiecistość nieraz może zepsuć właściwy odbiór.
Ja osobiście po przeczytaniu powieści miałam pewne mieszane odczucia. Ulegały jednak one zmianie po pewnych przemyśleniach. Bo któż z nas nie chciałby doznać prawdziwej przyjaźni, uczucia, że naprawdę ma na kim polegać, czuć, że ma prawdziwą rodzinę tak właściwie jej nie mając? Pewne marzenia, tęsknoty są w każdym z nas i dobrze je sobie choć poprzez czytany tekst uzmysłowić. Docenić to co się posiada i cieszyć się każdym dniem.
A skąd wziął się wilk i jego alegoryczny płacz ? Niech to zostanie tajemnicą. Zapraszam do przeczytania powieści.

Dziękuję za możliwość przeczytania powieści.
Polacy nie gęsi  i swoich autorów mają.

Polacy nie gęsi i swoich autorów mają.




czwartek, 26 czerwca 2014

Wykolejony - M.K. Krefeld


Michael Katz Krefeld to duński pisarz – otrzymał nagrodę za najlepszy debiut kryminalny oraz za najlepszy kryminał roku. Powieść „Wykolejony” utrzymywała się na liście bestsellerów przez dość długi czas, a prawa do niej zostały sprzedane do 18 krajów. Czy rzeczywiście tak bardzo książka ta wyróżnia się na tle innych skandynawskich kryminałów?
Reklama jak wiadomo czyni cuda, ja również dałam się jej nabrać i z chęcią sięgnęłam po ten tytuł. Rzeczywiście przeczytałam go w jeden wieczór, co świadczy na pewno o tym, że jest dobrze skonstruowany, wszystko trzyma się całości i ma konkretny początek, środek i koniec. Czyli świetna lektura na wakacje. Nie trzeba myśleć, zagłębiamy się w tekst i tyle. No właśnie. Ja zdecydowanie od powieści sensacyjnej zdecydowanie więcej wymagam. Pragnę aby mnie na tyle wciągnęła, żebym prawie czynnie uczestniczyła np. w śledztwie a przede wszystkim, żeby była zagadka do rozwiązania. Tu tego elementu kompletnie mi zabrakło. Prawie wszystko jest niestety ogromnie przewidywalne. Detektyw Thomas Ravnshold przebywa na urlopie zdrowotnym. Całymi dniami właściwie topi się w alkoholu, puszczając z szafy grającej w kółko ten sam kawałek, doprowadzając tym powoli niektórych do lekkiego szału, czego zresztą nie ukrywają Problem detektywa polega na obwinianiu się za śmierć swojej życiowej partnerki Evy, która została brutalnie zamordowana przez włamywacza. Thomas cały czas myśli o tym, że nie było go tam, w ich wspólnym mieszkaniu. Na dodatek śledztwo zostaje umorzone, winnego policja nie znajduje. Detektyw tkwi cały czas w depresji, którą niekoniecznie skutecznie zapija. To jeden wątek. Drugi to bestialsko zamordowane młode kobiety pozostawiane na śmietnisku jako posągi aniołów. Są to młode prostytutki ze wschodu Europy, których identyfikacja jest ogromnie trudna ,co oznacza jedno – śledztwo tkwi w miejscu. Trzeci wątek to życie młodej prostytutki Maszy, która dzięki swojemu „wspaniałemu” chłopakowi wpada w ręce ogromnie groźnego przestępcy Slavrosa. Wydostać się z spod jego „ochrony” wydaje się nierealne, lecz dziewczyna stale ma jednak nadzieję. Ważnym elementem jest pamiętnik, który prowadzi dzień po dniu. Właśnie o pomoc w odszukaniu Maszy prosi Thomasa jej matka. Gdy detektyw po wielkich namowach w końcu się zgadza, nie ma bladego pojęcia z czym i z kim będzie miał do czynienia. Nie przypuszcza, że jego życie zawiśnie na włosku .
Autor przedstawia nam przebieg zdarzeń poprzez losy trzech bohaterów - Thomasa, Maszy i psychopatycznego mordercy, którego poznajemy już na początku powieści. Poznając jego dzieciństwo, możemy ujrzeć obraz człowieka jakim się stanie w dorosłym życiu. Taki sam zabieg przedstawiła w swojej debiutanckiej powieści „Motylek” Katarzyna Puzyńska. I jej się to zdecydowanie lepiej udało. Powoli dawkowała wiadomości z dzieciństwa mordercy, lecz pozostawiała pewne niedomówienia, które zdecydowanie ubarwiały powieść, a przede wszystkim zmuszały czytelnika do myślenia, a nie tylko przyswajania informacji. Od razu też nasuwa mi się Marwin z „Kostki” Izy Korsaj, który również na głowę bije mordercę Krefelda. Jego wyrafinowanie i umysł to majstersztyk w porównaniu do bohatera „Wykolejonego”.
Zauważam ostatnio taki schemat właśnie powieści sensacyjnych – ukazywanie życia mordercy od dzieciństwa, wskazując na niego już od początku treści. Jednym to się udaje, innym niekoniecznie. Tutaj autor broni się odrobinę, gdy odkrywamy kim morderca jego powieści jest w dorosłym życiu. Ma to być taki myk i zdziwienie, lecz uważny czytelnik zauważy już pewne wskazówki w trakcie czytania. To co mnie odrobinę ubawiło, to relacje między policją duńską a szwedzką. Na pierwszy rzut oka widać, że nie pałają do siebie miłością, a chłodne podejście do wielu spraw Szwedów denerwuje nawet ich sąsiadów – Duńczyków.
Ogólnie uważam, że „Wykolejony” na pewno znajdzie swoich sympatyków, ponieważ tak jak pisałam wcześniej do jego konstrukcji nie można się przyczepić. Główny bohater, detektyw Thomas
mimo że nie jest postacią absolutnie do lubienia, na pewno też znajdzie swoich fanów, bo gdy zaczyna ukazywać swoje emocje od razu staje się bliższy czytelnikowi.
Mnie niestety „Wykolejony”ani nie zachwycił ani nie powalił na kolana. Z tego ewidentnie wynika, że zdecydowanie preferuję polką literaturę sensacyjną, która właściwie za każdym razem jest w stanie czymś innym pozytywnie mnie zaskoczyć. Niemniej jednak polecam książkę M.K. Krefelda choćby po to aby samemu sprawdzić czy duński kryminał podoba nam się czy też nie. Może warto przecież mieć swój osobisty pogląd na ten temat.


„29 listopada 2010 roku. Dzień 33. Zostało jeszcze ponad czterysta. Nazywam się Masza.. Mam dwadzieścia jeden lat. Trafiłam do piekła. To mój pamiętnik. Adresowany do mnie, tylko do mnie.[..] Piszę go, żeby przetrwać. Przeżyć. Aby pamiętać, że nadal żyję.”








środa, 11 czerwca 2014

Apetyt - Philip Kazan





"Moje usta pozwalały mi poczuć prawdziwy smak rzeczy i za każdym razem, gdy dotykałem czegoś językiem, uchylałem zasłony oddzielającej nas od świata aniołów".


Philip Kazan to absolwent historii średniowiecza na Uniwersytecie Londyńskim. Wielki miłośnik podróży, historii i kuchni. Pracował na różnych stanowiskach był saksofonistą, listonoszem, ogrodnikiem, krytykiem kulinarnym i właścicielem restauracji. Swoją powieść pisał przy stole w jadalni, czyli miejscu jak najbardziej odpowiadającym treści.
Główny bohater książki, Nino Latini, to syn rzeźnika. Pierwszą osobą wprowadzającą go w meandry gotowania była jego matka, która razem z pomocnicą Carenzą przyrządzała większość potraw. Nino od najmłodszych lat wszystko smakował, były to nie tylko dania, lecz i ważne momenty w jego życiu. Dopasowywał pewne smaki do określonych chwil i sytuacji. Gdy umierała jego matka z pewnym żalem twierdził, że śmierć nie ma smaku i że przykre jest to, że wraz z nią zmarłe osoby tracą smak, który towarzyszył im przez całe życie.
Jego ukochana Tessina jest zmuszona do ślubu z niemłodym arystokratą. Nino usiłuje emocje zagłuszyć pracą. Wciąż powstają nowe przepisy wykorzystywane od razu na wielkich ucztach, potrawy mącą zmysły. Staje się sławnym, wszyscy z możnych chcą wypróbować jego dań. On jednak szuka smaku potrawy idealnej, aby odzyskać ukochaną.
Nie wiem czemu po przeczytaniu treści to pierwsze co mi się przypomniało to "Odyseja" Homera. Tak jak tu Odyseusz ma ogrom przygód i spotyka na drodze wiele mu nieznanego, tak Lani w swoim poszukiwaniu idealnego smaku, na swoim szlaku, uczy się również tego, że pewne dania pasują tylko do pewnych określonych miejsc i, że to nie tylko sam smak ma wpływ na wspaniałość danej potrawy, ale jakby cała sceneria wokół niej i tak np. zupa pełna wspaniałych leśnych smaków najlepiej żeby była spożywana na powietrzu.
Skojarzenie z "Pachnidłem" narzuca się jakby samo. Ta sama gra zmysłów, poszukiwanie smaku idealnego i dopasowywanie go do danych osób. Lani to prawdziwy mistrz, ale jak to często w życiu bywa najlepsze dzieła powstają po jakiejś stracie. Tutaj motorem działania jest utrata ukochanej i potrzeba znalezienie takiego przepisu, takiej potrawy aby przekazać w niej wszystko co czuje. Książka wspaniale pobudza kubki smakowe do działania, Trudno nie robić przerw w czytaniu,ciężko nie reagować na unoszące się aromaty i wonie. Wprost przenikający między stronami zapach ziół powoduje, że nasz żołądek domaga się czegoś konkretnego i ścieżka do lodówki wydaje się za długa. "Wszystkie smaki ustawiły się jeden za drugim, niczym armia formująca szeregi: obrane zmielone migdały, kwiaty bzu, chleb, cukier imbir wypełniający usta miękkim ciepłem".
Treść absolutnie w wielu miejscach jest zmysłowa. Obsesja głównego bohatera do poszukiwania absolutu nie nudzi, wręcz powoduje ogromną ciekawość. Wszystkie wątki wplecione są w klimat włoskich miast i miasteczek XV wieku i świetnie ze sobą korespondują. Mistrz uzależnia wszystkich od swoich potraw, czy jednak uda mu się zrealizować swój plan? Czy fenomenalna praca przyniesie takie efekty jakie zamierza? Zamknijmy oczy i zanurzmy się w zapachu aromatycznej mieszanki ziół czy poczujmy cynamon z wanilią. Odpowiedź przyjdzie w trakcie czytania.


poniedziałek, 26 maja 2014

"Księżyce Jowisza" Alice Munro




Większość czytających nie przepada za opowiadaniami, jako prozy nie do końca zamkniętej. Ta forma często zostawia czytelnika z mętlikiem w głowie i brakiem zakończenia, które często sami musimy sobie wymyślić. Jednak niejednokrotnie opowiadanie to literacka perełka, bo ogromnie trudno w tak małej formie przekazać tak wiele emocji, aby czytelnik miał później nieprzespane noce. Autorzy, którym to się udaje to mistrzowie tej dziedziny. Jest nim na pewno Alice Munro, laureatka literackiego Nobla.
Mnie osobiście jej opowiadania zauroczyły niesamowitym klimatem, możliwością uczestniczenia w niby zwyczajnym życiu bohaterów, lecz pełnym przeróżnych emocji.
"Księżyce Jowisza" to zbiór opowiadań, które swoją premierę miał w 1982 roku. Jakże późno ukazał się w Polsce – dopiero po trzydziestu dwóch latach do rąk czytelnika trafia polski przekład. Bardzo ważny i przyciągający uwagę jest tu wstęp napisany przez autorkę, omawia ona tu swój osobisty stosunek do opowiadań i pisze o samym procesie ich tworzenia. Przytacza anegdoty, ciekawe sytuacje i wręcz zaprasza do przeglądnięcia dalszych stron.
Czytając poprzednie opowiadania przyzwyczaiłam się już do pewnych tematów jak i charakterystycznych klimatów jej prozy. Prowincja kanadyjska, wspomnienia rodzinne, farma lisów. Ten zbiór mnie zaskoczył. Odchodzi jakby od tych reguł, stawiając sobie za cel ukazać dużą różnorodność poruszanych problemów. Opowiadań jest jedenaście i tak praktycznie żadne nie jest podobne do drugiego. Jedyne co łączy bohaterów, oprócz tego, że w pewnym sensie wydają się podobni do siebie, to ogrom emocji.
Opowiadanie "Pani Cross i Pani Kidd" to wspaniałe studium nazwijmy to kobiecości starszego wieku. W sumie treść niosąca smutek, lecz autorka genialnie wprowadza humorystyczne elementy, jak na przykład wyobrażenie Pani Kidd, że na obrazie "Ostatnia Wieczerza" wiszącym w pokoju pani Cross, są przez Jezusa i Apostołów jedzone hamburgery, czy też wymyślanie nieprawdziwych wyrazów przy grze w scrabble. Autorka na przykładzie pary głównych bohaterek dotyka spraw dużo głębszych – godnego życia ludzi w podeszłym wieku, zainteresowania nimi ich własnych dzieci, chęci bycia potrzebnym, opiekowania się drugą osobą, poczucia bycia kimś ważnym dla drugiej osoby.
Natomiast opowiadanie "Prue" to dla mnie właśnie przykład treści nie dokończonej, której musimy się domyślać, czy wręcz sami ją wymyślić. Niedługie, pisane jakby bezosobowo lecz jakże pełne skrywanych emocji, ukrytych pragnień.
W innych tekstach autorka porusza tematy rodzinne, szukania własnych korzeni i tożsamości, za wczesnej dorosłości. Bohaterowie tak naprawdę mogliby być naszymi sąsiadami, znajomymi. I właśnie tu tkwi fenomen tych opowiadań, tak naprawdę często są jakby o nas samych, pośrednio ukazanych przez fikcyjne postacie.
Pisarstwo Alce Munro to literatura dojrzałej kobiety, która pewne sprawy, pewne rozliczenia z życiem ma jakby za sobą, kobiety umiejącej dokonać wyborów, odróżnić dobro od zła. Jest wspaniałą kronikarką ,opisującą niby zwyczajną codzienność w absolutnie niezwyczajny sposób. Można to określić pisaniem niezwykłym, o codziennym, zwykłym życiu.
Jeśli ktoś zaczyna dopiero przygodę z prozą Alice Munro to myślę, że właśnie ten zbiór opowiadań będzie idealny na pierwsze spotkanie. Jego różnorodność pozwoli aby najbardziej wybredny czytelnik znalazł tekst dla siebie, który pozwoli mu na chwile całkowitej izolacji od otoczenia, tak jak to było w moim przypadku. Zapraszam do świata gdzie to co pospolite nabiera zupełnie innych znaczeń.

niedziela, 25 maja 2014

Rozdawajka - wyniki !!!

"Sposób na happy end" otrzymuje Klaudia Lukaszczyk - Gratulacje !!


Wszystkim uczestnikom ogromnie dziękuję za udział i już zapowiadam za parę dni następną rozdawajkę !! zapraszam serdecznie do uczestnictwa :))

wtorek, 13 maja 2014

Rozdawajka !! Sposób na happy end - Barbara O'Neal

Jeśli masz ochotę przeczytać, ciepłą i mądrą książkę zapraszam na rozdawajkę ;))


" Przepis na udany piątkowy wieczór może być bardzo prosty: jaśminowa herbata, ciepły pled i dobra, mądra książka. Taka jak ta.
Dwie siostry, dwie różne ścieżki życiowe, dwa dramaty… Po tragedii, która wstrząsnęła małą społecznością w Seattle, Elsa, która jest pastorem, przeżywa kryzys wiary. Tamsin, piękna i zamożna, pewnego dnia odkrywa, że jej mąż jest przestępcą. W ciągu jednego dnia traci wszystko. Elsa wraca do rodzinnego miasteczka, gdzie praca w kuchni dla ubogich pozwala jej odnaleźć ukojenie. Dla Tamsin deską ratunku okazuje się praca społeczna przy rewitalizacji ogrodu komunalnego w najbiedniejszej części miasta."



1. Czas trwania rozdawajki od 13.05.2014 do 23.05.2014 roku.
2. Zwycięzca zostanie wybrany pośród wszystkich zgłoszeń.
3. Uczestnik w komentarzu proszony jest o podanie adresu email i swojego imienia.
4. Będzie mi miło jak dodasz mojego bloga do obserwowanych.
5. Na dane zwycięzcy czekam 7 dni , po tym czasie wybór powtarzam
6. Nie wysyłam nagrody zagranicę.

wtorek, 6 maja 2014

Muzyka gwiazd - Linda Gillard

Linda Gillard – studiowała na Uniwersytecie w Bristolu. Próbowała swych sił jako aktorka, dziennikarka i nauczycielka, jednak spełnienie przyniosła jej dopiero przeprowadzka do Black Isle w górach Szkocji i rozpoczęcie kariery pisarskiej. Jej powieści cieszą się dużą popularnością wśród brytyjskich czytelniczek.”Muzyka gwiazd”została uznana za najlepszą powieść obyczajową lat 1960-2010 przez czytelniczki magazynu „Woman'sWeekly”, zwyciężyła również w plebiscycie Romantic Novelists' Association na książkę roku.

    Marianna mieszka razem z siostrą w eleganckiej dzielnicy Endynburga. Każdy jej dzień jest podobny do drugiego. W całości wypełnia je muzyka. Stanowi ją każdy otaczający ją dźwięk. To ona pomogła jej uporać się z tragicznymi doświadczeniami sprzed lat. Niezwykle rozwinięty bukiet zmysłów pomaga jej w codziennej egzystencji. Marianna jest niewidoma. Dotyk, węch to jakby jej cały świat, dzięki nim poznaje to co nowe. Zapamiętuje, chowa w swoim duchowym i życiowym kuferku Nieoczekiwanie na jej drodze staje tajemniczy miłośnik opery. Niekiedy szorstki lecz wzbudzający zaufanie. Marianna mimo, że praktycznie nic nie wie na jego temat dopuszcza go do swojego zamkniętego świata. Jego głos powoli staje się dla niej wszystkim. Jego muzyka powoli przenika ją całą. Gwiazdy mają swoje dźwięki, tak samo jak każde drzewo, każde wzgórze gra na innym instrumencie..Godziny zostają naznaczone inną nutą, inną tonacją..
Autorka wprowadza nas w świat Marianny małymi kroczkami, powoli dawkując emocje bojąc się aby czytelnik nie został wieloma informacjami przytłoczony. Mamy tu ogrom wzruszeń ,uniesień i ekscytacji. Tragiczne przeżycia cały czas nie dają o sobie zapomnieć. Chwile spędzane z Keirem powoli pozwalają na zobaczenie wspólnej przyszłości. Czy ona nadejdzie? Czy złe chwile odejdą w niepamięć czy na odwrót, powrócą ze zdwojonym bólem ?
Bardzo ciekawy jest sposób prowadzenia narracji. Przemyślenia Marianny przechodzą w odczucia jej siostry Louisy. Mamy pogląd na dziejące się wydarzenia z dwóch nieraz jakże odmiennych stron. Siostra stara się być nieraz oczami Marianny choć wie, że to co chce jej przekazać jej niemożliwe do zrozumienia. Nie wie jak to jest nigdy nie widzieć, nie móc sobie czegoś wyobrazić, móc tylko poznać po dotyku, po tym jak się coś odczuwa.
Siła wzruszeń w tej powieści jest ogromna. I tak naprawdę nie dotyczy to tylko Marianny. Czasem Louise staje się motorem zdarzeń, które wywołują masę emocji. Trudno momentami rozstać się z jedną siostrą aby podążyć za historią drugiej – obie mają ogromną moc przyciągania czytelnika. Wszyscy bohaterowie są świetnie nakreśleni. Łatwo możemy sobie wyobrazić Louise jak i jej partnera, ale Marianna będzie dla nas samych do końca małą zagadką. Skrywane przeżycia jak i uczucia nią targające troszkę nam zakłócą jej obraz.
   Jeśli ktoś przypuszcza, że „Muzyka gwiazd” to ckliwy romans, to zdecydowanie się pomyli. Mamy tu do czynienia z przyjemną powieścią obyczajową, która być może zburzy nasz pogląd na kilka spraw. Trudno nam będzie rozstać się z bohaterami. Emocje z nimi związane będą nam towarzyszyć jeszcze przez długi czas. Zapraszam na niesamowitą podróż gdzie nie ma miejsca na zakłamanie czy też ułudę. Podróż gdzie to co niewidoczne staje się realne, a to co realne zatraci się w ciemności. Polecam !!

Za udostępnienie książki do recenzji ogromnie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat S.A.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Tam, gdzie twój dom - Iwona Małgorzata Żytkowiak


Iwona Żytkowiak - absolwentka polonistyki i studiów filozoficzno-etycznych na Uniwersytecie Szczecińskim. Autorka powieści „Tonia” ( 2011) , „Spotkania przy lustrze” (2012) i „Kobiety z sąsiedztwa”.

  Ogromnie lubię czytać polską prozę, dlatego też jeżeli napotkam na książkę autora którego nie znam, staram się jak najszybciej z nią zaznajomić. O twórczości Iwony Żytkowiak słyszałam tak sprzeczne opinie, że z wielką radością i ciekawością wzięłam się za czytanie jej powieści. Muszę się przyznać, że mnie osobiście „Tam, gdzie twój dom” pochłonął już od pierwszych stron. Splątane losy trzech kobiet, umieszczone w trudnych dziejowych czasach ,wciągnęły mnie bezgranicznie. Ogromnym plusem tej powieści jest pięknie dopracowana proza. Z ogromną przyjemnością czyta zdanie po zdaniu , które każde dzięki swojej malowniczości dodaje historii plastyczności.. Tu wszystko dzieje się tu i teraz . Mimo wielu retrospekcji nie ma dla czytelnika kiedyś – dziś – wszystko toczy się płynnym rytmem, którego nie zakłóca żaden niuans. Powieść jest o kobietach, lecz pośrednio również o ich mężczyznach, którzy niby są , istnieją, lecz dają nam wrażenie jakiejś nierealności, jakiegoś ogólnego niebycia. Ewa razem z córką Anielką, z powodu podziemnej działalności męża, musi uciekać do niemieckiego miasteczka. Zaczyna się tam borykać z własną i dziecka tożsamością, przykro jej gdy córka mówi lepiej po niemiecku niż po polsku, lecz trudno się dziwić, przebywa wśród tego języka praktycznie 24 godziny na dobę. Mąż Ewy cały czas się ukrywa, jego wizyty są niespodziewane, tylko pod osłoną nocy. Ewa czuje się niespełniona jako żona a przede wszystkim kobieta. Osoba i zachowanie jej niby- męża jak w myślach go nazywa powoduje, że czuje się ogromnie samotna i wyobcowana.
  Główną narratorką powieści jest jej wnuczka Róża. Dziewczyna, która praktycznie od małego dziecka żyje jakby we własnym świecie. Pomimo, że ma siostrę bliźniaczkę wszystko robi sama, oddzielnie. Są jak ogień i woda, w młodości nie mogą znaleźć wspólnego języka. W jednym są jednak podobne. Obie szukają swoich korzeni, obie marzą o swoim miejscu na ziemi. Jak czasem rzeczywistość bywa ślepa i to co mamy pod ręką wydaje nam się niegodne nas, złe. Bohaterki wyruszają w podróż, gdzie dla jednej jest ona ucieczką, a dla drugiej poszukiwaniem Eldorado ..
Autorka poprzez przedstawione losy kobiet ukazuje między innymi, jak wielki wpływ na psychikę ma małomiasteczkowa społeczność. Tym bardziej, jeżeli tak ogromnie się zmienia po drugiej wojnie światowej , z niemieckiej na polską. Raz źle, że się jest Polką, potem niedobrze, że się mieszkało wśród Niemców, zawsze się będzie odszczepieńcem, które jest nie na swoim miejscu. Jak się odnaleźć w takich czasach, jak poradzić sobie z własnym ja, kiedy dla drugiego jest się kimś, kogo by się najchętniej pozbyło, ponieważ zawadza w nowo tworzonym świecie.
  Ogromnie mi się ta wielopokoleniowa saga podobała. Od dawna nie czytałam powieści tak dobrze skonstruowanej, gdzie postacie kobiece są zakreślone ogromnie wyraziście, a męskie jakby w zamierzeniu autorki stanowią drugi plan, uzupełniają lecz jakże są ważnymi. Przerażają trochę popełniane życiowe błędy, które są powielane przez następne postacie, brak umiejętności wzajemnej komunikacji, jak i zgoda na pewną nic nie wnoszącą codzienność. Wydaje nam się, że kobiety z pozoru silne, zgadzają się na pseudo rutynę z powodu strachu, że nie dadzą sobie rady, że po co bardziej się starać, przecież to i tak nic nie zmieni. Jak potoczą się ich losy, która z nich wykaże się najtwardszym charakterem ? Razem z bohaterkami zapraszam do poniemieckiego Miasta jak i do Szczecina, gdzie po ulicach spacerują bohaterzy tejże powieści. Powędrujmy z nimi, będzie to spacer pełen historii, wzruszeń i nadziei. Zdecydowanie polecam.

czwartek, 24 kwietnia 2014

12 ważnych opowieści. Polscy autorzy o wartościach

   Ogromnie trudno napisać tak test, aby podobał się zarówno dzieciom, ich rodzicom i jeszcze zadowolił nauczycieli. Takiego wezwania podjęła się Grupa Wydawnicza Publicat , która wydała zbiór opowiadań znanych polskich pisarzy „12 ważnych opowieści. Polscy autorzy dzieciom”. Teksty przeznaczone są od lat sześciu i podejmują temat wartości, o których dosyć trudno rozmawiać z młodymi czytelnikami. Przy obecnym pędzie życia , ciężko jest z powodu coraz większego braku czasu ,zarówno dorosłych jak i dzieci podjąć się rozważań na tematy, które zarówno potrzebują dłuższego wprowadzenia , jak i nieraz opisowo są bardzo trudne do wytłumaczenia.
   Tego wyzwania podjęli się znakomici autorzy i powstały opowiadania o szczęściu (A. Onichimowska), uczciwości (A. Frączek), samodyscyplinie ( A. Sójka), pięknie (E. Piotrowska), odpowiedzialności( I. Landau), sprawiedliwości (J. Krzyżanek), przyjaźni (L. Fabisińska), miłości (M.Przewoźniak), odwadze ( M.E. Letki), dobroci (N. Usenko), szacunku (P Beręsewicz) i mądrości. (R. Jędrzejewska – Wróbel). Teksty ich są dosyć sporej treści, która z powodzeniem sama w sobie wystarczałaby na małą książeczkę.
Najważniejsze w tych historiach jest to, że opowiadają świat widziany oczami dziecka. Mamy tu dylematy i frustracje z którymi nie umieją sobie poradzić, zarówno chłopcy jak i dziewczynki.. Poruszane tematy opisane są w sposób lekki i dowcipny, dzięki czemu są zdecydowanie lepiej przyswajane przez dzieci.    Mojemu synkowi bardzo podobał się rozdział poświęcony miłości, a w szczególności o tym uczuciu w stosunku do taty. Myślę, ze każde dziecko znajdzie tu tekst dla siebie, ponieważ są one bardzo obrazowe, napisane w sposób trafiający do młodego czytelnika , i zdecydowanie poruszą też różne struny u dorosłych. Opowiadania są świetne też z innego powodu. Gdy zaczynamy któreś czytać, to zastanawiamy się o jakiej to sprawiedliwości będzie, jeśli w tytule jet jeszcze patyk, Pola, dwa siekacze i dziurki w waflu, lub jak się ma szacunek do tytułowego udka kurczaka czy też uczciwość do łaciatej , psiej wierności. Daje jednak słowo, że wszystko do siebie świetnie pasuje.
Książka jest ogromnie zabawnie zilustrowana przez Elżbietę Kidacką. Jej rysunki świetnie wzbogacają treść i pomagają w jeszcze lepszym utożsamianiu się z bohaterami.
    Mnie osobiście te opowiadania ogromnie przypadły do gustu. Nie ma w nich patetyczności, a jednak poruszane tematy zdecydowanie nie są łatwe. Nieraz sami dorośli starają się zapominać o niektórych wartościach np. uczciwości czy szacunku i myślę, że znakomicie, jeśli pośrednio mogą również i sobie przypomnieć o ich wielkim znaczeniu.
Bohaterowie opowiadań są niebywale sympatyczni i co najważniejsze ogromnie realni. Łatwo sobie wyobrazić np. Klaudynę, która nie chciała grać w reklamie bo nie lubiła cebulowych czipsów, czy też Asię, która marzyła o własnym piesku i myśląc o nim rysowała wiele jego portretów.
Zdecydowanie polecam „12 ważnych opowieści” jako miłą a ważną lekturę domową , jak i zarówno bardzo przydatną pomoc na różnorakie zajęcia z dziećmi w przedszkolu czy tez w szkole.