sobota, 27 grudnia 2014

Kokos, naturalny antybiotyk. Skuteczne terapie na powszechne schorzenia




W okresie jesienno-zimowym częściej dopadają nas przeziębienia, grypy, kaszle i różnego rodzaju zapalenia. Na te schorzenia lekarze zazwyczaj przepisują nam antybiotyki. Dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam po książkę „Kokos, naturalny antybiotyk”. Czy zapalenie zatok i ból gardła można wyleczyć bez stosowania farmaceutyków? Okazuje się, że można! Takim „lekiem na całe zło” jest kokos – OWOC ŻYCIA. Właściwości lecznicze i odżywcze posiada zarówno olej kokosowy jak i miąższ, mleczko oraz woda kokosowa.
Dotychczas olej kokosowy cieszył się (niesłusznie!) złą sławę, jako tłuszcz wielonasycony, czyli szkodliwy dla naszego zdrowia. Ostatnie badania dowiodły, że olej ten trawiony jest łatwiej niż inne tłuszcze (nie angażuje żółci i enzymów trzustkowych), pomaga w przyswajaniu wapnia, daje dużo energii, stabilizuje m.in. funkcjonowanie tarczycy i trzustki, znacznie przyspiesza przemianę materii, zwalcza bakterie, wirusy i grzyby i jest naturalnym antyutleniaczem. Jest po prostu niezwykły!
Bruce Fife sporo miejsca poświęca na szczegółowe wyjaśnienia jakie są nieprawidłowości w funkcjonowaniu naszego systemu trawiennego, odpornościowego, na czym polega równowaga kwasowo-zasadowa i jakie są przyczyny chorób nowotworowych. A to wszystko w aspekcie roli oleju kokosowego w zwalczaniu poszczególnych chorób i dążeniu do homeostazy. To prawdziwy „balsam zdrowia”. Interesujący jest rozdział poświęcony chorobom serca i roli cholesterolu w naszym organizmie. Autor obala wiele mitów na temat przyczyn naszych problemów z miażdżycą i walce z wysokim poziomem cholesterolu. Olej kokosowy ma niewielki wpływ na całkowity cholesterol (może nawet go nieznacznie podwyższać), ale obniża „zły” cholesterol i w znacznej mierze podwyższa ten „dobry” a to jest dla naszego zdrowia najważniejsze. Systematyczna konsumpcja oleju kokosowego powoduje obniżenie naszej wagi, reguluje ciśnienie i poziom cukru we krwi.
Zastosowanie lecznicze ma nie tylko olej kokosowy, ale także woda kokosowa i mleczko. Woda kokosowa, pozyskiwana z młodych, zielonych koksów ma skład podobny do osocza i jest wykorzystywana w kroplówkach. Świetnie nawadnia, jest źródłem minerałów i witamin. Mleczko kokosowe dodawane do wielu potraw nie tylko poprawia ich smak, ale działa prozdrowotnie. Dla osób nietolerujących laktozy może świetnie zastąpić mleko.
Dla mnie najciekawszymi rozdziałami książki były te z konkretnymi przykładami jak stosować kokosowe produkty dla polepszenia zdrowy i urody (tak, olej kokosowy można stosować także w celach kosmetycznych!). Ważne jest, aby korzystać z produktów dobrej jakości. W Polsce w wielu sklepach i marketach można już nabyć olej kokosowy (najlepszy jest ten z pierwszego tłoczenia, ma pełne wartości prozdrowotne) oraz wodę kokosową i mleczko. Są dość drogie, ale warte swej ceny.
Czy zatem kokos jest panaceum na wszystkie nasze dolegliwości? Oczywiście nie. Jest żywnością a nie lekiem. Dostarcza organizmowi wszelkich elementów odżywczych, które wzmacniają organizm, aby poradził sobie z nękającymi go chorobami. 
Czy kokos może zaszkodzić? Autor dowcipnie odpowiada na to pytanie – tak, jeśli z palmy kokosowej taki orzech spadnie nam na głowę!
Polecam tę książkę tak naprawdę wszystkim, ponieważ każdy może znaleźć tam coś, co może wykorzystać dla poprawy samopoczucia, zdrowia i urody...
O autorze: Dr Bruce Fife jest dietetykiem, lekarzem naturopatą, autorem ponad 20 książek m.in. wydanych w Polsce: „Woda kokosowa”, „Cud oleju kokosowego”, „Cud mąki kokosowej”. Założył „Ośrodka Badań nad Kokosem”, gdzie bada się odżywcze i zdrowotne właściwości kokosa.

Za możliwość zapoznania się z książką ogromnie dziękuję wydawnictwu Vital

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Wieczna wiosna -Katarzyna Zyskowska- Ignaciak

  Jak mylne są ostatnio zarówno okładki jak i tytuły książek. Ta zaskoczyła mnie ogromnie i to wielokrotnie. Po pierwsze- niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, po drugie dotyka poważnych, trudnych tematów, po trzecie autorka sprawiła, że pomimo tego, że można by założyć, że będzie ciężka w odbiorze, czyta się ją znakomicie, wręcz pochłania, oczywiście pomijając te momenty, które zmuszają czytelnika do głębszych analiz i przemyśleń. Łucja- absolwentka Akademii Sztuk Pięknych, nie miała okazji sprawdzić się w zawodzie. Nawet nie miała dużego wpływu na zaaranżowanie wnętrz własnego domu. Żyje jak w kokonie przy boku męża lekarza, którego niekoniecznie obchodzą jej problemy i dylematy, takowe przestał zauważać już od dawna, być może w ogóle wcześniej też ich nie dostrzegał? Dzieci – Mikołaj studiujący medycynę, oczko w głowie tatusia i Kornelia idąca śladem matki, studiująca grafikę na ASP. Jej sojuszniczką jest Łucja, ona zaakceptowała jej wybór od razu. Jakby jednak nie było, dorosłe dzieci maja własne problemy i swój świat.
Łucji droga życia stała się bierną, są to dróżki biegnące wzdłuż ścieżek członków rodziny. Poniekąd jakby dała sobie przyzwolenie na to, że zmiany są dla niej niedobre, mogą jej zaszkodzić. Tą jałowość życia przerywa diagnoza lekarska. Burzy ona nie tylko złudny spokój głównej bohaterki, lecz całe uporządkowane życie. Następuje całkowite przewartościowanie jej priorytetów i dopiero teraz zaczyna myśleć po prostu o sobie.
Smutne to, że trzeba było aż takiego wstrząsu, by główna bohaterka uznała się za osobę, która ma prawa do własnego zdania, a przede wszystkim do własnych zagubionych emocji i uczuć.
Ogromnie podoba mi się styl jakim autorka opisuje jej historię. Nie ma tu epatowania, nie ma pseudo bohaterstwa. Najtrudniejsze chwile opisane są prosto, dosłownie, bez dwuznaczności – tak jest, tak musi być, przecież to rak. Kibicujemy Łucji, jesteśmy biernymi obserwatorami w najtrudniejszych chwilach leczenia, w momentach, które trudno przyjmuje się do świadomości, nawet ma się ochotę krzyknąć – dość!.
Nie wolno rezygnować z własnych marzeń – to mogłoby być główne przesłanie tej książki. Lecz obok mamy obojętność osób, które powinny w jakiś sposób w końcu zaistnieć. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, pomyślmy jednak, czy my sami uczestniczymy w życiu najbliższych tak jak powinniśmy. Trzeba przyznać, że ta powieść podziałała na mnie jak przysłowiowy kubeł zimnej wody. Zmusiła zarówno do rachunku sumienia jak i próby przewartościowania pewnych dążeń.
Każdy ma prawo do swoich uczuć, walczmy o nie, bo to one stanowią o nas samych. Przyszłość bywa złudna Ważne jest tu i teraz. Pamiętajmy o tym.


Za możliwość recenzji ogromnie dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia










czwartek, 11 grudnia 2014

Stuletnia Gospoda - Katarzyna Majgier

   
          Ogromnie ciekawią mnie książki, które swoją zapowiedzią zwodzą lekko czytelników. Kiedy kryminał okazuje się być czym innym, a romans np. powieścią sensacyjną. Zastanawiam się często kto klasyfikuje w wydawnictwach tytuły, bo często jednak wychodzi, że to nie koniecznie to czego spodziewamy się po opisie. I właśnie tutaj zaistniała taka sytuacja, kiedy zamiast „powieści dla kucharek” (przekornie sugerowanej prze autorkę) dostałam świetną opowieść z przepisami na ciekawe polskie i włoskie dania w tle. „Stuletnia gospoda” to niewątpliwie zajmująca saga rodzinna, czyli to co lubię najbardziej. Już jej samo umiejscowienie na mojej „ulubionej” trasie Kraków – Zakopane wzmocniło jeszcze moja ciekawość. Nie da się ukryć, że historycznie wiele się działo na tych terenach, więc tło powieści naprawdę zapowiadało się interesująco. Tytułowa gospoda połączyła wiele postaci, autorka skupiła się jednak na losach dwóch rodzin, w szczególności ujawniając życie Jagody i Michała. Ona artystka, zakochana w malarstwie, wcześniej szukająca swojego miejsca w Krakowie, z głową troszkę w chmurach i pełną marzeń. On natomiast od dziecka posiada talent do biznesu, mocno chodzi po ziemi. Od samego początku wiadomo było, że tych dwoje jest sobie pisanych. Każde z nich jednak chce próbować życia po swojemu, tylko czy to się uda? Trzeba przyznać, że autorka swoich bohaterów uczyniła mocno charakternymi i tak naprawdę każdy z nich zasługuje na uwagę. Dzięki czarnemu humorowi jej powieść, w sumie dotykająca trudnych spraw i zawirowań życiowych, czyta się znakomicie i zdecydowanie jednych tchem. Oj nie, trzeba się przygotować aby mieć gdzieś obok talerzyk jakiś specjałów, aby pomiędzy wdechami je ukradkiem podjadać. Nie da się inaczej, bo książka pełna jest polskich i włoskich smaków tak kuszących, że ślinka leci do ust i nie sposób nie myśleć o jedzeniu. Takie samo doświadczenie przeżyłam czytając „Klub Pickwicka” Dickensa, gdzie też solidnie musiałam się prowiantem obstawić.
Autorka jednak bardzo umiejętnie łączy kulinarne doznania z historią, która podkreśla, jak ważne są marzenia i że poszukiwanie własnej, życiowej drogi to powinien być priorytet dla niejednego z nas.
Bardzo mi się podoba styl pisania jakim się tu posłużyła autorka. Wiele zdań mogłoby funkcjonować jako motta życiowe. Mało, że są niewątpliwie mądre, co też dowcipne i zdecydowanie przykuwają uwagę.
   „Stuletnia gospoda” to na pewno powieść, która nie zawiedzie miłośnika niełatwych rozwiązań. Zmyli, by później jeszcze bardziej zaskoczyć. Zauroczy, by później troszkę zezłościć. Pełna gama emocji. Polecam !


wtorek, 9 grudnia 2014

Poczytaj mi, mamo. Księga piąta.

 
    Bajeczki z serii „Poczytaj mi mamo” towarzyszą mi od najmłodszych lat. Malutkie, zawsze świetnie ilustrowane, z mądrym tekstem, były towarem poszukiwanym i deficytowym. Do tej pory skrzętnie przechowuję parę egzemplarzy, nie mogąc się z nimi rozstać. Niedawno na rynku wydawniczym pokazała się już piąta część zbiorowego tomu wydawnictwa „Nasza Księgarnia”. Ogromnie pomysł wznowienia tych tekstów, od samego początku bardzo mi się podobał i z ogromną ciekawością, zaglądałam do każdego kolejnego tomu z nadzieją, że trafię na taki którego wcześniej nie spotkałam, lub z sentymentem powspominam już sobie znany. I tym razem wzruszenie wzięło górę. Dziesięć historii skutecznie przypomniało dziecięce chwile i ten czas, który nie wymagał od nas podejmowania trudnych decyzji i zawsze mogliśmy liczyć na wsparcie. Teksty poruszają ważne sprawy małych ludzi i stworzeń, ich problemy, dylematy, plany i marzenia. Po raz enty, bez znużenia podróżowałam razem z Panem Maluśkiewiczem, w jego łupince od orzecha w poszukiwaniu wieloryba i nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu widząc urokliwe ilustracje Mirosława Pokory. Przeżywałam dylematy małej pszczółki, która chciała łąkę przenieść do ula malując ściany i razem z nią było mi przykro, że nikt nie chce jej zrozumieć, czy też przysłuchiwałam się dyskusji przyjaciół, którzy chcieli zamieszkać we wspólnym domu, lecz dla każdego miał on wyglądać inaczej.
Tyle poruszonych ważnych spraw, zarówno dla młodego jak i starszego czytelnika , ponadczasowych tematów, rozwiązywania problemów, które służą dobrym relacjom pomiędzy rówieśnikami.
Umieszczone tu między innymi teksty Małgorzaty Musierowicz, Barbary Lewandowskiej czy Wiery Badalskiej to historie, które momentalnie wciągają czytelnika, zmuszają do pewnej uwagi i skupienia, wzruszają, bawią lecz każde z nich pozostawia czytelnika z pewnym pytaniem, na które sam sobie musi odpowiedzieć. Całkowicie jestem pod urokiem fantastycznych ilustracji Zdzisława Byczka, Grażyny Rogowskiej, Wandy Orlińskiej, Mieczysława Kwacza, Zdzisława Witwickiego czy też Janiny Krzemińskiej. Nie sposób tu wyróżnić któregoś z nich, każdy wnosi swój styl, własne widzenie bajkowego miejsca, po to tekst był dla dzieci bardziej przejrzysty i bliski. To właśnie ich prace dodają tej serii tego ciepłego i magicznego klimatu. To właśnie dzięki nim nieraz po nie sięgamy, by odnaleźć się w zapomnianym świecie i zaznajomić z nim nasze dzieci.
Miło jest wrócić do tych wydań, ponieważ absolutnie nic nie straciły na swojej aktualności lecz wręcz przeciwnie, oferują całą gamę emocji i przeżyć. Sięgnijmy po nie jeszcze raz i razem z dziećmi spróbujmy rozwiązać problemy bohaterów. Takie wspólne chwile na pewno długo pozostaną w pamięci.


Za możliwość napisania recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu „Nasza Księgarnia”.