sobota, 16 stycznia 2016

Dziewczyna z portretu- David Ebershoff

    Obecnie możemy mówić o pewnym coraz częstszym procesie – kobiety stają się bardziej męskie a mężczyźni ogromnie niewieścieją. Niejednokrotnie różnice płci w jakiś sposób zatracają się i częściej mamy do czynienia z określeniem „unisex”. Jednak od początku świata można było spotkać osoby, które nie akceptowały swojej płci, lub nie czuły się pewnie będąc takimi jakimi się urodziły. Często jednak pewne olśnienia dokonywały się przez przypadek, a rozumienie niektórych procesów nigdy nie było i nie jest najłatwiejsze. „Dziewczyna z portretu” to właśnie opowieść o poszukiwaniu nie tylko swojej tożsamości, ale również osobistego zrozumienia swojego ciała jak i jego potrzeb. Autor przedstawia dzieje małżeństwa Grety i Einara Wegenerów, pary artystów, osób ogromnie wrażliwych, umiejących otworzyć się zarówno na sztukę jak i na samych siebie. Einar uwielbiał malować pejzaże, często te same miejsca w różnych porach roku, Greta zdecydowanie bardziej wolała portrety. I właśnie przy malowaniu jednego z nich poprosiła męża, zdawałoby się o tak niewiele, aby przebrał się za nieobecną modelkę, by mogła szybciej dokończyć obraz. Ten epizod mógłby zostać praktycznie przez nich zapomniany, gdyby nie fakt, że w tym właśnie momencie w świadomości zarówno Einara jak i Grety pojawiła się jeszcze jedna postać – Lili, która niesamowicie szybko zawładnęła zarówno ich umysłami jak i sercem. Powoli, delikatnie z ogromną nieśmiałością i pewnym zawstydzeniem zaczęła wnikać w ich codzienność, i stawać się gościem w ich domu.
   Muszę przyznać, że ogromnie podoba mi się konstrukcja powieści. Autor wykazał się ogromną wrażliwością i delikatnością. Nie stara się czytelnikowi nic sugerować bezpośrednio lecz pozwala mu samemu analizować, wyciągać wnioski i powoli zaczynamy akceptować początkową ulotność Lily, by później dać jej pełne prawo obecności w domu Wegenerów. Niesamowicie skomplikowany proces przemiany Einara w kobietę, sposobu jego myślenia, wewnętrznej walki, lęku o przyzwolenie (przede wszystkim Grety), to wiele dni w życiu artystów, dla których pojęcie „tolerancja” nabiera całkowicie innego znaczenia, a uczucia zostają poddane ogromnej próbie. Przyzwolenie na inność, na cudzą wrażliwość i akceptacja ich, to zdecydowane atuty tej powieści. Trudna droga do własnego samookreślenia się to początek zdobywania wyboistych ścieżek życia. Gdy jednak są przy nas osoby, które tak jak Greta, pozwalają byśmy szli w swoim kierunku i wspierają nas w tym – wszystko staje się możliwe.
Einar Mogens Wegener po chirurgicznej korekcie płci staje się Lili Elbe. Nie namaluje więcej ani jednego pejzażu, twierdząc, że robił to tylko Einar.
   Obecnie słowo tolerancja przechodzi zdecydowany renesans, niekoniecznie w dobrym znaczeniu. Zdecydowanie warto przeczytać właśnie tę powieść, przypomina ona bowiem o prawdziwym, niemedialnym jej obliczu. Zdecydowanie polecam.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz