piątek, 14 października 2016

Dziecko last minute - Natasza Socha

    Czy można pomylić menopauzę z ciążą? Jaki widać tak, o czym osobiście przekonuje się 46-letnia Kalina. Gdy z trudem przyjęła do wiadomości, że oto nadszedł czas, kiedy jej ciało ulega pewnym zmianom, to następną wiadomość, że jednak samopoczucie takie a nie inne spowodowała ciąża, wcale jej nie uspokoiła. Wręcz przeciwnie, doprowadziła do jeszcze większych nerwów. Bo jak dojdzie do sytuacji, gdy jej mama Konstancja, pozorny wzór cnót wszelakich dowie się, że zostanie babcią, to może wydarzyć się naprawdę wszystko. Kalina dopiero co postawiła ją przed faktem dokonanym, wyjeżdżając w podróż z mężczyzną w sumie praktycznie nie znanym, lecz kto zrozumie potrzeby i dążenia do spełniania marzeń kobiety po czterdziestce. Niby żony a nie żony, spokojnej, uległej córki, na dodatek matki prawie dorosłej córki. Wspólne życie w trójkę wcale nie było idealne. Na pewno przewidywalne i pod pełną kontrolą Konstancji. Ale ileż tak można?
    „Dziecko last minute” to powieść ogromnie ...ciążowa. Przyszła matka pełna lęku i niepokoju obserwuje jak zmienia się jej ciało i jak bardzo pewne priorytety ulegają zmianom. Jej strach miesza się z radością, ogromna huśtawka nastrojów powoduje, że czuje się po prostu rozdarta. Zmiana całkowitego trybu życia ją przeraża, tym bardziej, że przyszłość wydaje jej się pełna niewiadomych. Co prawda ma pomoc nie tylko ojca przyszłego dziecka, jak i niespodziewanie również „byłego” a aktualnego męża. Chociaż wszystko to stanowi mieszankę zdecydowanie wybuchową, to Kalina stara się raczej wsłuchać się w siebie i przyjmuje pomoc oferowaną przez jej odnalezionego ojca. To on wprowadza pewną stabilność i jest dla niej oparciem.
    Muszę przyznać, że powieść ta nie tylko niesłychanie mnie rozbawiła, lecz i doprowadziła do wielu rozważań, zarówno na temat macierzyństwa jak i ogólnie rodzicielstwa. Fantastycznie lekki styl w jakim jest napisana, pozwala na przeżycia i przemyślenia głównej bohaterki popatrzyć jak przez różowe okulary. Jednak bardzo często widać ukryte drugie dno, które już tak wesołe i lekkie nie jest. Ogromnie podoba mi się właśnie ta umiejętność autorki, która pod fartuchem lekkiej komedii, sprytnie ukrywa poważniejsze tematy, które bezczelnie wychodzą na pierwszy plan, zmuszając czytelnika do pewnego rodzaju pracy umysłowej.
„Dziecko last minute” to powieść o wielkim wpływie naszych najbliższych, o pewnym podporządkowywaniu się, które może spowodować katastrofę, lecz i ogromnej sile uczuć rodzicielskich. To historia dla tych osób, które stale boją się zawalczyć o swoje własne „ja” i swoisty kopniak dla tych, co mają stale obawy przed jakimkolwiek wyrażaniem swoich uczuć. 
Czyta się ją za szybko, zdecydowanie dłużej chciałoby się przebywać z tak sympatycznymi i charyzmatycznymi bohaterami. Historia mocno wciąga, wzbudza całą paletę emocji, dlatego mam nadzieję na ciąg dalszy. Jeżeli ktoś szuka lektury łatwej i przyjemnej, i takiej, która również ukaże lewą stronę opisywanych wydarzeń, to to jest powieść dla niego. Zdecydowanie polecam.

4 komentarze:

  1. zaciekawiłaś mnie tą książką:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. dziękuję za uwagę, ech pierwszy raz mi się to zdarza ale to tak jak Konstancja złą energię podsyła ...

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń