środa, 8 listopada 2017

Człowiek, który widział więcej - Éric-Emmanuel Schmitt- dzisiaj premiera!!

    Proza Erica-Emanuela Schmitta zawsze na mnie wywierała ogromne wrażenie. Począwszy od powieści „Ulisses z Bagdadu”, którą musiałam sobie po prostu dawkować, by moje emocje mnie nie przytłoczyły, po zbiory fantastycznych opowiadań, o nieprzewidywalnych zakończeniach, jego twórczość zawsze głęboko zapadała mi w pamięci.
Bohater jego ostatniej książki, Augustin to stażysta w brukowcu, młody mężczyzna o niezwykle małym mniemaniu o sobie. Głodny, myślący, że nie ma przed sobą perspektyw, wyrusza na spacer po mieście w poszukiwaniu tematów do artykułów. Ma on dar, do którego nie przyznaje się, by nie zrobiono z niego niepoczytalnego, a mianowicie widzi zmarłych. Umiejętność ta zwykle przysparzała mu kłopotu, dlatego niechętnie się do niej przyznaje. Tym bardziej, że staje się świadkiem zamachu terrorystycznego przed którym, ma możliwość dokładnego przyglądnięcia się przygotowaniom do niego. Zostaje lekko ranny, karetka zabiera go do szpitala. I tu ma w końcu możliwość nie tylko coś zjeść ale przede wszystkim na spokojnie przeanalizować przebieg wydarzeń.
Autor w swoich powieściach chętnie porusza aktualne problemy świata, dlatego nie dziwi fakt że sięgnął po jakże ostatnio trudny temat. Jak zwykle podchodzi do niego z początku z ogromnym dystansem, by za moment przeprowadzić jego dokładną analizę,i sugerując byśmy jako czytelnicy, sami próbowali wyciągać wnioski. Dar Augustina staje się dla niego przekleństwem, z drugiej strony pozwala mu na pewną wielowymiarowość jego osądów. Staje on przed szansą przeprowadzenia wywiadu z Panem Bogiem, rozmowy, która jednak wcale nie pozwala mu na obiektywną ocenę, kto tak naprawdę jest winien zamachom. Uwielbiam bohaterów stworzonych przez Erica-Emanuela Schmitta ponieważ są ogromnie prawdziwi, pełni autentycznych cech i wewnętrznych dylematów, przez co wydaja się jak najbardziej realni. Augustin nie potrafi znaleźć odpowiedzi na nurtujące go tematy, a sam Pan Bóg nie daje jasnych odpowiedzi, pozostawiając interpretacje jego słów innym, przez co można spodziewać się ich wiele. Czy poznamy konkretne odpowiedzi, które pozwolą na jakąkolwiek akceptacje zaistniałych wydarzeń? Czy warto czasem przyznać się, że nasze spostrzeganie świata jest inne niż większości?

     „Człowiek, który widział więcej” to powieść napisana pięknym stylem, którym jestem całkowicie zauroczona. Szczerze nie rozumiem wielu negatywnych opinii o tej książce, mnie absolutnie nie zawiodła, lecz wręcz zafascynowała. Pełna dylematów, dwuznaczności i pewnego niedomówienia wspaniale gra na naszych emocjach, pozwalając by nami kompletnie zawładnęły. Zdecydowanie polecam

niedziela, 22 października 2017

Rok w Krainie Czarów -Maciej Szymanowicz

Twórczość Macieja Szymanowicza jest mi ogromnie bliska. Jako ogromna miłośniczka Teatru Groteska w Krakowie, od dawna podziwiałam afisze sztuk, właśnie wykonane przez tego ilustratora i aktora lalkowego. Jego prace są ogromnie charakterystyczne, bardzo trudno pomylić je z ilustracjami innych artystów. Pamiętam jak syn z zapartym tchem słuchał opowieści o Asiuni i prosił potem o takie bajki, „żeby w nich ten sam pan rysował”. Ilustracje tego artysty są niezmiernie zapadające w pamięć, świat widziany jego oczami jest troszkę geometryczny i często taki z przymrużeniem oka. Jego najnowsza praca to książka autorska. Wędrujemy w niej przez wszystkie pory roku przez zaczarowany świat bajek, choć bohaterowie niekoniecznie są przedstawieni nam tak jak jesteśmy przyzwyczajeni. Są tutaj postacie z „Czerwonego kapturka”, „Pięknej i Bestii” czy „Calineczki”. Wszyscy świetnie funkcjonują obok siebie, można stwierdzić, że jest prawie sielsko, nikt nikomu nie przeszkadza i wygląda, że bardzo dobrze im razem. Na pewno można stwierdzić, e to niezwykle radosna i przytulna książka. Pełna niebywałych detali, wspaniałych bajkowych roślin, śmiesznych sytuacji. Taka, kompletnie nie do znudzenia. Patrząc po raz enty na ten sam obrazek, stale dopatruję się szczegółu, który wcześniej przeoczyłam. I właśnie takie książki kocham. Te, które mamy ochotę stale przeglądać, choć może wydawać się, że kierowane są do młodszego odbiorcy. Nic podobnego. To ilustrowana opowieść dla każdego z nas, którzy zmęczeni po pracy sięgamy po lekturę i słyszymy- „poczytaj na dobranoc”. Gdy jako goście zawitamy u bram świata stworzonego przez pana Macieja, czeka nas fantastyczny błogi relaks i odpoczynek. Uśmiech na twarzy długo nam nie zniknie a i bardzo ciekawe będą spostrzeżenia naszych dzieci, które często zupełnie inaczej odbierają przedstawioną sytuację.
Uważam, że autor wykonał fantastyczną pracę, czym zachęcił mnie jeszcze bardziej do śledzenia jego twórczości. Oczywiście, polecam!






środa, 18 października 2017

Agnieszka Osiecka dzieciom - Agnieszka Osiecka

  Długo nie kojarzyłam pani Agnieszki Osieckiej jako autorki, tworzącej również dla dzieci. Jej pełne wieloznaczności wiersze, teksty piosenek zawsze, zawsze wydawały mi się skierowane do dorosłego odbiorcy, posiadającego już swój życiowy bagaż. Z dużą ciekawością sięgnęłam po jej opowieści dla dzieci i tu okazało się, że „Szczególnie małe sny” znam doskonale, czytałam ją z jakiegoś zbioru mojemu synowi wielokrotnie, a zupełnie nie zwróciłam uwagi na autora. Cudna historia o tym jak bajka staje się matką wynalazku i jak często to, czym chcemy się obronić, nasza wymyślona tarcza, staje się ciekawym motorem zdarzeń.

Pięknie wydany przez Naszą Księgarnię zbiór zawiera wiersze, mini powieści „Dzień dobry, Eugeniuszu”, „Dixie”, „Wzór na diabelski ogon”, „Ptakowiec”. W każdym z nich znajdziemy nasze problemy nie tylko z lat dziecięcych, mnóstwo magicznych chwil, nie zabraknie też Mazur z ich kulturą i językiem jak oczywiście samych jezior. Gdy popatrzymy w niebo to oprócz dużej ilości ptaków, ujrzymy tam również Ptakowca, syna mewy, który pragnie zostać samolotem.

Ilustracje do tego tomu wykonała Elżbieta Wasiuczyńska, absolwentka krakowskiej ASP, zajmująca się również grafiką użytkową. W Polsce zilustrowała 21 książek, ma na swoim koncie wyróżnienia w międzynarodowych konkursach. Mnie najbardziej znana z serii bajeczek o Panu Kuleczce autorstwa Wojciecha Widłaka i z autorskiej książki „Mój pierwszy alfabet”. Jej ilustracje są niezwykle pastelowe i delikatne, pozwalają naszej wyobraźni troszkę poszaleć a my sami świetnie się przy tym bawimy. Całość tworzy wspaniały melanż świetnie ze sobą skomponowany.
Bardzo lubię czytać razem z dzieckiem takie opowieści, które w obojgu z nas ruszą pewną wrażliwą strunę, uczą empatii czy też pozostawią pewien niedosyt, który domagał się będzie dalszego ciągu historii. Agnieszka Osiecka stworzyła wiele nietuzinkowych postaci, zarówno tych do kochania jak i takich, których najchętniej do czarnej szafy. Wszystkich jednak łączy jakaś pewna niedoskonałość, z którą próbuje w różny sposób walczyć. Doskonała fabuła i jej pewna momentami przewrotność powoduje, że zostajemy wiernymi czytelnikami tej autorki. Zdecydowanie polecam.


piątek, 13 października 2017

Wanda Chotomska dzieciom - Wanda Chotomska



 
   Pamiętacie cykl programów telewizyjnych dla najmłodszych „Jacek i Agatka”? Ich autorką właśnie była Wanda Chotomska, pisarka, autorka wierszy i opowiadań dla dzieci. Dzięki niej powstało ponad 200 książek dla dzieci i młodzieży, audycji radiowych i telewizyjnych, scenariuszy do filmów krótkometrażowych i sztuk teatralnych. Najbardziej chyba znana z wierszy napisanych dla najmłodszych czytelników, którymi i starsi zachwycali się. Bo jakże tu przejść obojętnie obok wypożyczalni skrzydeł, uliczki Tabliczki mnożenia czy też balu w Babilonii?

Pamiętam jak ogromnie martwiłam się czy bohaterowie bajki „Pięciopsiaczki” znajdą dla siebie dobry dom, a najchętniej miała ochotę przygarnąć je wszystkie. Myślę, że z wiekiem zupełnie inaczej patrzę na wiersze autorki. Gdy byłam mała bawiły mnie rymy, porównania, taki czasem słowny paradoks. Z wiekiem zaczęłam dostrzegać ich drugie dno, naukę jaką z każdego można wynieść. Świetnie nadają się na zajęcia z dziećmi o empatii, o funkcjonowaniu w grupie czy też tak trudnej nauki dzielenia się z innymi. Myślę jednak, że autorce zawsze chodziło o to, by jej twórczość przyniosła choć odrobinę radości i pomagała w trudnych chwilach.
Zbiór „Wanda Chotomska dzieciom”, wydany pięknie przez Naszą Księgarnię, ilustrował Artur Gulewicz, absolwent łódzkiej ASP. Tworząc ilustracje, miesza on różne style, łączy np. pastele z akwarelami i zdjęciami, dzięki czemu efekt pracy wychodzi ogromnie ciekawy i nietuzinkowy. Taka różnorodność w dużym zbiorze świetnie się sprawdza i muszę przyznać, że oglądałam ilustracje z dużym zaciekawieniem. Ogromnie podobał mi się kornik i mól jak i z sentymentem oglądałam te do opowiadania „Dzień dobry, córeczko”.
    Twórczość pani Chotomskiej zdecydowanie można nazwać ponadczasową, ogromnie dopracowaną i uniwersalną. Mimo, że teoretycznie jest skierowana do najmłodszego czytelnika, zdecydowanie i starszy znajdzie w niej odbicie swoich problemów i podpowiedzi rozwiązania. To wspaniała, mądra rozrywka dostarczająca moc wzruszeń i wzbudzająca całą paletę emocji.
Zbiór „Wanda Chotomska dzieciom” to wiele wspólnych z dzieckiem godzin, mnóstwo śmiechu lecz i też zadumy. To próba wprowadzenia go w trudny świat dorosłych lecz też i pomoc w radzeniu sobie z nieprzyjemnościami. Zapewniam, że czytając będzie wesoło lecz też troszkę sentymentalnie. Warto zostać gościem autorki w jej cudownym, pełnym skrzydeł świecie. Polecam.



wtorek, 10 października 2017

Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków

   Mój balkon bez ptaków byłby po prostu nudny. To przez całą zimę sikorki a później wróbelki, sroki i kosy nadają mu ogromnego uroku, czyniąc z niego miejsce, które niechętnie opuszcza się na dłużej. Najprawdopodobniej jest też i tak z ogrodem państwa Pawlaków.
Ponieważ mam lekkiego bzika na punkcie ilustracji, jak tylko zobaczyłam w zapowiedziach ich wspólną książkę, momentalnie dopisałam ją do listy tych, które koniecznie chcę mieć na swojej półce.





  Zarówno Ewa jaki i Paweł Pawlak ukończyli ASP we Wrocławiu. Ona swoje ilustracje tworzy w nietuzinkowy sposób, za pomocą tkanin, igły, nici, kleju powstają obrazy, które ogromnie przyciągają oko i budzą uśmiech na twarzy. Pani Ewa zajmuje się również grafiką wydawniczą i kaligrafią, pisze również wiersze dla dzieci. Paweł Pawlak rysuje, maluje, projektuje scenografie teatralne. Razem zilustrowali kilkadziesiąt książek dla dzieci, współpracują z wieloma wydawnictwami, są laureatami wielu prestiżowych, międzynarodowych nagród. Ich ostatnie dziecko „Mały atlas ptaków” to prawdziwa perełka. Ciężko wskazać wiek dla którego jest adresowana, śmiało można stwierdzić, że odbiorcami mogą być czytelnicy w wieku od 0 do 100 lat i więcej. To co mnie najbardziej przyciąga do takich książek to ich ogromna uniwersalność i możliwość takiego odbioru, który pozwala również na swoją własną interpretację, jak i też mobilizuje do plastycznego działania. Każdy, kto choć trochę lubi ptaki, nie przejdzie obok tego wydania obojętnie. Ich portrety wykonane przez autorów mało, że są ogromnie sympatyczne to zawierają sporo wiadomości i anegdotek.

  Szczerze nie potrafiłabym wskazać jednego autora, którego prace podobają mi się tu bardziej. Po pierwsze dzięki różnym technikom widzimy np. wyrazistego mazurka wyklejonego przez panią Ewę i delikatną kuleczkę namalowaną przez pana Pawła. (Nie można też zapomnieć o rysunkach Hani ) I bądź tu człowieku mądry. Pewien kontrast tych prac idealnie jednak ze sobą współgra, dzięki czemu każda strona przyciąga wzrok i niechętnie odrywamy od nie wzrok. Taki przekaz jest idealny dal młodszych czytelników, zawiera również w sobie wiele konkretnych informacji. Ja nie miałam pojęcia, ze kosy słyszą odgłosy wydawane przez robaki pod ziemią ani ze sójka je żołędzie.
Szczerze polecam ten atlas zarówno dla początkujących małych ornitologów jak i dla znawców tematu. Wspaniała rozrywka gwarantowana

niedziela, 17 września 2017

Zadzwoń, kocham cię - Anna Zgierun-Łacina


   Gdyby nie troska o drugiego człowieka, kto wie czy Weronikę i Wawrzyńca połączyła by tak silna więź. Spotkanie w czasie burzy z piorunami, gdzie trzeba było wykazać się pewną odpowiedzialnością ,stało się początkiem skomplikowanego, pełnego przeciwieństw uczucia.
Obecny świat, pełen zagrożenia, które dosłownie może dopaść nas wszędzie, powoduje, że wydaje się, że czas pędzi jeszcze szybciej i nie znajdujemy w nim ani chwili wytchnienia. Wydawało by się , że młodzi w tej chwili żyją wręcz idyllicznie, korzystając z elektroniki nie mają problemu z wzajemną komunikacją. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Rodzice czasami niesamowicie toksyczni lub pełni despotyzmu mają coraz mniej czasu dla własnych dzieci, starają się ułożyć i zaplanować im życie, nie znając tak naprawdę zarówno ich potrzeb jak i problemów. Młodzi nie radzą sobie ze swoimi emocjami, nieopowiedziane traumy z dzieciństwa pozostawiają głębokie ślady. Główni bohaterowie, na początku zamknięci w swoich własnych światach, szybko burzą mury i uczą się nowej sytuacji, w której budząca się miłość zaczyna zasłaniać im cały świat. Łagodny charakter Weroniki i impulsywny Wawrzyńca czasami z trudem
wzajemnie się akceptują. Dzięki temu powieść aż kipi od emocji, zarówno tych wypowiedzianych, jak i tych głęboko ukrytych. Strach o drugą osobę, pewne niewiadome, nie sprzyjają harmonii związku lecz potrafią go również niezawodnie scementować. Zarówno dziewczyna jak i chłopak zostaną poddani próbie cierpliwości, czy ich uczucie jest na tyle silne, że wzmocni ich walkę z własnymi demonami ?
   Powieści Anny Zgierun- Łaciny towarzyszą mi już od wielu lat. Zawsze niebywale autentyczne, poruszające problemy współczesnego, świata dostarczały mi wielu wzruszeń.
Odnoszę jednak wrażenie jakby autorka chcąc wykorzystać autentyczne wydarzenia, a wydaje mi się, że udało jej się jako jednej z pierwszych, odrobinę czytelnika nimi zmęczyła. Oczywiście smutnym faktem jest, że takie sytuacje miały miejsce i ogromnie trudno je zaakceptować a i nie ma możliwości na ich przyzwolenie. Na tym tle wydarzeń, pierwszy plan, jaką jest historia dwóch młodych ludzi, którzy walczą ze swoimi emocjami troszkę wydaje się przez to mniej ważna i pełna niedomówień. Głównym bohaterem staje się czas terroru, niosący ze sobą śmierć, urazy nie tylko fizyczne a przede wszystkim psychiczne. Mam minimalny przykład tego u mnie w domu, od zeszłego roku nie mogę oglądnąć wiadomości w telewizji gdy obok jest jedenastoletni syn. Od razu krzyczy żeby przełączyć kanał, boi się zobaczyć powtórkę tego co wydarzyło się w innych krajach. Dlatego z drugiej strony podziwiam autorkę, że zmierzyła się z tak ogromnie trudnym tematem, udało jej się to znakomicie. Zdecydowanie polecam.




Heca w kurniku, czyli krzyżówki, labirynty, kolorowanki i inne zabawy ortograficzne dla dzieci - Anita Graboś, Monika Hałucha

     Z tego co pamiętam dla większości z moich znajomych zasady ortograficzne stanowiły większą niewiadomą niż tę w matematyce. Wiele godzin spędziłam nad nimi, próbując zapamiętać jaki wyraz z „ó” nie wymienia się na „o” i jaka kolejność jest w wyrazie „wybrzeże|” z uporem maniaka pisząc tę nieprawidłową. Ja jednak miałam szczęście, że nauczyciel potrafił nas nauczyć tych wszystkich zasad, które niejednokrotnie przyprawiały o ból głowy. Mój syn z kolei kompletnie je ignoruje, mając taki problem z pisaniem, że i potrafi nagle w środku wyrazu wpisać dużą literę. Wiele godzin ćwiczeń za nami i myślę, że i więcej przed nami. Dlatego też korzystam z wielu pomocy jakie pokazują się na rynku, różnych dyktand i krzyżówek.

Ponieważ jestem całkowicie zakochana w książce Anity Graboś „Wyspy”, momentalnie sięgnęłam po tę pozycję, w czym ogromnie pomogło mi wydawnictwo.http://jezyna122.blogspot.com/2015/08/wyspy-ksiazka-do-kolorowania-od-lat-5.html
 I to jest właśnie taka książka, jakiej szukałam. Mnóstwo ciekawych przypadków ortograficznych, ćwiczenia zarówno w formie krzyżówek jak i wyszukiwania, łączenia wyrazów. Wszystko podane w ogromnie przystępny sposób, zarówno autorka jak i ilustratorka wspaniale połączyli swoją pracę, dzięki czemu powstała świetna, ciekawa pomoc dydaktyczna. Ćwiczy logiczne myślenie jak i rękę przy kolorowankach, również trzeba wykazać się nie lada spostrzegawczością ,by rozwiązać dane zadanie. 

Nauka przez zabawę bardzo dobrze się tutaj sprawdza i wiele chwil spędziłam przy niej z synem, bez widocznego protestu z jego strony, jak przy innych książkach. Trudność zadań jest zróżnicowana, od prostych po takie, kiedy już trzeba zmusić szare komórki do większej pracy. Rebusy, labirynty pomogą przy zapamiętaniu pisowni, która często niejednemu dorosłemu sprawi jeszcze kłopot. W sumie niewielki zeszyt a zabawy przy nim mnóstwo. Polecam zarówno młodym czytelnikom jak i starszym, dla których ortografia jeszcze potrafi stanowić trudność. Zdecydowanie warto mieć ją w swojej biblioteczce.

sobota, 16 września 2017

Jak dzieci zmieniają świat? Ciekawostki i zadania - Katarzyna Sowula


     Wyjątkowo ta książka przykuła moją uwagę nie z powodu autora, lecz ilustratora. Bardzo lubię rysunki Katarzyny Kołodziej i to one spowodowały, że bardzo chciałam książkę mieć w swojej biblioteczce. Z kolei ciekawostki zebrane przez autorkę, Katarzynę Sowulę również przypadły do gustu zarówno mnie, jak i młodym czytelnikom w rodzinie. Akurat z powodu dużej uroczystości,
nadarzyła się okazja przetestowania książki przez większą grupkę dzieci. I bardzo dobrze się stało, bo dzięki temu dorośli mieli chwilę spokoju aby porozmawiać. Młodym czytelnikom najbardziej przypadły do gustu zadania, które są do wykonania po zapoznaniu się z wprowadzającym w temat tekstem.  



Z wielką ochotą, zwłaszcza dziewczynki zabrały się za projektowanie własnej korony, chłopcy natomiast woleli opisywać swoje nastroje za pomocą emotikonów. Wszyscy natomiast chętnie tworzyli własne zabawki i wymyślali symbole Dnia Dziecka w Polsce. Książka ta zdecydowanie przykuła ich uwagę, i ciężko było później zakończyć świetną zabawę.
Tematy, które porusza w niej autorka to między innymi: kiedy władca Polski była dziewczynka, czy można grać na marchewce, kto był największym dziecięcym geniuszem muzycznym, czy dzieci kiedyś musiały pracować, w co ubierały się hiszpańskie infantki, czy dzieci mogą zarabiać pieniądze czy też gdzie znajduje się miasto dzieci świata. Do każdego tematu można wykonać zadanie, zarówno wykorzystując różnorakie pomoce plastyczne jak i posługując się tylko ołówkiem. Dzieci bardzo szybko wciągają się w taką zabawę, dzięki świetnym ilustracjom łatwo zapamiętują treść i zadają mnóstwo pytań. Dlatego jest to książka inspirująca, pośrednio zmusza do kreatywności i szybko nie nudzi się.
Osobiście zastanawiałam się czemu taki tytuł, ponieważ nie do końca zapowiada on takie treści jakich się spodziewamy. Myślę, że ponieważ teksty dotyczą bezpośrednio dzieci pozwolono sobie na taką małą zmyłkę. Dociekliwi na pewno znajdą tu odpowiedzi na wiele nurtujących ich pytań. Wśród czterdziestu sześciu tekstów na pewno każdy młody czytelnik znajdzie taki, który będzie dotyczył jego zainteresowań. Do tego bardzo ładne wydanie, ciekawa kolorystyka przykuwa uwagę. Zbliżają się długie jesienne wieczory, ta lektura powinna się świetnie w ciągu nich sprawdzić . Polecam!!



czwartek, 31 sierpnia 2017

Ósmy cud świata - Magdalena Witkiewicz


     „Ósmy cud świata” Magdalena Witkiewicz -
PREMIERA 13 września 2017 powieści „Ósmy cud świata” bestsellerowej polskiej pisarki Magdaleny Witkiewicz, inspirowana podróżą autorki do Wietnamu.
„Ósmy cud świata” to opowieść o singielce poszukującej najważniejszych wartości w życiu. W tle Wietnam z malowniczą zatoką Ha Long i tętniącym życiem Hanoi. Bohaterka powieści Anna - singielka, odnosi sukcesy, żyje wygodnie i bez zobowiązań, ale cały czas nie czuje się spełniona. Wszystko zmienia się, gdy pod wpływem towarzyszących jej emocji postanawia wyjechać do Wietnamu. To co tam ją spotka już na zawsze pozostawi ślad. Czy jej decyzje mogą zaważyć na losach innych ludzi? Czy szczęście, którym się cieszy rozsypie się nagle jak domek z kart? Anna przeżywa wietnamską przygodę i odkrywa swój własny ósmy cud świata
 Magdalena Witkiewicz bestsellerowa polska autorka, absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego i studiów MBA. Z zawodu analityk marketingowy, specjalista od modeli ekonometrycznych, z pasji pisarka. Uwielbiana przez kobiety, od lat wzrusza i motywuje swoje czytelniczki, nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Jej książki czytają Wietnamki, Litwinki i Amerykanki. W swych powieściach porusza trudne tematy samotności, poszukiwania sensu życia, dokonywania często niełatwych wyborów, miłości. Nazywana specjalistką od szczęśliwych zakończeń, opowiada o poważnych sprawach w lekkim, a czasami nawet w bardzo lekkim stylu. Dla dzieci i dla dorosłych. A czasami tylko dla dorosłych. Jej najnowsza książka „Ósmy cud świata” jest inspirowana podróżą autorki do Wietnamu, gdzie w 2014r. Magdalena Witkiewicz reprezentowała Polskę na Międzynarodowym Festiwalu Literatury Europejskiej w Hanoi.

Kto czeka z niecierpliwością ???

sobota, 5 sierpnia 2017

Absolutnie fantastyczne łamigłówki - William Potter

   Gdy dziecko nie lubi czytać warto sięgnąć wtedy po różnego rodzaju łamigłówki i krzyżówki. Wtedy tak zwanie „przy okazji” trzeba trochę zapoznać się z tekstem i również powtórzyć ortografię. Wszelkiego rodzaju labirynty na pewno pozwolą na ćwiczenia koncentracji jak i na skupienie, które nie zawsze da się osiągnąć przy tekście czytanym. „Absolutnie fantastyczne łamigłówki” to zbiór ciekawych prac do wykonania. Począwszy od łączenia kropek, znalezienia różnic i labiryntów, poprzez zadania już bardziej skomplikowane, wykonanie prostych zadań matematycznych i ćwiczenie ortografii, po układanie słów z rozsypanych liter. Skala trudności jest dość zróżnicowana, od zadań bardzo prostych po już takie, które wymagają więcej pracy.


    Książeczka jest bardzo bogato ilustrowana, rysunki są sympatyczne i przyciągają oko. Jest idealna na wspólny wyjazd z dzieckiem, pozwoli zarówno na zajęcie w bardziej deszczowy dzień, jak i na chwilę wytchnienia od ogromnego upału. Najważniejsze są jednak chwile spędzone wspólnie z dzieckiem, kiedy możemy razem wykonać pewne prace, pozwolić dziecku na swoją osobistą interpretację poleceń jak i wspólnie świetnie się bawić. Można zrobić pewnego rodzaju zawody i robić polecenia na czas lub przeciwnie, poświecić im więcej czasu by utrwalić np. pewne zasady ortografii.

   Wydawało mi się, że mój syn jest już trochę za duży na wykonywanie pewnych zadań, okazało się jednak, że świetnie się przy niej bawił i nawet ze skupieniem liczył, choć za tym nie przepada. Najwięcej trudności sprawiło mu wykreślanie wyrazów ale i z tym szybko sobie poradził. Uważam, że tego typu książki są wspaniałym uzupełnieniem wszelkiego rodzaju prac lekcyjnych jak i bardzo dobrą rozrywką. Polecam !


środa, 2 sierpnia 2017

Francuski klejnot -Anna J. Szepielak


  Pierwszy raz miałam kontakt z twórczością pani Szepielak dość dawno temu około roku 2010, kiedy to w moje ręce wpadła książka „Zamówienie z Francji”. Opowieść o młodej fotografce Ewie,
która otrzymała zlecenie zrobienia zdjęć interesującej, z ogromnymi tradycjami, rodzinnej kwiaciarni „U Flory” . To była jedna z tych książek, która wzmogła u mnie tęsknotę za Prowansją, jej fantastycznymi krajobrazami i roślinnością. Powieść ta jest również pełna magii, można by stwierdzić, że autorka przewidziała ten nurt w literaturze, który teraz jest tak modny i ma tak wielką popularność. Gdy w zeszłym roku zobaczyłam jej wznowienie pod tytułem „Francuskie zlecenie” na początku myślałam, że autorka po tylu latach zdecydowała się na kontynuację. Trochę byłam zawiedziona, że to po prostu poszerzony pierwszy tom. Teraz jednak trzymam w rękach „Francuski klejnot” kontynuację losów Ewy, jak i całej francuskiej rodziny, którą poznajemy w pierwszym tomie.
  Ewa mimo ogromnego sentymentu do Francji, wraz z rodziną mieszka w Polsce. Wybiera się w podróż do starych przyjaciół niestety tym razem z przykrego powodu. Zmarła nestorka rodu, do której czuła ogromny podziw i szacunek. Jest to dla niej czas ogromnego smutku, wspomnień, jak i pewnego lęku jak poradzi sobie rodzina bez tak kreatywnej i pielęgnującej więzy rodzinne osoby. Po odczytaniu testamentu okazuje się, że Ewa otrzymuje w spadku klejnot, którego mało, że w ogóle się nie spodziewa ale który od tego czasu stanie się powodem sytuacji zarówno konfliktowych jak i pełnych niewyjaśnionych zdarzeń. I w tym tomie swego rodzaju magia będzie czaiła się w tle, nie do końca dając możliwości bohaterom by spełniały się ich plany i zamierzenia. „Francuski klejnot” zdecydowanie lepiej czyta się znając poprzedni tom. Wiele wątków zazębia się, a bohaterowie kilkanaście lat starsi cały czas nie mogą pozbyć się problemów. Ewa wpada na pomysł by Aleksa, który ma kłopoty związane z pracą zaprosić do Polski. Czy uda się jej wspomóc w ten sposób Kalinę, której ktoś z premedytacją utrudnia życie? Czy uda się rozwikłać skomplikowane rodzinne sekrety i jaki będzie mieć w tym udział Ewa i jej „:magiczne” zdolności?
  Książka ta to wspaniała lektura na lato. Lekka ale ogromnie wciągająca, z fantastycznym klimatem i sympatycznymi bohaterami, pozwala zarówno odpocząć jak i zrelaksować się. Tajemnice zostają rozwiązane, więc pewnie mała nadzieja na następny tom, ale mnóstwo wątków pobocznych aż prosi się o kontynuację. Jedynie co mi przeszkadzało to ilość wplatanych w treść wyrażeń francuskich, myślę, że bez połowy można by było spokojnie się obejść. Książkę jednak zdecydowanie polecam, zwłaszcza w te niesamowite upały jakie w tej chwili dają co poniektórym mocno w kość. Nasza uwaga choć na chwilę pobiegnie w innym kierunku.


niedziela, 30 lipca 2017

Lato - Tove Jansson

   Opowieści o Muminkach pokochałam dopiero jako dorosła osoba ale za to miłością dozgonną. Moim ulubionym bohaterem jest Tatuś Muminka, którego filozofia życiowa mimo pewnej depresyjności zawsze powoduje u mnie uśmiech. Ogromnie podoba mi się również twórczość Tove Jansson dla dorosłych. Uważam, że jej „Uczciwa oszustka” to powieść, która śmiało mogłaby powalczyć o międzynarodowe nagrody, z fabułą pełna zaskakujących zdarzeń, przez które przenika ogromna mądrość.
   „Lato” na początku zaskoczyło mnie swoją prostotą, delikatnością i minimalizmem. Mieszkańcami pewnej szkierowej wyspy w Finlandii jest babka, jej syn i mała Sophie. To oni są głównymi bohaterami powieści, lecz tak naprawdę na pierwszy plan wysuwa się natura, niesamowity krajobraz wraz ze zmieniającą się pogodą, która ma ogromny wpływ na życie mieszkańców. Kluczową postacią wydaje się być babka, która wraz z wnuczką często łamie zakazy, czytelnikowi nie wydaje się to jednak naganne ponieważ każda taka wyprawa kończy się nowymi doświadczeniami małej Sophii, której głowa pełna pytań wciąż domaga się wielu odpowiedzi. Na wyspę przyjeżdżają czasem goście i wtedy dopiero można zauważyć jak jej mieszkańcy stanowią w jakiś sposób zamknięty klan, nowo przybyli obco czują się na ich terenie, co zupełnie niezrozumiałe jest dla Sophie a dodaje pracy babce. Czas na wyspie toczy się według pór roku, to one wytyczają pewien zakres czynności, czy też przypominają o pewnych obowiązkach. Zycie w zgodzie z naturą wymaga również pewnych poświęceń i pracy, której efekty często można ujrzeć dopiero po dłuższym czasie.
  „Lato” to opowieść przesiąknięta elementami filozofii, niezwykle jednak urokliwa mimo tego, że tak naprawdę opowiada o rzeczach kompletnie niespektakularnych i codziennych. Mało kiedy relacje międzyludzkie są tak nie pozwalające na pewną improwizację, chyba, jeśli by tak nazwać zachowanie w pewnych momentach babki. Jest ona osobą nie poddającą się presji ani wpływom innych osób. Sophie nie zawsze odnajduje się w scenerii wyspy, nie umie jeszcze dokładnie określić swoich wątpliwości i lęków. Oprócz krewnych natura staje się jej nauczycielem, częściej bywa jednak fantastyczną scenerią, która potrafi zmieniać się kilka razy dziennie.
Nostalgia, szczerość, interesujące ilustracje to zdecydowane atuty tej powieści. Warto pobyć choć przez chwilkę na wyspie, poczuć jej niesamowity klimat, podglądnąć mieszkańców. Polecam.


poniedziałek, 24 lipca 2017

65-piętrowy domek na drzewie Andy Griffiths

  To już piąty tom historii o domku na drzewie i jego nietuzinkowych lokatorach. Gdy Andy i Terry zapraszają do siebie, to od razu wiadomo, że będzie ogromnie wesoło, może być sporo pośpiechu i mnóstwo problemów. Domek rozrasta się w ekspresowym tempie, poszczególne pomieszczenia przyciągają uwagę, niestety jednak jest problem. Brak pozwolenia na dalszą rozbudowę hamuje jego rozwój, tym bardziej że wydawca dopomina się o następny tom serii. Jak wiadomo, działanie pod pewną presją i kontrolą nie zawsze idzie w parze z kreatywnością i logicznym myśleniem. Pośpiech często bywa złym doradcą a właśnie nim kieruje się inspektor budowlany. Gotowy jest wyburzyć urodzinowy jak i nieurodzinowy pokój, sklep z lizakami, jeśli tylko nie dostanie pozwolenia w określonym czasie. Dobrze chociaż, że przygód w czasie poprzedniej rozbudowy było mnóstwo i teraz można to szybko opisać i fantastycznie z pewnym przymrużeniem oka narysować. Wzrok spocznie na ilustracjach, a treść będzie świetnym uzupełnieniem, przekazywanej historii.
  Opowieść o domku na drzewie przykuła moją uwagę od pierwszego tomu. Szukałam przekonującej lektury dla syna, który nie marzył o czytaniu, a wręcz miał okres negacji każdego słowa pisanego. I tu trafiłam w dziesiątkę. Barwna historia, pełna zaskakujących jak i trochę nietypowych rozwiązań, interesujący bohaterowie, humor przeplatany z ironią, wszystko to przykuło wtedy uwagę dziesięciolatka i od pierwszego tomu śledzi on z dużą uwagą losy mieszkańców domku na drzewie. Już samo to lokum świetnie rozrusza wyobraźnię, bo przecież mieć coś takiego na własność to marzenie zarówno niejednego dziecka jak i dorosłego. Jakby nie było, to pewne spełnienie marzeń z dzieciństwa, i motywacja do konkretnego działania.
Autorzy świetnie łączą formę komiksu z powieścią, dzięki czemu młody czytelnik ma szansę na chwilkę oddechu od treści i skupienia się na ilustracjach, które bawią, zmuszają do pewnej analizy jak i świetnie nawiązują do fabuły.
Seria o domku na drzewie to dobra pozycja dla całej rodziny. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie, a wakacyjny czas sprzyja wspólnym lekturom. Polecam.

czwartek, 6 lipca 2017

Kroniki z życia ptaków i ludzi - Aida Amer


   Jeden dom, dwie rodziny. Dwa różne światy połączone jednym miejscem. Czas, który niekoniecznie sprzyja wędrówkom, a jednak jest pełen dróg i prób znalezienia własnego miejsca na ziemi. Opowieść pełna zapachu ziemi jak i jej świadomej obecności w codziennym życiu. I one, ptaki, nad głowami, w zakamarkach dachów, w gniazdach na drzewach, na polach. Będące również cichymi bohaterami nadchodzących zmian i poszukiwań własnej tożsamości. Opowieść o rodzinie Sztulmowskich i o Stulmaherów, to historia o szukaniu szczęścia w czasach, kiedy fałsz jest na porządku dziennym, a nie do końca wiadomo, kogo można nazwać prawdziwym bohaterem. Nostalgia przeplata się tutaj z nieszczęściem, a rytm życia wyznacza natura, która nigdy nie zdradza i swoją pewną cyklicznością daje poczucie bezpieczeństwa.
   Muszę się przyznać, że nie od samego początku zachwyciłam się lekturą. Przeszkadzały mi krótkie, jakby informacyjne zdania, pewien natłok informacji, gubiłam się w losach bohaterów. Gdy jednak spokojnie przerzucałam następne strony, powoli przestałam szukać pewnego rytmu i podałam się narracji. I bardzo dobrze, bo inaczej na pewno przeoczyłabym to co istotne w fabule, szukając podwójnych znaczeń zamiast skupić się na tu i teraz. Ciekawym doświadczeniem było razem z autorką przystanąć i popatrzyć na pewną wielowymiarowość życia i jego zależność od natury. Aida Amer przypomina, że to, co jest naprawdę stałe, co daje naszemu życiu pewną cykliczność, to jest zawsze to, na co naprawdę nie mamy żadnego wpływu. Gdy coś okupione naszym smutkiem się kończy, nastaje czas kiedy nowe puka do drzwi. Tylko my sami musimy go nie przeoczyć, zaprosić i wpuścić, bo odprawione, może dłuższy czas nie chcieć zostać naszym gościem.
    Tu nie ma głównych bohaterów, każdy jest ważnym elementem opowieści, i jak szare kopciuszki przypominają, że ogromnie ważne jest poczucie bezpieczeństwa i nie istotne, kto może w jego uzyskaniu pomóc, najważniejsze by efekt pozwolił by smutek rozwiał się nad łąkami.
Troszkę zabrakło mi dokończenia pewnych wątków, głównie związanych z postaciami, lecz myślę, ze daje to autorce uchyloną furtkę na rozwinięcie historii.
   Czas, który spędziłam razem z bohaterami, z otaczającą ich naturą, zależnościami, wyciszył mnie i pozwolił na odpoczynek. I za to autorce bardzo dziękuję. Zdecydowanie polecam




wtorek, 4 lipca 2017

Notatki samobójcy - Michael T. Ford



     Po nieudanej próbie samobójczej Jeff trafia do szpitala psychiatrycznego. Już sama nazwa miejsca w którym przebywa, powoduje u niego wewnętrzny bunt i absolutnie nie ma ochoty na rozmowy z terapeutami ani na bliższe poznanie pacjentów z oddziału. Skupia się na rzeczach powierzchownych, bawią go go nazwiska pracowników, skrupulatnie wszystko obserwuje, nie bierze jednak czynnego udziału w tym co dzieje się wokół. Nie wraca myślami do tego co się wydarzyło, nie analizuje, stara się być tylko tu i teraz. Niespodziewana wizyta rodziców wytrąca go z równowagi, przypomina o pewnych sprawach, które do tej pory w jego umyśle były chwilowo uśpione. Bo przecież on ma naprawdę kochającą rodzinę, nie przechodził w życiu żadnej traumy, nikt z otoczenia go nie napastował, skąd więc pomysł by próbować odebrać sobie życie?
Musi pozostać w szpitalu przez czterdzieści pięć dni, tyle trwa opracowany program terapii grupowej. Jak spojrzy na problemy innych, czy dojrzy jakiekolwiek podobieństwo, czy też wyprze z podświadomości wszystko co nie będzie wydawało się zabawne i interesujące? Czy Jeff naprawdę ma osobiste problemy, czy cała powstała sytuacja jest związana z jakąś jedną konkretną chwilą?
W obecnej dobie ogromnej anonimowości, kiedy zamykamy się nie tylko w czterech ścianach, ale i we własnych wirtualnych światach bardzo łatwo popaść w niesamowite skrajności. Mniej odporni na codzienność, nie umiejący oceniać realnie zewnętrznych sytuacji, stajemy się łatwym łupem naszych osobistych niepewności i lęków. Częsta zmiana nastroju młodych ludzi powoduje dodatkowo, że nie umieją oni ocenić realnie swoich strachów, czy też przeciwnie doznawszy prawdziwej traumy w jakiś sposób bagatelizują ją, lecz jednak ona szybko powróci chociażby w formie koszmarów lub w chęci odreagowania. Dorośli zdecydowanie są silniejsi psychicznie, dla młodych jedna chwila może stać się tą, która przekreśli szczęśliwe życie.

    "Notatki samobójcy" to powieść teoretycznie skierowana dla młodzieży, lecz zdecydowanie poruszająca również problemy świata dorosłego . I nagle okazuje się, że mogą one nie różnić się , inne będzie tylko postrzeganie świata. Jeff jako barwny narrator w interesujący, czasem i zabawny sposób przedstawia szpitalnianą codzienność, własną walkę z uczuciami i próby powrotu do codzienności. To mądra, wciągająca lektura. Warto przeczytać.

niedziela, 2 lipca 2017

Rok na wsi - Magdalena Kozieł-Nowak

Magdalena Kozieł – Nowak to artystka mająca głowę pełną pomysłów, uwielbiająca eksperymentować aż do przesady, a wszystko po to, aby zainteresować dzieci sztuką. Jej najnowsze dziecko „Rok na wsi” jest tego świetnym dowodem. Książka w pełni autorska, przedstawiająca niewielkie gospodarstwo agroturystyczne Basi i Piotra Listków, zawiera mnóstwo informacji na temat życia kompletnie innego niż miejskie. Tu wszystko wypełnia pewien rytm, codzienne, powtórzone czynności, składają się na kolejne dni, a czas wyznaczają pory roku. Potrzeba ogromnej systematyczności, by wszystko grało jak trzeba, zwierzęta nie chodziły głodne, a i gospodarze oprócz pracy, mieli chwilę na odpoczynek. 12 kart miesięcy, ma przybliżyć młodemu czytelnikowi, co tak naprawdę trzeba wykonać w określonym czasie, by móc potem cieszyć się nie tylko pięknymi plonami lecz żeby również być przygotowanym na kaprysy pogody i jej zawirowania. Interesujące, barwne ilustracje ogromnie przyciągają wzrok i sprawiają, że dziecko z uwagą śledzi poczynania gospodarzy.


Pracy jest tak dużo, że i dzieci mają również swoje obowiązki a i turyści, którzy przyjechali tutaj na odpoczynek, chętnie pomagają gospodarzom. Tutaj nic nie może się zmarnować, zostanie skrzętnie wykorzystane w odpowiednim czasie.
Każda strona gwarantuje miło spędzony czas z dzieckiem, kiedy to może ono nauczyć się czegoś zupełnie nowego, a równocześnie świetnie bawić się ćwicząc przy tym zarówno koncentrację, jak i rozwijać słownictwo, i spostrzegawczość.


Wydawana przez Naszą Księgarnię seria „Rok w..” zdecydowanie wyróżnia się na rynku właśnie dzięki wspaniałym ilustratorom, którzy w ogromnie interesujący sposób przyciągają uwagę dziecka co pozwala spędzić wspólnie chwile, które na długo pozostaną w pamięci.
Na pewno nie jedno dziecko zdziwi się, że buraki wcale nie rosną w supermarkecie a mleko nie powstaje w fabryce, lane prosto do kartonów. Bardzo często widać niestety, że wiedza dzieci, w jaki sposób powstaje dany produkt, jest naprawdę znikoma. Dlatego tego typu publikacje pozostają wciąż ogromnie potrzebne i nic nie tracą na swojej aktualności. Ten tom zdecydowanie polecam, bo pełny jest nie tylko konkretnych wiadomości ale zawiera mnóstwo elementów bajkowych, bez których ich odbiór na pewno byłby trudniejszy. Fantastyczna zabawa.

piątek, 2 czerwca 2017

Czajnikowy.pl dobra herbata -Rafał Przybylok

Są takie książki, które, kiedy są już w naszych dłoniach mamy ochotę pogłaskać, powąchać, z nabożeństwem przeglądamy strony i najchętniej zaszylibyśmy cię w odległym kąciku, żeby nam nikt nie przeszkadzał. Dla każdego miłośnika herbaty, na pewne będzie taką to pięknie wydane na jej temat opracowanie. To oprócz dalekosiężnej historii tego napoju (Od karbonu do bubble tea, czyli co się działo z herbatą w ciągu ostatnich 300 milionów lat), przedstawienia jej różnorodności odmian, to fantastyczne jej smakowanie i poznanie sposobu parzenia na wiele sposobów. Jest to perełka dla wszystkich pasjonatów, wręcz hobbystów, którzy zapatrzeni na herbaciane pola wyobrażają sobie smak i zapach.
Czajnikowy.pl może być idealnym prezentem również dla tych, którzy lubią gotować. W rozdziale „Co można zrobić z herbaty?”autor podsuwa naprawdę ciekawe rozwiązania i wykorzystanie zarówno liści jak i naparu w niekonwencjonalny sposób. Równie interesująca jest część dotycząca herbacianych rozmaitości, na pewno niejedna z nich zaskoczy czytelnika, czy nawet rozbawi. Wiadomo, by zaparzyć idealny napar nie wystarczy sama herbata. Potrzebne są do tego różne akcesoria, o których niejednokrotnie może słyszeliśmy ale niekoniecznie umiemy je wykorzystać. Mnie jako miłośniczce angielskiej herbaty od razu rzuciły się w oczy wiadomości na temat Irish Breakfast, mieszanki irlandzkiej, bardzo podobnej do angielskiej kompozycji śniadaniowej. Różni się ona znacznie wyrazistszym smakiem i większą zawartością herbaty z Kenii i Asanu. Skomponowana zwłaszcza do picia z mlekiem. I tu zaskoczenie dla mnie, Irlandczycy piją więcej herbaty niż Anglicy. Nie da się ukryć, że mnie bardziej kojarzyli się z różnymi gatunkami piw. Nie wiem dlaczego, też zawsze wydawało mi się, że Pakistan to miejsce hodowli herbaty a tu okazuje się, że jej w ogóle nie produkuje ale za to sprowadza wielkie ilości. Popularnością cieszy się tam napar z korzennymi przyprawami i mlekiem na wzór indyjskiej masali chai.
Autor przytacza również mity i legendy na temat tego produktu, dzieli się przepisami na ulubione napoje. Przede wszystkim jednak ciekawie zachęca, by poznać kulturę parzenia herbaty, różnorodność smaków a wszystko w ogromnie przystępny a interesujący sposób.
Książka pięknie wydana z mnóstwem fotografii, na pewno laikowi w tej dziedzinie rozjaśni w głowie ale i też zadowoli pasjonata. Polecam!!!



b



czwartek, 1 czerwca 2017

Zosia z ulicy Kociej. W ciekawych czasach - Agnieszka Tyszka


     Z jakże wielką przyjemnością wróciłam na ulicę Kocią, gdzie rodzina Wierzbowskich stara się mieszkać spokojnie i bez dodatkowych atrakcji ale nie za bardzo jej to wychodzi. I to wcale nie dlatego, że jest żądna wrażeń, lecz dlatego, że prześladują ją stale brygady remontowo-budowlane, a ogródek nie może przetrwać w takiej postaci jaką dopracowała mama. Widać jednak, że i tutaj docierają tak zwane ciekawe czasy i nie koniecznie można na nie popatrzyć pozytywnym okiem. Bo i wujek traci pracę, i Mania musi przyzwyczaić się do różnego rodzaju obsesji nauczycielskich, biedny KAWIOR walczy z rakiem, lecz na pewno jest to czas, kiedy na nudę i brak zajęć nie można narzekać.
Zosia już jest w szóstej klasie i powoli żegna się ze swoim zeszytem pełnych zapisków na rzecz SMS i klasowego forum. Brak wolnych chwil i pęd dnia, zmusza niejako do korzystania z szybkich źródeł informacji. Mania staje przed ogromnym problemem bycia BEZPARCZASTĄ, w nowej klasie jest jedenaście dziewczynek i trudno znaleźć dla siebie parę nie wspominając już o bliskiej koleżance. Tak jak widać, nie jest lekko, Wiluś na dodatek ząbkuje bez umiaru, babcia Zula zdumiewa dziewczynki biznesowymi planami a biedna mama, która na widok myszy dostaje zawału, musi przeżyć kilkudniowe MYSZOBRANIE. Oj, dzieje się !
    Bardzo lubię takie powieści, które świetnie wpasowują się w aktualną rzeczywistość, nie zapominające o wartościach rodzinnych, gdzie fabuła jakże realna, powoduje ataki niekontrolowanego śmiechu. Muszę się przyznać, że przeczytałam wszystkie tomy opowieści o Zosi i jej rodzinie i zawsze żałuję, gdy jestem na ostatniej stronie. Bo jakże ważne jest byśmy zarówno my, jak i nasze dzieci umieli popatrzeć na nas samych z pewną dozą samokrytycyzmu, pozbawioną cynizmu i obłudy. Wartka akcja, fantastyczni bohaterowie, świetnie splecione wątki to najważniejsze atuty tej serii.
Nie można zapomnieć o ilustracjach Agaty Raczyńskiej, które w ciepły sposób, wprowadzają czytelnika w życie rodziny, dostarczając mnóstwa uśmiechu.
Zapraszam na ulicę Kocią, spędzone tu chwile zdecydowanie poprawią nam nastrój.

wtorek, 30 maja 2017

Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Pan Kleks.

Gdy trzymam w rękach trzecią część wydanych właśnie dzieł Jana Brzechwy, dopada mnie ogromna nostalgia. Pomimo tego, że akurat w tym roku syn przerabiał w szkole „Akademię Pana Kleksa” i poświęciliśmy jej sporo uwagi, to wydanie Naszej Księgarni powoduje lekki ucisk w krtani. Przepięknie opracowane, w twardej oprawie, szyte, fantastycznie prezentujące się zarówno w rękach i na półce, przypomina o chwilach, kiedy marzenia nie miały granic, a barwny świat stworzony przez autora wydawał się całkowicie realny. Powrót na Czekoladową ulicę, to jak wspomnienia smaku gorącego kakao, kogla-mogla czy też pachnących ziemią, nagrzanych słońcem truskawek zrywanych prosto z krzaczka. Kleksografia czy też przędzenie liter wraz z ich nauczycielem Ambrożym Kleksem, doktorem filozofii, chemii i medycyny to wprowadzenie do fantastycznego świata baśni, gdzie realność przenika się z magią a wyobraźnia nie ma czasu na chwilkę odpoczynku. Niezdarność Adasia Niezgódki, głównego, dwunastoletniego narratora, dodaje treści ogromnej naturalności, bo to przecież chłopiec wydaje się jak wielu, dlatego też i odbieramy treść jako ogromnie wiarygodną.


Ilustracje Marianny Sztymy wspaniale korespondują z treścią, jej delikatna kreska rysunku i pastelowe kolory obrazów, tworzą piękny świat, w którym nie ma miejsca na złe wibracje. Świetnie pobudzają wyobraźnię lecz tworzą też furtkę dla własnych wyobrażeń. Można napisać, że klasyka, że tradycja i utrwalenie pewnych wartości, lecz tak naprawdę to wspaniały czas dzieciństwa, kiedy stoi się dopiero u bram dorosłości i nie trzeba podążać w kierunku, który wskazują inni. Ta możliwość wyboru pozwala na głębszy odbiór tekstu, własną jego interpretację a przede wszystkim na czerpanie z niego ogromnej radości.
Muszę przyznać, że z ogromnym sentymentem sięgam ostatnio po tytuły z Naszej Księgarni, która jako wydawnictwo towarzyszy mi od dzieciństwa i przez wiele lat podsuwa książki wartościowe i pięknie opracowane graficznie. Z ogromną przyjemnością polecam!

Obronić królową - Barbara Kosmowska

   „Obronić królową” to powieść dla młodzieży wyróżniona w IV Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren. Czy zasłużenie? Jak najbardziej. Przyciąga uwagę od pierwszej strony, porusza tematy ważne zarówno w dorosłym świecie jak i tym, w którym dopiero zaczyna się się rozróżniać pewne niuanse i gdzie bycie odpowiedzialnym nabiera zupełnie innego znaczenia.
Greta po rozwodzie rodziców zamieszkała z mamą, w dużym mieście, gdzie pewna anonimowość pozwala na spokojne życie, w które nikt z zewnątrz nie ingeruje. Jako małe dziecko uwielbiała spędzać czas z babcią, w aptece, gdzie czuła się bezpiecznie i mogła ćwiczyć swoją bujną wyobraźnię. W ramionach babci było ciepło, spokojnie, nie myślało się o jutrze, łatwo akceptowało się daną sytuację Przy mamie zdarzała się świetna zabawa, było więcej spontaniczności, porozumienia, które pozwalało nawet w trudniejszych chwilach na chwile pełne miłości. Jednak w życiu tak bywa, że jedna chwila wpływa diametralnie nie tylko na nasz los ale również na życie, tych, którzy nas otaczają. Tymczasowo Greta musi zamieszkać z ojcem , z jego nową rodziną, w małej miejscowości, w zwartym środowisku, które może ale nie musi pozwolić dziewczynie na aklimatyzację. Początki są ogromnie trudne. Nowa żona taty nie radzi sobie sama z własnymi uczuciami, ojciec z trudem uczy się nowej sytuacji, jedynie mała Lilka, siostra Gerdy wynagradza ją ogromnym ciepłem, całkowitą akceptacją i przywiązaniem. Wiadomo nowe miejsce, nowe problemy, czy lokalna społeczność, klasa, a najważniejsze nowa rodzina, da szansę przybyszowi?
  „Obronić królową” to powieść o tym, jak my dorośli lubimy czynić kogoś innego odpowiedzialnym za nasze życie. Jak często nasze emocje i problemy zamiatamy w ciemny kąt, myśląc, że tam niezauważone, przykryją się toną kurzu co pozwoli na ich zapomnienie. To historia w której tolerancja nabiera trochę innego znaczenia, a młodzieńcza miłość burzy mury obojętności. W tej książce nie ma nic zbytecznego. Każdy wątek wspaniale splata się z innym, tworząc fantastyczną ściółkę na której fabuła rozwija się i wciąga czytelnika bez reszty.
  Interesująca galeria bohaterów z ich własnymi, złożonymi problemami stanowi wspaniałe tło głównych wydarzeń, które bez nich stałoby się zdecydowanie uboższe.
Czasem trzeba dorosnąć zdecydowanie za szybko, choć nie umie się jeszcze odróżnić dobra od zła, kiedy wybrany kierunek drogi nie zawsze wydaje się jasny i klarowny. Czy Gerda poradzi sobie w nowym miejscu, dodatkowo obciążona tajemnicą?
Zdecydowanie polecam.



sobota, 20 maja 2017

Joe sam w domu - Joanna Nadin

   Czy mając trzynaście lat można zostać samemu w domu? Oczywiście nie piszę tutaj o paru godzinach, lecz o czasie znacznie dłuższym, kilkudniowym. Która matka zdecydowałby by się, zostawić swojego syna na tydzień samego, z niewielką ilością pieniędzy i jedzenia, a sama wybrała by się w podróż do Hiszpanii?
Joe z początku czuje się oszołomiony tą informacją. Czy da sobie radę i dlaczego tak właściwie nie może jechać razem z mamą i jej partnerem?
Gdy pomyśli jednak o korzyściach, są ferie, może grać na konsoli ile chce, spać tak samo, robić co chce i nie słuchać uwag na swój temat, to tak właściwie to siedem dni to bardzo krótko i na pewno bardzo szybko przelecą. I tak pogoda nie nastraja do spacerów, szybko robi się szaro, siedem dni minie migiem.
Jak myślicie drodzy czytelnicy, czy faktycznie kolejne dni będą takie jak przyzwyczajono nas w filmie „Kevin sam w domu” czy też okażą się pełne emocji i zdarzeń niekoniecznie pozytywnych?
   Muszę przyznać, że powieść ta zaskoczyła mnie bardzo dużą ilością zawartych w niej problemów. Tutaj nie chodzi tylko o trzynastoletniego chłopca, który walczy ze swoimi emocjami i przez cały czas głównie zajmuje się przemyśleniami na temat swojej rodziny. Analizuje więź z matką, ocenia jej partnerów, wraca do chwil, kiedy było naprawdę źle. Docenia jej starania, czuje jednak ogromny smutek za tym co było, za czasem, kiedy wcale nie było bogato lecz bezpiecznie i spokojnie. Autorka oprócz postaci głównego bohatera bardzo przekonująco przedstawia lokatorów kamienicy, w której mieszka chłopiec. Sąsiad, kierowca autobusu, jego przyszywana wnuczka, Polki, to wszystko osoby ogromnie autentyczne, świetnie „podglądnięte” w ich codziennych , często ogromnie jałowym życiu.
  „Joe sam w domu” to opowieść o szybkich dojrzewaniu, o tolerancji wobec innych , o ogromnej sile pierwszej miłości. O wszechmocnym uczuciu, które powoduje, że wszystko wydaje się do przeżycia, byleby tylko była koło nas ta jedna osoba. To również opowieść o matczynej miłości, niejednokrotnie ogromnie zawiłej, pełnej niespodziewanych zakrętów lecz i wspólnych dróg. Ta niewielka w sumie książeczka, zbudowana na kontrastach, wzbudziła we mnie ogrom emocji i zmusiła do długich przemyśleń. Ukazała mi również pewien schemat życia biedniejszych warstw społecznych w bogatych miastach Anglii.
  Jest to powieść na pewno nieszablonowa, pełna skrytych emocji i młodzieńczych uczuć.
Zdecydowanie polecam!



wtorek, 9 maja 2017

Wyniki konkursu z książką "W kręgu księżniczki" - Jean Sasson !!!!

Miło mi ogłosić, że konkurs wygrywa Izabella Gaudyńska, gratuluję, bardzo proszę o dane na maila. 
Większość odpowiedzi,wskazywała na to, że z przeznaczeniem nie za bardzo można walczyć, niektórzy twierdzili, że warto próbować je jednak trochę omijać, i ja również jestem takiego zdania. Wszystkim uczestnikom konkursu ogromnie dziękuję,  a dla tych , którym nie udało się wygrać mam dobrą wiadomość. Jeszcze w tym miesiącu ruszy ciekawa rozdawajka :) 

sobota, 6 maja 2017

Ryba na drzewie - Lynda Mullaly Hunt



         „Czytanie przypomina mi próbę znalezienia sensu w nalanej do miski zupie z liter”.

   Jeszcze do końca nie ochłonęłam po świetnej książce dla dzieci „Dom nie z tej ziemi” Małgorzaty Strękowskiej – Zaremby, a już, dzięki wydawnictwu Nasza Księgarnia, trzymam w ręce następną ciekawą pozycję. Prosta choć ciekawa okładka na pewno nie zapowiada aż tak dobrej powieści. Wiadomo, że nasz wzrok lubi być przyciągany feerią kolorów jak i ciekawymi rozwiązaniami graficznymi, lecz tutaj bardzo dobrze, że od tego odstąpiono.
   Ally wielokrotnie zmieniała szkołę, i nie dlatego że jest aż tak złą uczennicą, lecz z powodu ciągłych przeprowadzek. Trudno jej jest zaaklimatyzować się w nowym miejscach, a zwłaszcza w klasach. Dziewczynka nie rozstępuje się z ze swoim Szkicownikiem Rzeczy Niemożliwych, to w nim rysuje swoich wymyślonych bohaterów, jak i siebie w trudnych dla niej sytuacje. Każdy dzień w szkole to dla niej istny survival. Całą energię poświęca na to, aby nikt z nauczycieli ani uczniów nie odkrył jej największego sekretu, który równocześnie jest jej ogromnym problemem. Nie potrafi o nim porozmawiać zarówno z mamą, która stara się jej pomóc i zrozumieć („Chciałabym aby zrozumiała mój świat. Ale to by była niczym próba wyjaśnienia wielorybowi, jak się żyje w lesie”) ani z żadnym z nauczycieli. Przez to stale wpada w tarapaty i nie daje sobie możliwości na obronę. Jej poczucie odizolowania od reszty świata jest tak wielkie, że ma ogromnie niskie poczucie własnej wartości. Gdy do szkoły mieli przynieść coś, co najlepiej pokazuje kim są, to Ally pomyślała o paru rzeczach, na przykład o puszce z ziemią albo torbie pełnej niczego. Ogromnie ważnym momentem staje się zmiana nauczyciela. Gdy zaczyna ją uczyć pan Daniels okazuje się, że wszystko to, co o sobie myślała negatywnego, tak naprawdę stanowi jej pozytywne cechy. Czy potrafi przełamać się i zwierzyć się ze swojego problemu? Czy uda jej się z kimś zaprzyjaźnić?
   Lunda Mullay Hunt jako była nauczycielka świetnie wie z jakimi problemami mogą borykać się młodzi uczniowie. Zwraca również uwagę na to, jak ważne jest by wychowawca nie dążył do tego, aby wszystkich uczniów upodobnić do siebie, lecz akceptował ich osobowości takimi jakimi są a wręcz podkreślając ich różnorodność, motywował do działania. Z pozoru krnąbrne czy kłopotliwe dziecko, bardzo często okazuje się zdolne i kreatywne, trzeba tylko nie tylko dać mu szansę, lecz zaakceptować go takim jakim jest.
Zwraca uwagę interesujący styl jakim posługuje się autorka, który świetnie obrazuje wewnętrzny świat młodej bohaterki. Ogromnie ważne w tej powieści są również uczucia. Wielka tęsknota zarówno po stracie bliskiej, ważnej osoby jaką był dziadek, jak i za ojcem, który wyjechał na wojskową misję czy fantastyczna relacja ze starszym bratem, nadają tej powieści bardzo specyficznego klimatu.
  Zdecydowanie jest to książka o próbach przekraczania pewnych barier, trudnej sztuce akceptacji czy też nauce dostrzegania swoich pozytywnych cech. Ally skupiona na swoim wewnętrznym świecie z trudem tworzy furtki dla otaczającej rzeczywistości. A jak jest z nami? Czy udaje nam się dostrzec to, co naprawdę dla nas najważniejsze?
Sięgnijcie po tę powieść, zdecydowanie warto.


wtorek, 2 maja 2017

Wszystkie twoje marzenia - Agata Czykierda-Grabowska- przedpremierowo !






   Marzenia. Jakże nudne byłoby życie ich pozbawione, ile straciłoby barw i ich różnorakich odcieni. W spełnianiu niejednokrotnie pomaga przypadek, chwila, czy sytuacja kompletnie niespodziewana.
Mai nagle psuje się samochód, zezłoszczona dziewczyna na nim wyładowuje swoją desperację. Kopie opony, karoserię i najchętniej albo zostawiłaby go na środku ulicy lub zepchnęła z mostu do Wisły. Całej tej sytuacji przygląda się wracający do akademika Kamil. Zachowanie dziewczyny mocno go intryguje, rozmowa z nią rozbawia go i oferuje jej swoją pomoc. Wspólnymi siłami przepychają auto pod akademik, w którym okazuje się, mieszka również Maja. Dziewczyna nie za bardzo jest z tego faktu zadowolona, szybko kończy rozmowę i znika w swoim pokoju. Studencki świat pełen jest jednak niespodziewanych imprez i naprawdę trudno jest by nie spotkać się ponownie. Czy ich znajomość zamieni się w przyjaźń?
    Gdy przyjrzymy się głównym bohaterom tej powieści to z pozoru zupełnie inni, o odmiennych temperamentach, po bliższym poznaniu, stają ogromnie do siebie podobni. Obydwoje z bagażem przykrych doświadczeń, obawiający się związków, uciekający od głębszego uczucia. Starający się ukrywać swoje prawdziwe myśli by nie doświadczyć poczucia straty. Ciężko im uciec przed miłością, lecz obydwoje mają świadomość tego, że przyjaźń to poczucie bezpieczeństwa, pewna stabilność a większe zaangażowanie może przynieść niewiadomą. Studencki świat pełen jest nowo poznanych ludzi, tutaj ciężko na chwilę samotności czy też jakiejkolwiek izolacji. Czy bohaterowie wtopią się w tę społeczność, czy będą starać się dalej nie modyfikować swoich postanowień życiowych?
   Wszystkie twoje marzenia” to powieść z gatunku new adult, napisana lekkim i prostym językiem, który bardzo dobrze przedstawia codzienność bohaterów, ich dylematy czy też osobiste przemyślenia. Tok wydarzeń obserwujemy naprzemiennie, to z punktu widzenia Kamila, bohatera zdecydowanie bardziej pełnego emocji, to ze strony Mai, która stara się swój świat uczuć trzymać na wodzy. Tutaj nie znajdziemy nagłych, spektakularnych zwrotów akcji lecz historię, która mogłaby przydarzyć się każdemu z nas. Czyni ją to bardziej prawdziwą, choć nie pozbawioną pewnych przystanków i stagnacji jak to również w życiu bywa. Co prawda przewidywalna i momentami troszkę absurdalna lecz nadaje się świetnie na relaks. Okraszona odrobiną humoru, pozwoli na moment oderwać się od rzeczywistości i przypomnieć, że marzenia są przede wszystkim po to, aby je spełniać.






czwartek, 27 kwietnia 2017

Zula i porwanie Kropka - Natasza Socha

    Zula czyli Zuzanna ma wielki problem. Jej rodzice wyjeżdżają do Afryki leczyć chore dzieci, a ona przez ten czas ma zamieszkać razem ze swoimi ciotkami, których tak naprawdę nie miała do tej pory okazji poznać. Już sama nieobecność rodziców nie nastraja dobrze, a tu jeszcze nowa szkoła, nowi koledzy. Żal tak zostawiać to co się kocha, i gdzie człowiek czuje się dobrze. Na szczęście nowe miejsce zamieszkania ma wiele uroku, a krewne okazują się być ogromnie interesujące, nie tylko przyciągają uwagę swoim ubiorem, lecz również umiejętnością odgadywania życzeń Zuli. Pamiętam jak zdawałam egzamin z literatury dla dzieci i trzeba było wymienić między innymi cechy dobrej literatury dla dzieci np. prosty język, odpowiedni dobór słownictwa, elementy baśniowe, puenta, budowanie napięcia, niebanalne ilustracje. I właśnie wszystko to znajdziemy w najnowszej książce pani Sochy. Pierwsze co rzuca się w oczy to sympatyczna okładka z wizerunkiem głównej bohaterki, na której głowie stoi się jak gdyby nigdy nic, kameleon. To Filip podarunek od WCL, babci Zuli. Posiada on niesamowitą zdolność stawania się całkowicie niewidzialnym. Mało tego, dziewczynka choć nie pojmuje dlaczego, doskonale rozumie jego, jak i przygarniętego kota Pazura, mowę. Na dodatek stara, zniszczona szkoła do której ma uczęszczać w dziwny sposób sama prze noc zmieniła swój wygląd dokładnie na taki , jaki sobie wyobrazili Zula z Kajtkiem. Czyżby faktycznie w grę wchodziły czary ?
Czy dziewczynka polubi nowe miejsce zamieszkania, a nowo poznani koledzy Kajtek i Maks sprawdzą się jako przyjaciele?
    „Zula i porwanie Kropka” to niezwykle ciepła opowieść o więzach rodzinnych, dylematach i problemach młodego człowieka, jak i też historia o pewnych życiowych zależnościach. Mamy tu również sprawę detektywistyczną, a przede wszystkim magiczną moc pozytywnego patrzenia na świat.
    Koniecznie trzeba wspomnień o ilustracjach Agnieszki Antoniewicz. Sprawiają one, że jeszcze szybciej zostajemy wciągnięci w fabułę, nakreślone portrety bohaterów świetnie odzwierciedlają ich charakter, a ciotki Hela i Mela wydaja się być osóbkami tak ciekawymi, że z wielką ochotą spotkałabym się z nimi w rzeczywistym świecie. Co prawda sam pomysł uczynienia z głównej bohaterki czarownicy może wydać się już troszkę oklepany, jednak na pewno rozwinięcie tematu jest nieszablonowe, a przede wszystkim pełne humoru.
   Miło jest gdy będąc dorosłym z zaciekawieniem czytamy lekturę swojego dziecka i wcale nie mamy ochoty by ją przerywać, a koniec kwitujemy smutnym „już ?”
Ponieważ pogoda za oknem nie zachęca do spacerów, serdecznie zapraszam do miasteczka o wdzięcznej nazwie Poziomkowo. Tutaj nuda  nam nie grozi a uśmiech na pewno szybko nie zejdzie z twarzy. Polecam !