sobota, 8 września 2018

Szeptane - Paweł Beręsewicz

   

      Nieraz coś szeptałam do ucha swojej przyjaciółce lub dziecku, nie wypadało tego robić w towarzystwie. Tak samo na wykładzie, czy na przykład w kościele mówimy cichutko nie tylko by nas ktoś nie usłyszał, lecz także żebyśmy nie przeszkadzali innym. Czy jednak ktoś słyszał o szeptaniu w internecie? Na czym polega różnica, i co to właściwie jest? Pozytywne czy negatywne? Przekonał się o tym główny bohater powieści Filip, który razem z kolegami z klasy marzy o możliwości uczestnictwa na meczu finału Ligi Mistrzów. Jednak cena biletów jest tak powalająca, że na początku nie biorą tego w ogóle pod uwagę, że może stać się uczestnikami tego wydarzenia. Jeden z nich podsuwa pomysł, by spróbować zarobić na bilety. Zatrudniają się u pracodawcy, który zleca im rozdawanie ulotek. Chłopcy mają nadzieję, że w ten sposób uda im się zebrać potrzebna sumę ale kompletnie nie są przygotowani na wydarzenia, które zostaną tym faktem spowodowane. Jak się okaże rozdawanie ulotek ma również wpływ na to, co dzieje się na forach w internecie. Pomyślał by ktoś – co ma piernik do wiatraka? Jak to jest, czy to co jest w sieci jest prawdziwe, czy informacje które są tam umieszczone są przez kogoś kontrolowane i cenzurowane, czy często są to są totalne bzdury wymyślona przez kogoś. Dobrze wiemy jak nieraz bolesne są fejki internetowe, oraz jak duża ilość ludzi wierzy zdjęciom, które zostały tam umieszczone a są fotomontażami. Zaczynamy zdawać sobie sprawę tak na co dzień, jak wielkie znaczenie ma ocena, którą ktoś umieści na na jakiś temat. Sami sprawdzamy na przykład opinie o lekarzach, do których się udajemy, czy szukamy konkretnych leków czy lektur i z ciekawością poznajemy czyjeś o nich zdanie. Internet będzie miał ogromny wpływ na życie i postrzeganie świata przez Filipa i jego przyjaciela Jacka. Jeden z nich boleśnie doświadczy na własnej skórze jak boleśnie może dotyczyć też życia osobistego. Czy faktycznie. we współczesnym świecie, internet jest największą siłą? Autor w szczegółowy sposób przedstawia czytelnikowi pewne zasady postępowania użytkowników sieci i trybiki jakie mogą poruszyć. Obłudę, fałsz, wielopostaciowość, która po pewnym czasie wydaje się normalnością. Na szczęście przeciwstawia temu autentyczne emocje, pierwszą miłość, prawdziwa przyjaźń, poszukiwania swojej własnej drogi życiowej. Z ciekawością przeczytałam tę opowieść i mimo, że jest skierowane do młodzieży, uważam, że każda osoba, która korzysta z internetu a wierzy bezgranicznie w to co tam umieszczone, powinna ją przeczytać. Odsłania ona kulisy działań pewnych osób, których nie widzimy, a których działalność jest ogromnie widoczna w postaci komentarzy jak i celowego wprowadzania w błąd.
Młodzi ludzie szybko teraz biorą życie w swoje ręce, starają się mieć wpływ na to co nas otacza. Z jednej strony powieść motywuje do działania a z drugiej zaleca pewną ostrożność. Warto z tych rad skorzystać.  Interesująca, z wartką akcją, wciąga od pierwszych stron. Zdecydowanie warta poznania.



Muszę wspomnieć też o okładce, projektu Moniki Pollak, która fantastycznie współgra z treścią. Czy Wam też sie podoba?

piątek, 7 września 2018

Nauka liczenia - Agnieszka Łubkowska


    Nigdy nie lubiłam matematyki, pewne działy przyswajałam z dużym trudem i zrozumienie wiadomości było naprawdę ciężką pracą jak i też stanowiło niejednokrotnie czarną magię. Geometria za to wydawała mi się łatwa i tak mi pozostało. Nie pamiętam, żeby wtedy oferowano mi jakąś pomoc dydaktyczną, by można było samemu przejrzeć czy podpatrzeć jak coś się wylicza, czy poznać różne sposoby rozwiązań.. Bazowano wtedy bardziej na nauce pamięciowej, a by wytłumaczyć zawiłości, nauczyciele nie zawsze mieli czas. Mój syn również bardzo nie lubi matematyki a wynika to również z tego, że ma problem z zapamiętaniem pewnych regułek, form i wzorów. Zawsze szukałam mu odpowiedniej pomocy dydaktycznej, korzystałam z kart Grabowskiego jak i z zestawów ćwiczeń „Ortograffiti”. Bardzo spodobała mi się też ta seria tego typu książek, wydana przez Naszą Księgarnię, a ten tom w szczególności, ponieważ jest ogromnie przejrzysty i napisany w sposób niesamowicie prosty. „Nauka liczenia” Agnieszki Łupkowskiej wydaje mi się jedną z lepszych pozycji, która istnieje w tym momencie na rynku wydawniczym. Polecałabym ją właśnie dla najmłodszych dzieci ale również dla tych trochę starszych, którzy mogą dzięki niej powrócić do pewnych działań, zasad i do pewnych metod liczenia, i w ten sposób je utrwalić. Materiał podzielony jest na podstawowe treści matematyczne a mianowicie dodawanie, odejmowanie, mnożenie dzielenie, jest rozdział poświęcony różnościom matematycznym. 


Każdy z działów bardzo dokładnie omawia dane działanie i zawiera wskazówki nie tylko dla dzieci ale również dla rodziców. Autorka podpowiada jak połączyć naukę z zabawą, można otaczające nas przedmioty wykorzystać jako pomoce dydaktyczne. Mój syn stałe zapomina co nazywamy czynnikiem, co to jest iloraz a co dzielnik. Tu znajdzie metody utrwalenia tych nazw i ich znaczenia, bardzo ciekawie i proste są ćwiczenia, jak na przykład zabawa z kostkami by wspomóc koncentrację i która poprawia skupienie, percepcję wzrokową, refleks. Można je porównać do memorów. Prostą, pomocną metodą okazują się tablice do mnożenia, które można wykonać samemu. Wiadomo, że wszystkie te rzeczy jednak wymagają utrwalenia ale jeżeli dziecko ma np. pamięć wzrokową to tego typu rozpiski graficzne zdecydowanie mu pomogą nie tylko w zrozumieniu ale również w zapamiętaniu. Podoba mi się bardzo też układ graficzny, tutaj nie ma stron przeładowanych wiadomościami Tutaj każda kartka jest ogromnie przejrzysta, ukazuje dany temat i działanie, na następnej mamy jego uzupełnienie. Nie gubimy sięw treści, przez co jest ona niesamowicie przejrzysta. Jedną z najważniejszych rzeczy w tym wydaniu, jest strona graficzna. Ilustratorka Joanna Kłos stworzyła sympatycznych bohaterów, którzy próbują czytelnikowi pomóc poznać tajniki matematyki. Ilustracje są barwne, humorystyczne, nie nudne, przyciągają wzrok barwami, już sama okładka zapowiada ciekawą lekturę. Jeżeli wasze dziecko ma problemy z zasadami dodawania, odejmowanie czy innych podstawowych działań matematycznych, to ta książka na pewno pomoże w tym, byście również jako rodzice odpowiednio się przygotowali do wspólnej nauki. Nie musi być ona nudna i męcząca, może być świetną zabawą. Polecam!









czwartek, 6 września 2018

O chłopcu, który szukał domu -Irena Jurgielewiczowa

     Istnieją takie książki, do których wracamy z ogromnym sentymentem, poznane w dzieciństwie, zostały nam głęboko w pamięci. Gdy jako dorośli bierzemy je do ręki na nowo wydane, boimy się czy nasza wrażliwość nie zmieniła się, czy pozwoli nam na również równie fantastyczny odbiór danej lektury. „O chłopcu który szukał domu” to książka, którą czytałam bardzo dawno temu, i ogromnie miło ją wspominałam, Irena Jurgielewiczowa była zresztą moją jedną z ulubionych wtedy pisarek, często wracałam do jej powieści i towarzyszyły mi przez wiele wiele lat. Nowe wydanie „O chłopcu, który szukał domu” zwróciło moją uwagę przede wszystkim z powodu ilustratora. Prace Anity Graboś całkowicie podbiły moje serce już za zakupem pierwszej książki, głównie do kolorowania ale też z piękną historią, pod tytułem „Wyspy”. Pamiętam jak razem z dzieckiem przez wiele godzin oglądaliśmy i kolorowaliśmy wspaniałe rysunki. Dlatego teraz, właśnie pierwsze co zrobiłam, to zaczęłam od wpatrywania się w ilustracje. Wspaniała, delikatna kreska, jakaś ogromna w nich tęsknota spowodowała, że z lekkim niepokojem powróciłam do treści lektury.

Główny jej bohater -Piotruś nie ma rodziny, jest samiuteńki na świecie, kiedyś mama mówiła mu, że jak będzie w potrzebie, to najlepiej zwrócić się o pomoc do wróżki Miłorady. Chłopiec wędruje od dłuższego czasu przez las, mając nadzieję że w końcu uda mu się ją spotkać. Wydaje się, że już chyba nikt nie może być smutniejszy od niego a jednak okazuje się, że na swojej drodze spotka osoby, których smutek będzie tak wielki, że Piotrusiowi jego własny wyda się maciupkim. Bardzo będzie chciał zmienić ten smutek innych na radość. Poddaje się zaklęciom wróżki i staje się tak Malusieńki lecz rozumiejący mowę zwierząt. Wraz z pieskiem Kiwajem, największym przyjacielem jakiego można mieć i kotką Pamelą, wyrusza w podróż, by odnaleźć zaginione córeczki kobiety, które podobno źli ludzie zabrali. Podróż będzie bardzo trudna, trzeba będzie nie tylko wykazać się dużą sprawnością fizyczną ale również bardzo wielką pomysłowością i przebiegłością. Czy Piotruś sprosta zadaniu, czy na twarzy kobiety zawita uśmiech, a najważniejsze, czy spotka kogoś, kto pokocha również jego? Irena Jurgielewiczowa napisała te powieść w 1947 roku. Wydawałoby się, że to bardzo dawno i że poruszane w niej problemy nie będą aktualne. Okazuje się jednak, że temat wojny, prześladowań nigdy nie staje się przedawnionym, tak samo cały czas budzi ogromne emocje i trudno o nich dyskutować. W ogromnej mierze jest to opowieść o sile przyjaźni, o tym, że jeżeli ma się kogoś przy sobie kto zna nasze myśli jak i nas samych, zawsze możemy czuć się bezpieczni. Historia o ogromnej bezinteresowności, nadziei, która jest tak wielka, że przesłania wszelkie napotkane problemy i trudy. Nie spodziewałam się, że ten tekst po tylu latach tak bardzo do mnie dotrze i tak głęboko w mojej pamięci pozostanie. Ktoś powie – cóż, to tylko bajka. A ja odpowiem - to jest właśnie życie. 



środa, 5 września 2018

Rok na targu -Jola Richter-Magnuszewska


   Wrzesień to jeden z najbardziej kolorowych miesięcy. Wszędzie widać żółcie, zielenie, czerwienie, wygląda to naprawdę fantastycznie. Z ciekawością wzięłam do ręki książkę „Rok na targu” właśnie z tego powodu, żeby zobaczyć jak autorka poradziła sobie z tą wielobarwnością naszej polskiej przyrody oraz darów natury. Seria „Rok w..” towarzyszy mi już od dwóch lat i z wielkim pietyzmem zawsze oglądam te książki, ponieważ bardzo widoczny jest w nich ogrom pracy autorskiej. W tym tomie wszystkie miesiące, wszystkie sytuacje łączą główni bohaterowie, osoby które sprzedają na targu jak i odwiedzający i robiący zakupy. I tak mamy np. Dyniowego Barona, który sprzedaje potrawy wegańskie, panią Strojnisię, u której można kupić kolorowe ubranie odpowiednie do pory roku, Mikołaja, który uwielbia książki. Są „Janusze”, którzy hołdują zasadzie-kupić tanio, sprzedać drożej i wiele innych, bardzo ciekawych postaci. Każda strona to mnóstwo informacji nie tylko na temat jedzenia, warzyw i owoców ale również na temat komunikacji międzyludzkiej .Ta książka pokazuje nie tylko targ od strony kupujących lecz także wszystkie niuanse i zależności od strony sprzedającego. Dziecko otrzymuje dzięki temu mnóstwo informacji, może również próbować odgadywać lub wymyślać pewne sytuacje i scenki, jakie mogą się wydarzyć między głównymi bohaterami. Od strony wydawniczej książka jest pięknie opracowana, duże, twarde strony pozwolą na oglądanie przez wiele, wiele dni. Prace autorki, pani Richter-Magnuszewskiej zwróciły moją uwagę w książce „Zbaranieć można” Agnieszki Frączek, dlatego też byłam ciekawa, jak poradzi sobie z tak dużym wyzwaniem. Jestem pod wrażeniem takiego doboru przez nią barw, który pozwala na miły dla oka odbiór, kolory nie mieszają się w oczach a poszczególne scenki łatwo wyodrębnić z całości.





  Książki tego typu mają to do siebie, że przykuwają uwagę dzieci naprawdę w różnym wieku, i to jest ich największa uniwersalność. Zarówno odbiorcy w wieku dwóch jak i siedmiu lat z chęcią siedzą nad stronami i starają się wczuć w sytuację zarówno kupującego jak i sprzedającego. Jest to wielka baza informacji na temat nazw warzyw, owoców przetworów, tego w jakim miesiącu możemy spodziewać się danych produktów, kiedy jest o nie bardzo trudno. Autorka udowadnia, że targ zimą czy też nocą, wcale nie musi być nudny, a w każdym miesiącu jest na nim widoczna praca ludzi, którzy nie mają komfortowych warunków pracy a ważniejsze jest dla nich to, że lubią to co robią. Ważna jest cykliczność pewnych poczynań, tak jak i samej przyrody. Młody czytelnik ma możliwość poznać handel od tak zwanej podszewki, przekonać się, że nie wszyscy są uczciwi i zawsze trzeba być czujnym i spostrzegawczym.
Natura co miesiąc częstuje nas innymi produktami, jest możliwość nauki nazw, oraz ich rozróżnienia. Autorce również nie brak poczucia humoru, muszę przyznać, że jej Abibas i Kejwin Klajn nieźle mnie rozbawił. Warto bardzo dokładnie studiować rozkładówki, ponieważ na każdej znajdziemy jakąś perełkę. Jak najbardziej polecam, jest to świetna pomoc dydaktyczna jak i ogromnie przyjemna lektura.


wtorek, 24 lipca 2018

91-piętrowy domek na drzewie -Andy Griffiths

     Seria książek o piętrowym domku na drzewie, towarzyszy mojemu synowi już od kilku lat. Gdy zobaczyłam, że domek ma już 91 pięter, pomyślałam jak sobie tym razem autorzy poradzą z różnorodnością, bo przecież wiadomo, że im więcej kondygnacji i większa seria, to może stać się monotonnie i nie ciekawić już tak jak za pierwszym razem. Muszę jednak przyznać, że Andy i Terry są tutaj w swojej szczytowej formie, ostatnie piętra domku są już naprawdę bardzo wysoko, trzeba uważać żeby nie spaść, dlatego przebywanie na nich jest okraszone dodatkowym ryzykiem. Wiadomo, że to co ciekawi, co jest niebezpieczne, przykuwa uwagę jeszcze bardziej i motywuje do ekstremalnych wyzwań. Jak w każdym z tomów, również tu wydawca Nochal naciska na autorów aby nowa książka powstała jak najszybciej, mają oni tak zwany deadline i starają się dotrzymać terminu. Czy jest to w ogóle możliwe jeśli do domku, jako goście, przyjeżdżają krewni wydawcy? Jak w roli opiekunów poradzą sobie autorzy, którzy do tej pory w ogóle nie mieli możliwości sprawdzić się w takiej sytuacji? Na pewno jako pierwsza będzie o tym wiedzieć wróżka wszystkowiedząca, która fantastycznie spełnia się w tej roli. Co prawda niczego się od niej nie dowiemy jeśli odpowiednio nie sformujemy standardowego pytania. Jej odpowiedzi są wtedy bardzo konkretne i wprowadzą głównych bohaterów w dość silny niepokój. Czy największy wir wodny jaki stworzyli, może stać się niebezpieczny dla przybyszów, czy smaczne ogromne bagietki podwodne spełnią również jakieś inne zadanie i najważniejsze, czy autorzy polubią rolę opiekunów dzieci??
  Czytelnicy otrzymali książkę z niezwykle szybką akcję, tutaj wiele rzeczy dzieje się naraz, trzeba być bardzo dobrym obserwatorem i dokładnie oglądać też ilustracje, aby czegoś ważnego dla treści nie przeoczyć. Tak jak we wszystkich poprzednich tomach, fabuła biegnie troszkę osobno, a drugie tło, inne wydarzenia przedstawione są właśnie w formie graficznej. Podkreślałam kiedyś, że jest to bardzo dobra seria dla tych którzy niekoniecznie lubią czytać ale lubią śmiać się. Tutaj wesołych chwil na pewno nie zabraknie. Jest to powieść napisana w dużej mierze w formie komiksowej więc nie oczekujmy od niej wiele treści. Najważniejsze, że szybko polubimy bohaterów, ponieważ pełni są zarówno wad jak i zalet typowo ludzkich, takich z jakimi mamy na co dzień do czynienia. Są postaciami bardzo wyimaginowanymi, lecz stają przez to ogromnie realni. Jestem pełna podziwu do nieustającej ilości pomysłów, które realizują w czasie rozbudowy swojego domku. Gdybym miała taką możliwość, na pewno z niejednego bym skorzystała. Może i wy coś podpatrzycie i wykorzystacie we własnym domu, dzieci na pewno byłyby zachwycone. Polecam!




wtorek, 17 lipca 2018

Bodzio i Pulpet -Grzegorz Kasdepke


  


Bodzia stale spotykają ciekawe przygody, na dodatek to właśnie on jako pierwszy, spotkał Obcego. Takie historie przydarzają mu się non stop, Pulpet jest trochę zazdrosny, bo jak to może być, żeby jego najlepszego przyjaciela stale spotykały tak fantastyczne wydarzenia, a on, Pulpet w nich w ogóle nie uczestniczy. Chłopcy lubią ze sobą przebywać i razem spędzać wolny czas, w szkole chodzą do tej samej klasy, ale to właśnie jest zawsze tak, że to Bodzio zauważy coś ciekawego. Mało tego, sam potrafi zbudować urządzenie, dzięki któremu można nawiązać kontakt z obcymi. A Pulpet tak niekoniecznie, mało co widzi wokół siebie, ale nie przeszkadza to wzajemnej relacji chłopców i nie powoduje to między nimi żadnych kłótni, wręcz przeciwnie, takie wydarzenia jeszcze bardziej pogłębiają ich przyjaźń. Ten tom przygód chłopców poświęcony jest głównie przybyszom z kosmosu, jak też kolorowi zielonemu. Seria „Poczytam ci mamo” w której ukazała się następna część ich przygód, to publikacje w których dzieci mają możliwość przeczytać krótkie rozdziały na przykład rodzicom. Czcionka jest duża, wyraźna, tak, że nie sposób pomylić się w czytaniu. Teksty dotyczą codzienności młodych bohaterów, tym razem łączy ich właśnie temat obcych. Bardzo lubię prozę Grzegorza Kasdepke i z reguły sięgam po każdy jego nowy tytuł, ale muszę szczerze stwierdzić, że akurat te historyjki, Bodzio i Pulpet nie do końca mnie przekonują. Rozumiem założenie, że mają być niedługie, jednak niektóre z nich wydają mi się pod koniec ciut urwane a z chęcią czytelnik poznałby ich ciąg dalszy. Jest jednak w tym wydaniu coś, co ja z całego serca momentalnie pokochałam. Są to ciekawe i zabawne ilustracje. Ich autor, Daniel de Latour, stworzył prace, na które patrzy się z ogromną przyjemnością i żałuje, że nie ma ich więcej. Cudowny pojazd Obcych stworzony z konewki czy wizerunek turysty z kosmosu, który utknął przy trzepaku, to zdecydowanie moje ulubione ilustracje. Nowe przygody Bodzia i Pulpeta myślę że przypadną do gustu młodym czytelnikom, ponieważ dają możliwość własnej interpretacji historii jak i jej dalszego rozbudowania. Na pewno docenią siłę przyjaźni jak i jej konsekwencje. Poruszane w tekście tematy są ogromnie aktualnie, potrzeba sprzątanie i nie zaśmiecania świata dotyczy każdego z nas, i warto tłumaczyć najmłodszym, że dbanie o własną planetę, jest tak samo ważne jak opieka klasowymi roślinami. Poprośmy najmłodszych aby role na chwilę się obróciły i teraz oni nam przeczytali tę historię. Ważne, by nie tylko ćwiczyli tę umiejętność lecz również zobaczyli, jak dużą przyjemność mogą sprawić tym swoim najbliższym.








poniedziałek, 9 lipca 2018

Wielka księga wartości. Opowiadania o szczerości, tolerancji i innych ważnych sprawach - Teresa Blanch, Anna Gasol

     Otaczający nas świat, często wydaje się skomplikowany i niebezpieczny. Dla dzieci bywa nieraz ogromną niewiadomą, z każdym dniem poznają go dokładniej. Tylko w dzieciach nie ma tego lęku ich uczucia są z reguły jasne i proste. Gdy spotykają się z czymś nowym, ich reakcje są żywiołowe i ogromnie szczere. Często przez to wydają się dość okrutne, a przecież bierze się to z nieznajomości danej rzeczy czy tematu. Książki, które zawierają treści mogące im zrozumieć nasz świat, poznać własne i cudze emocje są ogromnie przydatne do rozwoju ich świadomości i charakteru. „Wielka księga wartości” to wspaniała dydaktyczna pomoc, która nie tylko ma na celu przedstawienie ciekawej opowieści lecz również zapoznanie dziecka z różnymi uczuciami i sytuacjami, które mogą dla niego być trudne. Szesnaście historii, jakże różnych choć poruszających te same trudne tematy i problemy, jakie może napotkać w codziennym życiu nasze dziecko. Czy tolerancja to coś trudnego, co to takiego solidarność, czy akceptować siebie to znaczy polubić się, to tylko niektóre z pytań, na jakie odpowiedź może tu znaleźć najmłodszy czytelnik. Opowiadania bardzo proste w treści, bez wyszukanych porównań, wprowadzają w świat, w sposób ogromnie zrozumiały. Czy życzliwość popłaca, czy uczucia młodych są równie ważne jak dorosłych, czy życie bez empatii jest prostsze?
Bardzo ładne wydanie, w twardej oprawie, z sympatycznymi ilustracjami katalońskiego artysty, ogromnie przypadło mi do gustu. Na pewno wykorzystam je na zajęciach z dziećmi, i pozwolę na ich indywidualny odbiór, łatwo będzie można wtedy pomówić o uczuciach, które towarzyszyły dzieciom w czasie poznawania tekstu. Podoba mi się, że autorki pamiętały o tym, że dzieci wyczują każdy fałsz i dlatego ich opowiadania niosą ze sobą zarówno pozytywne jak i negatywne emocje. To również świetna książka do wieczornego czytania, można je wpleść w rozmowę o mijającym dniu.
Tego typu literatury jest w tej chwili sporo na rynku wydawniczym i miałam obawy, czy ta pozycja nie powieli innych. Zaskoczyła mnie świeżością i malowniczymi sceneriami. Zdecydowanie polecam.




niedziela, 8 lipca 2018

O czym myślą koty. Kocie sekrety oczami naukowców -Thomas McNamee





   Jeśli opowiadamy o swoich czworonożnych milusińskich, to najczęściej, że są kochane, przytulaśne, charakterne, jedyne w swoim rodzaju, czasem złośliwe i mające swoje zdanie. Koty od wieków stanowiły dla właścicieli zagadkę, nigdy nie wiadomo było dlaczego właściwie uznają jakiegoś właściciela i któregoś pana, a innego w ogóle nie akceptują. Właściwie tak najbardziej powszechna jest określenie, że kot nie ma swojego pana lecz, że go sobie przyporządkowuje. Autor książki „O czym myślą koty” bardzo skrupulatnie podszedł do zadanego sobie tematu. W jednej z części książki wspomina, opisuje swoje obserwacje dotyczące jego malutkiego kotka, w drugiej zaś zaprasza nas do naukowej dyskusji, która jednak zdecydowanie zwalnia wcześniejszą narrację ale przynosi również czytelnikowi mnóstwo ciekawych informacji o tych stworzeniach. Czy książka wznosi coś nowego? Myślę że tak, zwłaszcza ta część naukowa w wielu miejscach mnie mocno zaciekawiła, jak na przykład temat krzyżowania ras czy dawania ostrzegawczych znaków przed atakiem. Autor wiele miejsca poświęca budowie i funkcjonowaniu kociego mózgu, przedstawia, która jego część najbardziej uaktywnia się w czasie obcowania z człowiekiem, stawia pytania, czy w ogóle jest możliwość wytresowania kota oraz rozwodzi się o jego bezwzględnym charakterze łowcy. Porusza temat kota w mieście, jego adaptacji do warunków, snuje wnioski czy jest to dobre miejsce dla tego zwierzęcia. Akcentuje również problem dotyczący bezdomności kotów we Włoszech i USA, stara się dać wskazówki w jaki sposób można pomóc tym zwierzętom. Autorowi udaję się obalić wiele powtarzanych przez ludzi mitów, zwraca również uwagę na emocje jakie towarzyszą tym czworonogom. Na pewno nie mamy tutaj do czynienia stricte z opracowaniem naukowym, lecz wnioskami, które nasuwają się autorowi po obserwacji jego czworonoga i poznaniu wielu o nim informacji. Miłośnicy tych zwierząt, na pewno będą pod wrażeniem jego skrupulatnej pracy, lecz i mam nadzieję, że również dostrzegą pewne miejsca, gdzie autor zostawia czytelnikowi osobistą furtkę na interpretację pewnych zachowań kocich. Historia czarnej Augusty staje się motorem działań autora, stara się on jak najlepiej przedstawić czytelnikowi pewne ważne elementy życia tych zwierząt, również dużo czasu i miejsca poświęca ich historii i udamawia ich przez człowieka. Czy darzymy te zwierzęta dużą miłością czy też niekoniecznie, uczciwie musimy stwierdzić, że są one bardzo ciekawymi istotami, i nie mam tu na myśli tylko tych przysłowiowych 7 lat życia życia ale również pewne informacje, które dowodzą o tym, że ich mózg jest bardzo rozwinięty.
Ciekawa, choć troszkę nierówna lektura. Proponuję ocenić samemu.





   

środa, 27 czerwca 2018

Jak to działa? Ciało człowieka -Joanna Kończak, Nikola Kucharska, Katarzyna Piętka

    Dzieci fascynuje budowa człowieka. Od małego często zasypują dorosłych pytaniami; co to jest, do czego służy, dlaczego ciało tak funkcjonuje a nie inaczej i do czego potrzebne nam są różne narządy. Klarę również fascynuje nie tylko świat wokół niej, lecz i medycyna, chciałaby poznać jak funkcjonuje człowiek. W przyszłości, marzy by zostać lekarką albo pielęgniarką. Klara jest pilną uczennicą, wyszukuje wiadomości i stara się uzupełnić swoją wiedzę, szuka również pomocy u dorosłych i znajduje ją u dziadka, który swoimi rysunkami, w sposób przejrzysty pokazuje jej, jak funkcjonuje nasze ciało. Starszy pan odpowiada na mnóstwo pytań, którymi tak często zasypują nas rodziców, najmłodsi. I na przykład: dlaczego mamy czkawkę, kiedy mówimy jąkając się, dlaczego nam się kręci w głowie po karuzeli i kiedy nam było czy w brzuchu. Dziadek jest ogromnie pomysłowy i jego rysunki w pełni zadowalają małą badaczkę i odpowiadają na jej pytania. Prace Nikoli Kucharskiej oglądałam już w książce „ Wielka księga zabawek i łamigłówek”, podobały mi się dlatego z zaciekawieniem sięgnęłam po obecny tytuł, by zorientować się, jak sobie poradziła sobie z tak trudnym tematem. I cóż, zrobiła to naprawdę świetnie, a teksty w pełni ilustracje uzupełniają. Ogromnie podobają mi się niektóre wytłumaczenia jak na przykład: co to jest alergia, „ bo Klara ma alergię na Franka czyli go nie lubi ale można też mieć alergię na jedzenie, pyłki w powietrzu czy sierść zwierząt. Kiedy nasz organizm broni się przed danym czynnikiem dostajemy wysypki, zaczyna nam się lać z nosa lub mamy problem z oddychaniem”. Przy każdej stronie możemy spędzić z dzieckiem mnóstwo czasu, oprócz wyjaśnienia jakie zadanie ma dany narząd, są tutaj również umieszczone objaśnienia powiedzeń jak na przykład, co to znaczy sokoli wzrok albo ośrodek leniuchowania lub co to znaczy wstać lewą nogą lub jest wiercipiętstwo. Mnie zafascynował układ nerwowy i świetne ukazanie tego jak powstaje bodziec czuciowy, możemy prześledzić reakcję organizmu przez całe ciało. Ważną częścią jesteś rozdział o zdrowym jedzeniu i trybie życia. Oprócz wskazówek, umieszczone są piramidy żywieniowe i objaśniona bardzo ważna rola układu trawiennego.

Chciałam tę książkę podarować mojej siostrzenicy, lecz gdy sen ją zauważył, powiedział „nie ma mowy”. Siedzi teraz i studiuję każdą kartkę, skupiając się na każdej stronie i tak już ponad godzinę, co w jego przypadku jest już naprawdę wielkim sukcesem. Tak naprawdę, to chętnie go posłucham, książka ta podoba mi się wyjątkowo ponieważ przedstawiona treści są bardzo łatwo przyswajalne, głównie właśnie dzięki ilustracjom oraz sposobie sformułowania opisu. Dlaczego mamy łaskotki, pot ma niemiły zapach, do czego służą migdałki, gdzie mamy centrum wzmożonego zaglucenia nosa? Odpowiedzi na te pytania i na wiele wiele innych, znajdziemy właśnie w tej książce. Kochani rodzice naprawdę zanim podsuniecie ją dziecku, na spokojnie najpierw przeglądnijcie sami, żeby nie wybuchać takim śmiechem jak ja, w czasie rozmowy z dzieckiem, bo cała nauka wtedy idzie w las. Wróżę tej książce ogromne powodzenie i zdecydowanie ją polecam nie tylko dla najmłodszym ale również uczniom szkoły podstawowej. Jest to fantastyczna pomoc dydaktyczna, która nie znudzi się a naprawdę poszerzy wiadomości.





niedziela, 24 czerwca 2018

Absolutnie fantastyczne zabawy z liczbami -Claire Sipi

   Lubicie rozwiązywać zagadki, odczytywać rebusy i znajdować drogę w labiryncie? Przyznam się szczerze, że w dzieciństwie tego nienawidziłam. Zawsze gubiłam prawidłowy kierunek a rebus jawił mi się jak rzecz z koszmaru. Teraz mogę wytłumaczyć sobie, dlaczego tak było, lecz wtedy, uważałam to za ciężką karę. Dopiero jako mama polubiłam wszelkie tego typu zadania, ponieważ dawały możliwość na wspólne, twórcze chwile z dzieckiem. Wiadomo, że tego typu prace rewelacyjnie wpływają na lepszą współpracę półkul mózgowych, co jest idealne dla dzieci, które mają pewne problemy w dobrym kojarzeniu faktów, czy też są niezłym ćwiczeniem gdy młody człowiek ma problemy ze skupieniem.

„Absolutnie fantastyczne zabawy z liczbami” teoretycznie przeznaczone są dla dzieci w wieku od 6-10 lat, znajdują się tu jednak również zadania z którymi poradzą sobie młodsi czytelnicy a i takie , które mogą sprawić trudność i 12 latkowi, zwłaszcza jeśli mam on problem z prawidłowym odczytywaniem godzin na zegarze. I tak, jeśli chcemy odnaleźć skarb, trzeba wykonać działania matematyczne, jakikolwiek błąd w wyniku bardzo utrudni nam pracę. Bardzo ciekawe jest zadanie, w czasie którego trzeba dopasować godziny odjazdów pociągów do pasażerów, i znaleźć im jeszcze odpowiedni peron. Wbrew pozorom nie jest to wcale takie proste. Zamawianie pizzy pomoże w graficznym rozrysowaniu prostych ułamków, a odszyfrowanie wiadomośi wskaże, gdzie czai się włamywacz. Piramidy liczbowe pomogą potrenować dodawanie i odejmowanie, na łące poćwiczymy spostrzegawczość a i będziemy mieć spotkanie z sudoku. Liczby parzyste i nieparzyste odegrają dużą rolę a zaplanowanie drogi parady zajmie trochę czasu. Ważną rol mają tu ilustracje, które są kolorowe, przejrzyste i miłe dla oka.
Bardzo dobra lektura na wakacje, przyda się w deszczowe dni lecz i będzie świetną pomocą do utrwalenia poznanego już materiału. W zamieszczone gry planszowe można zagrać całą rodziną, dobrze przy tym się bawiąc. Książka nie tylko dla młodego matematyka, lecz przede wszystkim dla dziecka, które ma trochę problemów z tą królową nauk. Dobrej zabawy !

czwartek, 21 czerwca 2018

Opowiem ci, mamo, co robią psy -Paulina Wyrt



      Dla najmłodszych posiadanie psa to tylko przyjemność, często zapominają o tym, że to również są pewne obowiązki. Paulina Wyrt w swojej książce ukazuje je w ciekawy sposób, podkreślając jednak, że najważniejsze jest uczucie jakie łączy właściciela z jego czworonogiem. Feler to uroczy psiak, którego opiekunem staje się Lila. Radość z obu stron jest ogromna, jednak przed dziewczynką jeszcze sporo pracy. Przede wszystkim musi iść do weterynarza a później czeka ją długa nauka, np. że kot niekoniecznie musi oznaczać wroga.
Książka ta to niewątpliwie perełka nie tylko dla młodych miłośników zwierząt. Fantastyczne, barwne ilustracje przyciągają oko, ciekawe polecenia do wykonania, moc pożytecznych informacji, wszystko to sprawia, że czas biegnie zdecydowanie za szybko. Młody czytelnik na pewno z zainteresowaniem będzie oglądał wyposażenie gabinetu weterynarza, czy poznawał różne rasy psów jak i ich drzewo genealogiczne. Jak wygląda psi żywot w czasie pór roku i jaką lubią najbardziej ? Czy kubraki w czasie zimy uważają za przydatne? Czy pracują jak ludzie i jakie zawody mogą wykonywać? Dzieci pokochają Felera od pierwszej strony, bo to ogromnie sympatyczny psiak tylko troszkę brakuje mu ogłady. Na pewno Lila sobie z tym poradzi. Bo to co łączy obydwoje, na pewno będzie warte, wszystkich jej zabiegom.


Zawsze podkreślam, że ogromnie ważne są ilustracje, i że mam lekkiego fioła na tym punkcie. Wielokrotnie kupowałam książki tylko z powodu ilustratora, i muszę przyznać, że grupa ulubionych z każdym dniem rośnie. Paulina Wyrt na pewno ją powiększy i z zainteresowaniem sięgnę po inne bajki przez nią ilustrowane, ponieważ kolorystyka i jej wizja wyglądu bohaterów ogromnie przypadła mi do gustu.
Czy Feler poprawi swoje zachowanie, a rodzice Lili będą mogli spokojnie wyspać się ?
Zapraszam go ciekawej i wesołej lektury w czasie której poćwiczymy też spostrzegawczość i rozwiążemy zagadki. Niekoniecznie tylko z dzieckiem!



środa, 6 czerwca 2018

Poczytaj mi, mamo. Księga czwarta

 
   W dzieciństwie uwielbiałam gdy wieczorem,któreś z rodziców, czy też starsza siostra, czytali lub opowiadali mi różne historie. Bajki z serii „Poczytaj mi mamo” zawsze stały na honorowym miejscu na mojej półce z książkami. Pamiętam też, że bardzo też lubiłam czasopismo Świerszczyk; kolorowe, pełne zagadek i zadań do wykonania również stanowiło dla mnie świetną zabawę. Księga czwarta z serii „Poczytaj mi mamo” to zbiór bardzo interesujących tekstów, dzięki którym dorośli powrócą na chwilę do dziecięcych lat a dzieci będą mogły rozwinąć swoją wyobraźnię.
Bajki takich klasyków jak Stanisław Jachimowicz i Maria Konopnicka oraz współczesnych pisarzy zapraszają w świat marzeń, uczą trudnej sztuki życia, wzajemnej tolerancji, rozwijają ciekawość świata. Ważną rolę odgrywają tutaj ilustracje np. Piotra Wojciechowskiego, Marii Uszackiej czy Anny Stylo-Ginter. Miłym wspomnieniem są dla mnie ilustracje Włodzimierza Terechowicza, które naprawdę towarzyszą mi od najmłodszego dzieciństwa poprzez lata młodzieńcze. Pamiętam książki Jerzego Broszkiewicza właśnie z jego rysunkami. Zawsze miałam do nich słabość i rozpoznawałam je z daleka
Najważniejszą rzeczą, łączącą te bajki to jest po prostu ich uniwersalność,z biegiem lat w ogóle nie tracą na swoim znaczeniu. Wręcz przeciwnie, niektóre przypominają o wartościach które ostatnio schodzą na drugi plan. Jest więc opowiadanie o przyjaźni, o nauce świata, o tym jak warto być kreatywnym i o naszych słabościach, jak na przykład obżarstwo. Pamiętam jak usiłowałam z ciasta piernikowego zrobić razem z mamą piernikowego rycerza, nigdy jednak nie był tak prześliczny jak na ilustracjach Anna Stylo- Ginter. Przeglądając tę serię zawsze ogarnia mnie pewna nostalgia, bo jak to jest, że te same teksty są tak ważne dla nas dorosłych jak i stają się takie dla naszych najmłodszych czytelników. Widząc nieraz reakcje dziecka w czasie czytania bajki, możemy stwierdzić, że aktualność ich jest jak najbardziej na miejscu i że warto zawsze próbować dziecku pokazać świat niekoniecznie naszymi oczami lecz uczyć go marzyć, nie bać się pewnych wyobrażeń i tego że w życiu warto być kreatywnym. Warto czasem porzucić codzienny wyścig z czasem i zrobić sobie z dzieckiem przerwę. Przy tych fantastycznych bajkach czas również pobiegnie zdecydowanie za szybko.


wtorek, 5 czerwca 2018

To jest futbol! Krótka historia piłki nożnej - Michał Gąsiorowski

 
      Zbliżające się Mistrzostwa Świata w piłce nożnej to bardzo dobry moment na przypomnienie sobie historii futbolu, sukcesów Polaków, czy ciekawych drużyn innych państw. U mnie w domu zawsze mecze rodaków oglądało się obowiązkowo, co prawda niejednokrotnie przy tym rosło ciśnienie i można było dostać zawału ale zawsze mocno trzymało się kciuki. Jakie były losy piłki nożnej i kolejnych mistrzostw? Na to pytanie znajdziemy dokładne informacje właśnie w tym opracowaniu, które będzie pomocą nawet dla całkowitego laika. Kto kiedy rozegrał jaki mecz, jaki był wynik, kto strzelił bramkę, czy wydarzyło się coś ciekawego czy śmiesznego. Bardzo dobra, przejrzysta grafika, barwne, często zabawne ilustracje, pozwalają na szybkie przyswojenie piłkarskich faktów. Książka ta pomoże nie tylko młodym, starsi na pewno z przyjemnością przypomną sobie chwile, w czasie których być może nawet uczestniczyli. Sylwetki interesujących piłkarzy, ich najważniejsze gole, ciekawe sytuacje z nimi związane. Znajdziemy tu również rozpiskę grup na zbliżające się mistrzostwa, kiedy to tłumnie będzie przed ekranami, i pewnie nie obejdzie się bez kłótni w rodzinie. Co prawda teraz mamy wygodę, możemy oglądnąć mecz nawet w autobusie na telefonie ale nie ma to jak zasiąść przed telewizorem z przyjaciółmi i z całym oprzyrządowaniem.
Mistrzostwa Europy to również wielkie wydarzenie piłkarskie i mało kto pamięta, że to Henry Delaunay, działacz sportowy był jego pomysłodawcą. Jego marzenie spełniło się po 33 latach, niestety on sam nie dożył tego momentu. Na jego cześć nazwano puchar, o który walczą najlepsze drużyny Europy. Pierwsze Euro odbyło się we Francji w 1960 roku. W eliminacjach wystartowało 17 zespołów a do decydujących rozgrywek zakwalifikowały się 4 drużyny. Pierwszym mistrzem został Związek Radziecki, który w finale pokonał Jugosławię.

W tym opracowaniu znajdziemy takich ciekawostek mnóstwo, dlatego będzie on wspaniałą lekturą dla całej rodziny. Miło powrócić do chwil, kiedy nasza drużyna była o włos od zdobycia mistrzostwa świata, i przypomnieć sobie składy drużyn. Nie można zapomnieć jak wiele różnych emocji dostarczają nam piłkarze, i że stanowią dla Polaków stały temat towarzyskich rozmów. Z dumą patrzymy na nich gdy wygrywają, smucimy się, gdy coś nie wyjdzie. Podobno 80% Polaków uważa się za eksperta w tej dziedzinie, ja do nich nie zaliczam się ale na pewno będę mocno trzymać kciuki. Co prawda dzięki tej książce moja wiedza zdecydowanie zwiększyła się, ale panowie w mojej rodzinie cały czas traktują mnie jak przysłowiową blondynkę. I tak myślę, że nieźle ich zaskoczę !

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Co widzimy w gwiazdach? Ilustrowany przewodnik po nocnym niebie Kelsey Oseid




    Kosmos to jedna z pasji mojego syna. Potrafi godzinami wpatrywać się w rozgwieżdżone niebo, i rozpoznawać znane mu gwiazdozbiory. Stale planujemy wyjazd do obserwatorium w Niepołomicach lecz ciągle pogoda robi nam psikusa. Dlatego gdy zobaczyłam ten poradnik od razu wiedziałam, że będzie to świetny prezent na Dzień Dziecka. Bardzo ciekawa, twarda okładka zapowiadała moc zawartych w książce informacji. I nie pomyliłam się, ten ogromnie wygodny, nie za wielkiego formatu poradnik, jest kopalnią wiadomości o gwiazdozbiorach, planetach, meteorytach, kometach i przestrzeni kosmicznej. Ogromnie podoba mi się on również od strony graficznej, która w bardzo prosty sposób ilustruje poszczególne gwiazdozbioru, dzięki czemu łatwo zapamiętać ich nazwy. Do każdego z nich zawarta jest szczegółowa informacja, skąd wziął nazwę, w której części nieba mamy go szukać i jak mocno świeci. I tak na przykład Mała Niedźwiedzica bywa nazywana również Małym Wozem. To właśnie w jej obrębie leży Gwiazda Polarna czyli Polaris. Ma ona bardzo duże znaczenie w astronawigacji ponieważ jest stałym punktem na niebie. W wielu kulturach doczekała się różnych potocznych określeń jak np. „gwiazda przewodnia” czy „gwiazda morza”. 


Syriusz z kolei to najjaśniejsza gwiazda Wielkiego psa i zarazem najjaśniejsza na całym nocnym niebie. Jej nazwa pochodzi z greki i dosłownie znaczy „palący” lub „ognisty”. W starożytności stanowił on podstawę kalendarza astronomicznego. Choć wygląda jak pojedyncza, w rzeczywistości jest gwiazdą podwójną. Tego typu informacji jest w poradniku mnóstwo. Przystępnie napisane, pełne ciekawostek, powodują, że łatwo zapamiętać podane wiadomości. Jezuita Nicolas -Louis de Lacaille, lubił nadawać konstelacjom nazwy narzędzi i instrumentów naukowych, a także tych związanych ze światem sztuki. Trzynaście jego gwiazdozbiorów znajduje się w obecnym systemie. Są to np. Cyrkiel, Rylec , Węgielnica.
Młody czytelnik może sięgnąć tu również po szczegółowe wiadomości dotyczące planet, ich budowie i wielkości. Dowie się co to komety i meteoryty, jak poprzez wieki kształtowały się wyobrażenia na temat wszechświata. Pozna mity, lecz przede wszystkim zdobędzie podstawową wiedzę na temat gwiazd.
Warto zaopatrzonym w ten poradnik, razem z dzieckiem, wybrać się przy odpowiedniej pogodzie nocą na spacer. Być może stanie się to początkiem głębszego zainteresowania. Obojętne czy tak się stanie takie wspólne chwile na długo zostaną w pamięci. Zdecydowanie polecam.



niedziela, 27 maja 2018

Sprzedawca marzeń -Richard Paul Evans


      Kiedy skończyłam czytać „Ścieżki nadziei” autorstwa Evansa, raczej nie przypuszczałam, że znowu sięgnę po jego książki, poruszające pośrednio temat drogi. Poprzedni cykl „Dzienniki pisane w drodze” wydawał mi się już na tyle wyczerpujący, że sądziłam, że już więcej nie można do niego nic dodać. Ciekawość jednak skłoniła mnie by poznać najnowsze dzieło autora. Według mnie jego twórczość można podzielić na dwie grupy; tę która ma nam uprzyjemnić czas, pełna romansowych motywów i dobrych zakończeń i tę, która, czy chcemy, czy nie, zmusza nas do refleksji nad życiem, niby o pozbawionej dużych emocji treści a jednak, nie pozwalająca nam obok przejść obojętnie.
„Sprzedawca marzeń” należy właśnie do takiej kategorii. Opowieść o człowieku, który wspina się po szczeblach kariery zbijając majątek, w rezultacie stając naprzeciw własnym demonom. Często jak on idziemy przez z życie z wytyczonym celem, wpatrzeni tylko w niego, nie słuchając i nie reagując na znaki dawane przez własne ciało. Zrealizowanie własnych marzeń, wydaje nam się nadrzędnym celem. Kiedy potkniemy się, dopiero wtedy dochodzi do nas, jakimi byliśmy ludźmi, jak byliśmy odbierani przez innych i czy naprawdę, droga, którą podążaliśmy była tą, jaką chcieliśmy wybrać.
„Sprzedawca marzeń” to historia o próbie odkupienia własnych win, ogromnej stracie, której wartość jest właściwie nie do obliczenia. To opowieść o długiej,trudnej drodze, pełnej nieudanych prób naprawy błędów lecz i o ogromnym zwycięstwie. Charles to postać w pewnym sensie ogromnie tragiczna, lecz w jakiś irracjonalny sposób wzbudzająca w czytelniku nadzieję.
Evans po raz któryś udowadnia, że jest mistrzem literatury, w której ogromną rolę odgrywają nie tylko uczucia lecz i pewna elementy filozofii i religii. Wielokrotnie spotykałam się z opinią, że jego powieści są przewidywalne ale nigdy, że ich treść jest płytka, że jako autor bazuje na kilku tematach, które stara się przedstawiać, za każdym razem w inny sposób. Lecz czy i życie nie bywa czasem przewidywalne i czy może dla wielu stanowić nudny temat? Przecież to ono jest ogromną niewiadomą, niezapisanymi stronicami, motywujące lub całkowicie nas deprymujące . Najważniejsi są ludzie jakich spotkamy na własnej drodze. W każdym z nas znajdują się struny, dotąd nie poruszone, których dźwięk może nas w przyszłości prawdziwie zaskoczyć. Autor nie tylko stara się nam to przypomnieć, lecz i w jakiś sposób przestrzec, byśmy nie zapomnieli o tym, jak główny bohater. Nie da się uciec od samego siebie a jeśli próbujemy, często kończy się to tragicznie. Charles zaczyna dostrzegać to co do tej pory omijał nie tylko wzrokiem. Czy uda mu się nadać nowy kierunek swojemu życiu ? Zapraszam do lektury.

niedziela, 20 maja 2018

Poczytaj mi mamo. Księga piąta.





      Bajeczki z serii „Poczytaj mi mamo” towarzyszą mi od najmłodszych lat. Malutkie, zawsze świetnie ilustrowane, z mądrym tekstem, były towarem poszukiwanym i deficytowym. Do tej pory skrzętnie przechowuję parę egzemplarzy, nie mogąc się z nimi rozstać. Niedawno na rynku wydawniczym pokazała się już piąta część zbiorowego tomu wydawnictwa „Nasza Księgarnia”. Ogromnie pomysł wznowienia tych tekstów, od samego początku bardzo mi się podobał i z ogromną ciekawością, zaglądałam do każdego kolejnego tomu z nadzieją, że trafię na taki którego wcześniej nie spotkałam, lub z sentymentem powspominam już sobie znany. I tym razem wzruszenie wzięło górę. Dziesięć historii skutecznie przypomniało dziecięce chwile i ten czas, który nie wymagał od nas podejmowania trudnych decyzji i zawsze mogliśmy liczyć na wsparcie. Teksty poruszają ważne sprawy małych ludzi i stworzeń, ich problemy, dylematy, plany i marzenia. Po raz enty, bez znużenia podróżowałam razem z Panem Maluśkiewiczem, w jego łupince od orzecha w poszukiwaniu wieloryba i nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu widząc urokliwe ilustracje Mirosława Pokory. Przeżywałam dylematy małej pszczółki, która chciała łąkę przenieść do ula malując ściany i razem z nią było mi przykro, że nikt nie chce jej zrozumieć, czy też przysłuchiwałam się dyskusji przyjaciół, którzy chcieli zamieszkać we wspólnym domu, lecz dla każdego miał on wyglądać inaczej.
Tyle poruszonych ważnych spraw, zarówno dla młodego jak i starszego czytelnika , ponadczasowych tematów, rozwiązywania problemów, które służą dobrym relacjom pomiędzy rówieśnikami.



Umieszczone tu między innymi teksty Małgorzaty Musierowicz, Barbary Lewandowskiej czy Wiery Badalskiej to historie, które momentalnie wciągają czytelnika, zmuszają do pewnej uwagi i skupienia, wzruszają, bawią lecz każde z nich pozostawia czytelnika z pewnym pytaniem, na które sam sobie musi odpowiedzieć. Całkowicie jestem pod urokiem fantastycznych ilustracji Zdzisława Byczka, Grażyny Rogowskiej, Wandy Orlińskiej, Mieczysława Kwacza, Zdzisława Witwickiego czy też Janiny Krzemińskiej. Nie sposób tu wyróżnić któregoś z nich, każdy wnosi swój styl, własne widzenie bajkowego miejsca, po to tekst był dla dzieci bardziej przejrzysty i bliski. To właśnie ich prace dodają tej serii tego ciepłego i magicznego klimatu. To właśnie dzięki nim nieraz po nie sięgamy, by odnaleźć się w zapomnianym świecie i zaznajomić z nim nasze dzieci.
Miło jest wrócić do tych wydań, ponieważ absolutnie nic nie straciły na swojej aktualności lecz wręcz przeciwnie, oferują całą gamę emocji i przeżyć. Sięgnijmy po nie jeszcze raz i razem z dziećmi spróbujmy rozwiązać problemy bohaterów. Takie wspólne chwile na pewno długo pozostaną w pamięci.

wtorek, 8 maja 2018

Bruno i siostry - Dorota Suwalska




    Bruno to szóstoklasista, niedawno z Warszawy przeniósł się z rodziną do podmiejskich Brzezin. Jest to dla niego trochę trudny czas, poznawania nowego miejsca i szkoły, a do tego ma mnóstwo problemów ze swoimi siostrami. Daje sobie jednak świetnie radę, mało tego opisuje codzienne życie z nimi, w swoim tajnym dzienniku. Same siostry chętnie chcą być głównymi bohaterkami wydarzeń i niechętnie Bruno przyznaje im rację, bo jak to nie napisać czegoś o swojej 18 letniej siostrze Kaśce, czy siedmioletniej Miłce, obie stale są obok niego i często mają decydujący wpływ na jego życie. A przecież on chciałby zupełnie inaczej, nie mógłby to mieć chociaż jednego brata? Bruno ma mnóstwo zainteresowań, jest miłośnikiem literatury gotyckiej i muzyki rockowej, również ćwiczy programy graficzne, a że zajęć ma mnóstwo, a do tego stałe problemy ze swoimi zwierzakami, na nudę nie może narzekać. Jeśli chcesz wiedzieć co to jest romansowy nastrój i jakie zapachy wtedy czuć, koniecznie sięgnięcie po tę książkę. Ogólnie jest to ogromnie humorystyczna i wesoła opowieść o życiu ciekawej rodziny, wszak tata jest weterynarzem, a mama gra w orkiestrze na puzonie, Miłka jest wielką wielbicielką zwierząt i również pragnie zostać „weterynarką”jak mówi, a siostra Kaśka uczy się w liceum plastycznym, i uwielbia imprezować. Czy całej rodzinie uda się przeżyć trudne chwile związane ze zwierzakami i z postaciami za którymi przepada Bruno, a mianowicie wampirami? Ilustratorem tej książki jest Przemysław Liput, bardzo dobry polski artysta, jego pracę można podziwiać np. w cudnej książeczce „Rok w przedszkolu”. Tutaj świetnie wczuł się w graficznego narratora, rysunki są zabawne, przyciągają oko nie tylko młodego, ale i dorosłego czytelnika.


Siostry nieraz potrafię doprowadzić Bruna do ostateczności ale jak tylko są w niebezpieczeństwie, czy pod obstrzałem ludzkiej obmowy, staje się ich tarczą i obrońcą Zamiłowania Milki, jeżeli chodzi o zwierzęta, są tak silne, że doprowadza to wciąż do wielu śmiesznych, jak i skomplikowanych sytuacji. Dziewczynka patrzy na świat wprost, widzi dobro albo zło. Ciężko jej zauważyć te niuanse i szarości, które zaczynamy dostrzegać wraz z wiekiem. Chłopiec stara się zrozumieć tak samo ją, jak i starszą siostrę ale momentami przychodzi to jego granice możliwości. „Bruno i siostry” to ogromnie sympatyczna opowieść o rodzinie, której konwenanse nie grożą, ale gdzie stale dzieje się coś ciekawego. Podmiejskie Brzeziny okazują się wcale nie takie straszne, a życie w nich może być również interesujące jak w stolicy. Jest to powieść idealna na wakacje, warto włożyć ją do walizki czy plecaka naszej latorośli, na pewno przyda się w deszczowy dzień a będzie odskocznią od ekranu tabletu czy telefonu Również może być sympatycznym podarunkiem na zakończenie roku szkolnego.


poniedziałek, 7 maja 2018

Na roześmianym niebie -Michelle Cuevas


   Z innością spotkamy się na co dzień, często jest wytykana palcami, komentowana a także niemiłe widziana Jak to możliwe, że Nashville wydaje się tak odmienny od rówieśników a równocześnie ma marzenia jak każdy z nich. Autorka tak naprawdę swoją powieść kieruje do nas wszystkich, zarówno czytelników dorosłych jak i dzieci. Starsi potrafią wytknąć coś z premedytacją, dzieci robią to, bo takie są od urodzenia, nie umieją jeszcze tak lawirować kręcić jak my. Książka ta ogromnie mnie zauroczyła, w piękny sposób poruszając trudny temat, dlatego uważam, że jest jedną z ważniejszych pozycji na rynku wydawniczym. Opowiada nie tylko piękną historię o kochającej się rodzinie, w której każdy jest ważny, każdy ma swoje miejsce, obojętne czy jest taki sam jak mama czy tata, tutaj najważniejsza jest miłość, akceptacja i zrozumienie, bo przecież inny nie oznacza gorszy, inny nie oznacza zły, czy dziwny. Bardzo lubię, kiedy sięgam po książkę i spodziewam się zupełnie innej treści, a ta zaskakuje mnie swoją mądrością, pozostaje w głowie, taka niby malutka, niepozorna a tak ważna.
Główny bohater marzy o lataniu, jest to myśl z jaką budzi się, która towarzyszy mu przez cały dzień i z nią zasypia. Czy uda mu się je spełnić? Czy jego codzienność będzie na tyle motywująca, że zdecyduję się na bardzo ważny krok? Gęsia Skórka to malutkie miejscowość, tutaj wszyscy o każdym wszystko wiedzą, tylko ten jeden domek pod pekanowcem, wysoko na górze jest inny. Tutaj mieszkańców nie obchodzi to co myślą, mówią i robią inni. Tutaj najważniejsza jest akceptacja. Myślę, że każdy w tej książce dostrzeże co innego, młodzi zobaczą swoje problemy w szkole, ujrzą, że nie warto wstydzić się i chować rzeczy czy myśli, które wydają im się złe, a naprawdę są z nimi nierozerwalnie związane, że każdy z nas ma jakąś swoją piętę Achillesa, że nikt z nas nie jest idealny. A to przecież wcale nie oznacza, że jest się innym. Dorośli zobaczą problemy dnia codziennego i te dużo głębsze, które mogą doprowadzić do depresji czy nawet do prób samobójczych. Jednak to my, dorośli bardzo często bagatelizujmy takie sygnały ze strony młodych, a później dziwimy się; jak to ona mogła to czy tamto zrobić.  

  

    Inność nie musi być zła, może motywować i myślę, że to jest głównym zamierzeniem, autorki przekonać nas czytelników, żebyśmy nie bali się tego, co jest nie takie jak my sobie wyobrażamy, że to coś, nie podlega pewnym stereotypom a tak naprawdę może stać się nawet atutem danej osoby. Polecam te książkę zarówno młodszym jak i dorosłym czytelnikom. Jest to naprawdę mała perełka, którą warto dostać dostrzec.