czwartek, 3 października 2019

Mały atlas zwierzaków Ewy i Pawła Pawlaków - Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak


   Bywają takie książki, które oglądając zastanawiam się jak je zaklasyfikować. Czy jest to jeszcze literatura, czy jest to piękna praca graficzna, a może po prostu małe dzieło sztuki. Tak właśnie jest w przypadku książek autorstwa Ewy i Pawła Pawlaków, wydawanych w Naszej Księgarni. Bacznie obserwowałam na fanpage'u pana Pawła Pawlaka  pracę przygotowawcze do jej powstania. Już wtedy byłam pełna podziwu dla skrupulatności, dokładności wykonywaniu potrzebnych eksponatów. Później efekty zobaczyłam właśnie w tym atlasie


Już wtedy byłam pełna podziwu dla skrupulatności, dokładności wykonywaniu potrzebnych eksponatów. Później efekty zobaczyłam właśnie w tym atlasie. Ryjówka, lis, zając są przedstawione dzieciom w formie pięknego modelu, wspaniałej mini rzeźby lub namalowane przez pana Pawła. Z kolei prace pani Ewy to coś tak miłego dla oka, że nie dziwię się dzieciom, że nie tylko im się podobają ale tak długo potrafią o nich opowiadać. Dobór tkanin, wzorów, minimalne uzupełnienie graficzne, wszystko to tworzy przecudnej urody kolaże. Trzeba również podkreślić, że prace Hani są również bardzo interesujące. Z założenia atlas ma dotyczyć zwierząt z którymi możemy mieć do czynienia na co dzień, takich mieszkających niedaleko naszego domu. Również mieszkańców ogrodu takich jak ślimak winniczek, kret, którego robotę często widzimy na trawnikach, jeż, rzęsorek, o którym szczerze do tej pory nie miałam pojęcia, zając i wszystkie te zwierzęta , które tak naprawdę możemy spotkać nieopodal domu. Krótkie ale treściwe informacje o nich, ciekawostki, pewne sympatię autorów, wszystko to łącznie ze stroną graficzną tworzy naprawdę bardzo interesującą i wartościową całość.

Twarde strony pomogą w przeglądaniu tej książki przez wiele, wiele razy. Jestem przekonana, że zwróci ona uwagę nie tylko najmłodszych ale właśnie my dorośli będziemy nią również zafascynowani, Podoba mi się bardzo to, jak autorzy poważnie podchodzą do młodego czytelnika. Tu wszystko jest tak dopracowane, że faktycznie nie za bardzo jest do czego się przyczepić. Może ktoś powie, że wybór zwierząt jest nazwijmy to stronniczy, innemu się może nie będzie podobać szata graficzna, ( tak, czytałam już takie opinie), zwrócić trzeba jednak uwagę na ogromną pracę, która została w przygotowaniu tej książki włożona. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem i z całego serca polecam ją przedszkolakom jak i wszystkim pozostałym.

niedziela, 29 września 2019

Dusia i Psinek-Świnek. Dzień Niegrzeczniucha - Justyna Bednarek


   „Dusia i Psinek-Świnek” to seria przeznaczona dla dzieci w wieku przedszkolnym. W poszczególnych tomach autorka sprytnie przemyca ważne problemy związane zarówno z emocjami jak i środowiskiem w taki sposób, że są one bezbłędnie przez dziecko rozumiane. Tym razem porusza problem złości. Dusi nie mieści się w głowie to, że jej mama może się tak irytować i być tak zła tylko z tego powodu, że niespodziewanie przyjeżdża jej brat. Mało tego, okazuje się, że niekoniecznie była grzeczna w dzieciństwie. Mama z odwiedzin brata jest wyraźnie niezadowolona i daje to odczuć nie tylko jemu lecz również Dusi. 

 Jak można tak bez zapowiedzi! Co prawda faktycznie, wujek ma dość postrzelony charakter, co chwilę albo coś rozsypuje albo rozbija. Dusi jednak jest smutno bez codziennego, porannego rytuału – gligania w piętę i kompletnie nie rozumie skąd taka złość u mamy. Nawet tata chowa się w łazience przed jej gniewem.

 Autorka usiłuje oswoić dzieci z tym uczuciem ponieważ każdy, wcześniej czy później go doświadcza. Lepiej zawczasu wiedzieć, jak nad nim zapanować lub chociaż zredukować jego negatywne skutki. Ilustracje Marty Kurczewskiej bardzo dobrze obrazują emocje, które wtedy mogą nami zawładnąć.

Opowieści o Dusi, jej rodzinie i przyjaciołach w przedszkolu, to lektura pełna trudnych treści lecz zawsze podpowiadająca pozytywne rozwiązania.
I o to właśnie chodzi, żeby doświadczać nie tylko tego co przyjemne, ale umieć wyciągnąć wnioski.
Dusia i Psinek- Świnek to bohaterowie bacznie obserwujący otaczający ich świat. Przedszkolaki szybko się z nimi utożsamiają, dlatego seria ta będzie świetnym uzupełnieniem np. wieczornych rozmów. Warto ją wyszukać w gąszczu nowości wydawniczych dla dzieci.

piątek, 27 września 2019

Figiel i Psikus. Między nami chochlikami - Wojciech Widłak

  Gdy tylko wzięłam tę książkę do ręki, jeszcze zanim ją przeczytałam, kompletnie straciłam głowę dla ilustracji Elżbiety Wasiuczyńskiej. Delikatne, pastelowe kolory,wydawałoby się, że nie będą przyciągać wzroku. Ile się jednak na nich dzieje, ile jest w nich delikatności! Subtelne, niezwykle sympatyczne, fantastycznie zilustrowały tekst, za który tym razem wzięłam się w następnej kolejności. I bardzo dobrze, bo dzięki temu historie o dwóch chochlikach nabrały dużej autentyczności.

 Smutek Figla jest jak najbardziej prawdziwy a ogromny lęk Psikusa przed stonogami możemy sobie z łatwością wyobrazić. Przede wszystkim są to opowieści o prawdziwej przyjaźni, zrozumieniu, a wszystko dzieje się w scenerii leśnej codzienności. Któż z nas nie miał do czynienia ze strasznym potworem, który nam złośliwie ubrania w szafie zwężał? Na niejednego też deszcz wpływa melancholijnie, a wiosna staje się bodźcem do próbowania własnych sił w poezji. Najważniejsze jednak, że jest koło nas ktoś, zarówno w dobrych jak i trudnych sytuacjach.


  Figiel i Psikus to chochliki pełne ludzkich cech, lecz mało wyrażające swoje uczucia. Troszkę zamknięte w sobie, niepewne swoich wartości przez co traktuje się ich jak bohaterów ogromnie prawdziwych i nie sposób ich nie polubić.
Książeczka ta wspaniale może posłużyć jako pomoc biblioterapeutyczna zarówno w przedszkolu jak i pierwszych klasach szkoły podstawowej.
Miłym dodatkiem do opowieści są łamigłówki; labirynt gdzie musimy pomóc Psikusowi znaleźć drogę do Figla i strona pełna różnorakich kotów, wśród których ukrył się Apsik.
Ogromnie sympatyczna lektura, zdecydowanie polecam.

niedziela, 18 sierpnia 2019

Żółwik z oceanu. Tuli Tuli opowiada, kto gdzie mieszka - Zofia Stanecka

 

    Każdy kto ma w domu małego czytelnika, na pewno spotkał się z serią o małej Basi. Od paru lat jest to jedna z podstawowych lektur dla przedszkolaków, w każdym tomie mała bohaterka przeżywa ciekawą przygodę albo poznaje nowe miejsca. Autorką tych właśnie historii jest Zofia Stanecka. W tej chwili proponuje nam nowy cykl pod tytułem „Tuli Tuli opowiada kto gdzie mieszka”.
Tym razem przyjazny duszek zaprasza nas w głębię oceanu. Poznajemy małego żółwika, jego cały cykl rozwojowy i miejsce zamieszkania. Książka jest pięknie wydana, kolorowe ilustracje Magdaleny Kozieł - Nowak w pięknych barwach przedstawiają naturalne środowisko małego bohatera. Twarde strony pozwalają czytelnikom na wielokrotne ich oglądanie i dotykanie niekoniecznie czystymi paluszkami. W oceanie jest pięknie ale jest również niebezpiecznie. Mały żółwik niejednokrotnie musi umiejętnie się ukryć, by samemu nie być zjedzonym przez innych mieszkańców. Treść zawiera dużo ciekawostek, poznajemy różne gatunki żółwi, na przykład żółwie zielone żyją około 80 lat ale niektóre mogą dożyć ponad 100 lat, a morskie wykluwają się na lądzie ale większość życia spędzają w otwartym morzu. Najgorsze jest to, że wszystkie żółwie morskie są zagrożone wyginięciem a największym ich wrogiem jest właśnie człowiek, który nie tylko zanieczyszcza ocean ale całe środowisko.

Duszek Tuli Tuli to budząca sympatię postać. Wróżę tej serii ogromną popularność, dzieci bardzo lubią opowieści tego typu i przywiązują się do głównych bohaterów. Kto wie, co ma w planach na przyszłość, w którym kierunku uda się w podróż? Kogo spotka na swojej drodze? Komu będzie towarzyszył?
Piękna, barwna lektura przykuwa uwagę, krótkie, konkretne wiadomości łatwo można przyswoić. Dzieci w wieku przedszkolnym na pewno będą zachwycone. Polecam!



sobota, 17 sierpnia 2019

Co tam słychać, czyli dziwne dźwięki z głębi ciała - Artur Gulewicz, Marta Maruszczak

 
 
  Dzieci absolutnie nie krępują się wydawanymi przez siebie dźwiękami. Czy to jest kichanie, kaszel czy burczenie w brzuchu, traktują to jako rzecz naturalną. Zasypują nas pytaniami, skąd takie odgłosy się biorą. Ta książka będzie dla nich swoistym vademecum na te tematy. Ciekawie, zabawnie ilustrowana, odpowie na nurtujące pytania najmłodszych, dlaczego mamy czkawkę i skąd wydobywają się nasze gazy, i dlaczego często po jedzeniu odbija się nam. Autorka bardzo skrupulatnie i poważnie podeszła do tematu, przedstawia całą drogę, wszystkie etapy powstawania pewnych naturalnych odgłosów. Wiadomości są krótkie, zwięzłe i przejrzyste, urozmaicone ciekawymi doświadczeniami. Dzięki temu bardzo łatwo jest zrozumieć zachodzące w naszym ciele procesy. Mało tego, można przy tym świetnie się bawić. Taką naukę przyswaja się zdecydowanie szybciej. Czy zwierzęcy organizm funkcjonuje podobnie jak ludzki? Dlaczego bije serce? Kiedy się śmiejemy i czy zwierzęta też odczuwają radość?

  
Tego typu publikacje nie tylko zwiększają wiedzę lecz również mogą stać się motorem do pogłębiania tajników funkcjonowania ludzkiego ciała. Porządna, twarda oprawa, ciekawa szata graficzna to dodatkowe atuty tej książki.
Mimo, że adresowana do młodego czytelnika, przykuwa uwagę również dorosłych. Świetnie bawiłam się podczas czytania, i przyznam, że o wielu faktach w niej zawartych nie miałam pojęcia np. że powietrze wystrzeliwane z nosa podczas kichania pędzi z prędkością 200 km na godzinę lub, że co trzeci człowiek kicha, gdy popatrzy na słońce. Dlaczego mózg wydaje wtedy takie polecenie?
Świetna, zabawna ale mądra książeczka. Warto przeczytać.


piątek, 16 sierpnia 2019

Wariat na wolności. Autobiografia - Wojciech Eichelberger

          

                         "Autobiografię piszą z reguły ci, którzy mają słabe widoki na to, że ktoś, kiedyś zechce zadać sobie trud pisania o nich biografii"

   Wojciech Eichelberger na propozycje napisania autobiografii z początku odpowiadał negatywnie. Argumentował to między innymi tym, że tworzenie opowieści o sobie uważa za stratę czasu i że w autobiograficznej narracji ludzie kłamią i konfabulują w celu pozytywnej kreacji wizerunku. Życie innych z reguły fascynuje ludzie, a gdy bohaterem jest osobą znana jak i w jakiś sposób niepokorna, to z jeszcze większym zainteresowaniem sięgają po ich biografie. Jak wiadomo mamy mały wpływ na to skąd pochodzimy, kim byli nasi przodkowie. Autor już od dzieciństwa miał problem ze swoim nazwiskiem, dla jednych był Niemcem, dla i innych Żydem lub Austriakiem. Polak z takim nazwiskiem to mało możliwe i z tej właśnie racji w szkole wielokrotnie musiał używać do argumentacji niekoniecznie głowy. Gdy dorastał, sam postanowił w gąszczu nazwisk odnaleźć swoje drzewo genealogiczne. I muszę stwierdzić, że część poświęcona właśnie tym poszukiwaniom jest przygotowana z ogromna skrupulatnością i pietyzmem. Ogromna wielonarodowość, ciekawe postacie zwłaszcza kobiet, tworzą opowieść, która ubarwia karty historii zarówno terenów zaborów jak i tych wolnych od ciemiężcy. Na tę autobiografię oprócz wspomnień autora i ciekawych fotografii, składają się również przeprowadzone z nim wywiady. Zdecydowanie odsłaniają oblicze jednego z najlepszych terapeutów. Okazuje się , że i sam korzystał z metody Hellingera, która w jakiś sposób rozjaśniła mu relację z najbliższymi. Niepokorny nastolatek, hipis, buddysta, wspomina czasy trudne zarówno z powodów rodzinnych jak i politycznych w sposób ogromnie ciekawy i przystępny. Jego sprawiedliwa lecz i lekko zadziorna dusza niejednokrotnie przysparza mu problemów. Przeciwnik komercjalizacji, zwolennik indywidualnego podejścia do problemów, coach, nade wszystko ceni osobistą pracę nad sobą. Nie ukrywa swoich błędów, stara się je przeanalizować, wyciągnąć wnioski. Szczerze pisze o osobistym życiu, zarówno porażkach jak i pewnych zwycięstwach. Wiedza psychologiczna nie zawsze pomaga w trudach codzienności, świat, jak i reakcje ludzkie często potrafią zaskoczyć. Taka swoista lekcja dla każdego czytelnika, nawet jak jesteśmy na coś przygotowani, nie możemy być tego pewni.
Bardzo dobra, lektura, która pozwala również na bezpośrednią pracę nad sobą. Warto podpatrzeć jak żyją, jak spostrzegają świat inni i wyciągnąć osobiste wnioski. Polecam.

niedziela, 11 sierpnia 2019

Lilana - Małgorzata Strękowska-Zaremba

    Lilana wydaje się pięknym miejscem do zamieszkania. Po głośnej, szarej Warszawie, jawi się jako prawdziwy zakątek z bajki. Wspaniałe krajobrazy, serdeczni ludzie tworzą wprost wymarzony raj. Rodzina Natalii buduje tutaj piękny, szklany dom, tak, żeby było w nim pełno światła. Jej mama jest artystką, maluje obrazy, dlatego to miejsce wydaje się jej niesamowicie twórcze i szczęśliwe. Z zapałem sadzi kwiaty i zioła, urządza mieszkanie.
Natalia boi się troszkę nowej szkoły, żałuje, że nie będzie mogła widywać przyjaciółki Kasi, z którą znają się od przedszkola a pozostaną im tylko wirtualne rozmowy. Na szczęście szybko poznaje Anielę, okazuje się, że będą chodzić do tej samej klasy. Lilana wydaje się być wspaniałym miejscem, tata może pracować w swoim gabinecie, mama malować w pracowni, mały braciszek szybko zyskuje nową opiekunkę, sympatyczną Panią Różę jednak dziewczynka cały czas czuje dziwny niepokój. Potęgują go  pojawiające się jej niesamowite ćmy, co staje się powodem zazdrości Anieli. Dlaczego ?
Poprzednie książki Małgorzaty Strękowskiej- Zaremby przeczytałam z zapartym tchem, myślałam, że po „ Domu nie z tej ziemi” który wywarł na mnie ogromne wrażenie, jej proza nie zaskoczy mnie tak łatwo i nie wzbudzi tylu emocji. Jednak znowu jestem pod dużym wrażeniem tekstu, który na dodatek zostawia nas z wieloma niewiadomymi. Czytelnika czeka podróż przez krainę pełną głębokich uczuć, marzeń, emocji i lęków.
Jakże ważne jest nasze wspomnienie dzieciństwa, jak ogromny wpływ na nas ma przeszłość. Natalia nie może zapomnieć o jednej chwili, o pozostawieniu jej, o poczuciu ogromnego strachu i odrzucenia.
Czy tylko przeniosła tamto uczucie w teraźniejszość, czy faktycznie, to co widzi i czuje, dzieje się naprawdę ?
Ktoś powiedział, że rodzina kształtuje na całe życie i nie można mu nie przyznać racji. Natalia to odczuwa ogromnie boleśnie.
Lilana” to opowieść o ogromnej tęsknocie za miłością rodzicielską, poczuciem bezpieczeństwa, do tego, by stać się widocznym dla naszych bliskich.
O tym, jak bardzo często walczymy ze swoimi myślami, przekonaniami.
Natalia nie daje się zwieść pozorom, pragnie być realnie kochana przez najbliższych. Opowieść ta zawiera wiele elementów fantasy wspaniale poplątanych z rzeczywistością, pełna jest pękających serc zarówno w ciałach lalek jak i tych ludzkich. Przepełniona jest ogromna nostalgią, sentymentalizmem ale też pełno w niej wyrzutów, złości na obecny świat. Autorka prowadzi nas po meandrach ludzkiej duszy w sposób znakomity. To absolutnie nie jest powieść tylko dla młodego czytelnika, przeciwnie, to my, dorośli powinniśmy poznać jej treść. To my budujemy taki świat.
Czy na mapie świata istnieją takie miejsca, z pozoru szczęśliwe a pełne obojętności, wewnętrznego krzyku, destrukcji z zanikającym drogowskazem ku nadziei?
Wspaniała galeria postaci, krajobrazów, to dodatkowe plusy tej powieści. Historii, która mnie zasmuciła ale również wskazała pewnie kierunek postępowania. Pełnej bólu, z lekko otwartym lufcikiem na nadzieję.
Z jednym tylko absolutnie się nie zgadzam. W poprzednich powieściach pani Małgorzaty Strzałkowskiej- Zaręby ilustracje, które wspaniale oddawały ich klimat wykonał Daniel de Latour. Tutaj mamy tylko projekt okładki jego autorstwa. Ogromnie jego ilustracji w tym wydaniu mi brakowało.
Panie Danielu dlaczego, dlaczego ich nie ma??
Jeżeli chcecie poznać sekrety tajemniczej osady, w której ćmy z oszronionymi skrzydłami wskazują drogę a wypalane przez kobietę z mgły, gliniane serca pękają z żalu, sięgnijcie po „Lilanę”, opowieść o życiu w trzech wymiarach. Zdecydowanie warto.