niedziela, 27 maja 2018

Sprzedawca marzeń -Richard Paul Evans


      Kiedy skończyłam czytać „Ścieżki nadziei” autorstwa Evansa, raczej nie przypuszczałam, że znowu sięgnę po jego książki, poruszające pośrednio temat drogi. Poprzedni cykl „Dzienniki pisane w drodze” wydawał mi się już na tyle wyczerpujący, że sądziłam, że już więcej nie można do niego nic dodać. Ciekawość jednak skłoniła mnie by poznać najnowsze dzieło autora. Według mnie jego twórczość można podzielić na dwie grupy; tę która ma nam uprzyjemnić czas, pełna romansowych motywów i dobrych zakończeń i tę, która, czy chcemy, czy nie, zmusza nas do refleksji nad życiem, niby o pozbawionej dużych emocji treści a jednak, nie pozwalająca nam obok przejść obojętnie.
„Sprzedawca marzeń” należy właśnie do takiej kategorii. Opowieść o człowieku, który wspina się po szczeblach kariery zbijając majątek, w rezultacie stając naprzeciw własnym demonom. Często jak on idziemy przez z życie z wytyczonym celem, wpatrzeni tylko w niego, nie słuchając i nie reagując na znaki dawane przez własne ciało. Zrealizowanie własnych marzeń, wydaje nam się nadrzędnym celem. Kiedy potkniemy się, dopiero wtedy dochodzi do nas, jakimi byliśmy ludźmi, jak byliśmy odbierani przez innych i czy naprawdę, droga, którą podążaliśmy była tą, jaką chcieliśmy wybrać.
„Sprzedawca marzeń” to historia o próbie odkupienia własnych win, ogromnej stracie, której wartość jest właściwie nie do obliczenia. To opowieść o długiej,trudnej drodze, pełnej nieudanych prób naprawy błędów lecz i o ogromnym zwycięstwie. Charles to postać w pewnym sensie ogromnie tragiczna, lecz w jakiś irracjonalny sposób wzbudzająca w czytelniku nadzieję.
Evans po raz któryś udowadnia, że jest mistrzem literatury, w której ogromną rolę odgrywają nie tylko uczucia lecz i pewna elementy filozofii i religii. Wielokrotnie spotykałam się z opinią, że jego powieści są przewidywalne ale nigdy, że ich treść jest płytka, że jako autor bazuje na kilku tematach, które stara się przedstawiać, za każdym razem w inny sposób. Lecz czy i życie nie bywa czasem przewidywalne i czy może dla wielu stanowić nudny temat? Przecież to ono jest ogromną niewiadomą, niezapisanymi stronicami, motywujące lub całkowicie nas deprymujące . Najważniejsi są ludzie jakich spotkamy na własnej drodze. W każdym z nas znajdują się struny, dotąd nie poruszone, których dźwięk może nas w przyszłości prawdziwie zaskoczyć. Autor nie tylko stara się nam to przypomnieć, lecz i w jakiś sposób przestrzec, byśmy nie zapomnieli o tym, jak główny bohater. Nie da się uciec od samego siebie a jeśli próbujemy, często kończy się to tragicznie. Charles zaczyna dostrzegać to co do tej pory omijał nie tylko wzrokiem. Czy uda mu się nadać nowy kierunek swojemu życiu ? Zapraszam do lektury.

niedziela, 20 maja 2018

Poczytaj mi mamo. Księga piąta.





      Bajeczki z serii „Poczytaj mi mamo” towarzyszą mi od najmłodszych lat. Malutkie, zawsze świetnie ilustrowane, z mądrym tekstem, były towarem poszukiwanym i deficytowym. Do tej pory skrzętnie przechowuję parę egzemplarzy, nie mogąc się z nimi rozstać. Niedawno na rynku wydawniczym pokazała się już piąta część zbiorowego tomu wydawnictwa „Nasza Księgarnia”. Ogromnie pomysł wznowienia tych tekstów, od samego początku bardzo mi się podobał i z ogromną ciekawością, zaglądałam do każdego kolejnego tomu z nadzieją, że trafię na taki którego wcześniej nie spotkałam, lub z sentymentem powspominam już sobie znany. I tym razem wzruszenie wzięło górę. Dziesięć historii skutecznie przypomniało dziecięce chwile i ten czas, który nie wymagał od nas podejmowania trudnych decyzji i zawsze mogliśmy liczyć na wsparcie. Teksty poruszają ważne sprawy małych ludzi i stworzeń, ich problemy, dylematy, plany i marzenia. Po raz enty, bez znużenia podróżowałam razem z Panem Maluśkiewiczem, w jego łupince od orzecha w poszukiwaniu wieloryba i nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu widząc urokliwe ilustracje Mirosława Pokory. Przeżywałam dylematy małej pszczółki, która chciała łąkę przenieść do ula malując ściany i razem z nią było mi przykro, że nikt nie chce jej zrozumieć, czy też przysłuchiwałam się dyskusji przyjaciół, którzy chcieli zamieszkać we wspólnym domu, lecz dla każdego miał on wyglądać inaczej.
Tyle poruszonych ważnych spraw, zarówno dla młodego jak i starszego czytelnika , ponadczasowych tematów, rozwiązywania problemów, które służą dobrym relacjom pomiędzy rówieśnikami.



Umieszczone tu między innymi teksty Małgorzaty Musierowicz, Barbary Lewandowskiej czy Wiery Badalskiej to historie, które momentalnie wciągają czytelnika, zmuszają do pewnej uwagi i skupienia, wzruszają, bawią lecz każde z nich pozostawia czytelnika z pewnym pytaniem, na które sam sobie musi odpowiedzieć. Całkowicie jestem pod urokiem fantastycznych ilustracji Zdzisława Byczka, Grażyny Rogowskiej, Wandy Orlińskiej, Mieczysława Kwacza, Zdzisława Witwickiego czy też Janiny Krzemińskiej. Nie sposób tu wyróżnić któregoś z nich, każdy wnosi swój styl, własne widzenie bajkowego miejsca, po to tekst był dla dzieci bardziej przejrzysty i bliski. To właśnie ich prace dodają tej serii tego ciepłego i magicznego klimatu. To właśnie dzięki nim nieraz po nie sięgamy, by odnaleźć się w zapomnianym świecie i zaznajomić z nim nasze dzieci.
Miło jest wrócić do tych wydań, ponieważ absolutnie nic nie straciły na swojej aktualności lecz wręcz przeciwnie, oferują całą gamę emocji i przeżyć. Sięgnijmy po nie jeszcze raz i razem z dziećmi spróbujmy rozwiązać problemy bohaterów. Takie wspólne chwile na pewno długo pozostaną w pamięci.

wtorek, 8 maja 2018

Bruno i siostry - Dorota Suwalska




    Bruno to szóstoklasista, niedawno z Warszawy przeniósł się z rodziną do podmiejskich Brzezin. Jest to dla niego trochę trudny czas, poznawania nowego miejsca i szkoły, a do tego ma mnóstwo problemów ze swoimi siostrami. Daje sobie jednak świetnie radę, mało tego opisuje codzienne życie z nimi, w swoim tajnym dzienniku. Same siostry chętnie chcą być głównymi bohaterkami wydarzeń i niechętnie Bruno przyznaje im rację, bo jak to nie napisać czegoś o swojej 18 letniej siostrze Kaśce, czy siedmioletniej Miłce, obie stale są obok niego i często mają decydujący wpływ na jego życie. A przecież on chciałby zupełnie inaczej, nie mógłby to mieć chociaż jednego brata? Bruno ma mnóstwo zainteresowań, jest miłośnikiem literatury gotyckiej i muzyki rockowej, również ćwiczy programy graficzne, a że zajęć ma mnóstwo, a do tego stałe problemy ze swoimi zwierzakami, na nudę nie może narzekać. Jeśli chcesz wiedzieć co to jest romansowy nastrój i jakie zapachy wtedy czuć, koniecznie sięgnięcie po tę książkę. Ogólnie jest to ogromnie humorystyczna i wesoła opowieść o życiu ciekawej rodziny, wszak tata jest weterynarzem, a mama gra w orkiestrze na puzonie, Miłka jest wielką wielbicielką zwierząt i również pragnie zostać „weterynarką”jak mówi, a siostra Kaśka uczy się w liceum plastycznym, i uwielbia imprezować. Czy całej rodzinie uda się przeżyć trudne chwile związane ze zwierzakami i z postaciami za którymi przepada Bruno, a mianowicie wampirami? Ilustratorem tej książki jest Przemysław Liput, bardzo dobry polski artysta, jego pracę można podziwiać np. w cudnej książeczce „Rok w przedszkolu”. Tutaj świetnie wczuł się w graficznego narratora, rysunki są zabawne, przyciągają oko nie tylko młodego, ale i dorosłego czytelnika.


Siostry nieraz potrafię doprowadzić Bruna do ostateczności ale jak tylko są w niebezpieczeństwie, czy pod obstrzałem ludzkiej obmowy, staje się ich tarczą i obrońcą Zamiłowania Milki, jeżeli chodzi o zwierzęta, są tak silne, że doprowadza to wciąż do wielu śmiesznych, jak i skomplikowanych sytuacji. Dziewczynka patrzy na świat wprost, widzi dobro albo zło. Ciężko jej zauważyć te niuanse i szarości, które zaczynamy dostrzegać wraz z wiekiem. Chłopiec stara się zrozumieć tak samo ją, jak i starszą siostrę ale momentami przychodzi to jego granice możliwości. „Bruno i siostry” to ogromnie sympatyczna opowieść o rodzinie, której konwenanse nie grożą, ale gdzie stale dzieje się coś ciekawego. Podmiejskie Brzeziny okazują się wcale nie takie straszne, a życie w nich może być również interesujące jak w stolicy. Jest to powieść idealna na wakacje, warto włożyć ją do walizki czy plecaka naszej latorośli, na pewno przyda się w deszczowy dzień a będzie odskocznią od ekranu tabletu czy telefonu Również może być sympatycznym podarunkiem na zakończenie roku szkolnego.


poniedziałek, 7 maja 2018

Na roześmianym niebie -Michelle Cuevas


   Z innością spotkamy się na co dzień, często jest wytykana palcami, komentowana a także niemiłe widziana Jak to możliwe, że Nashville wydaje się tak odmienny od rówieśników a równocześnie ma marzenia jak każdy z nich. Autorka tak naprawdę swoją powieść kieruje do nas wszystkich, zarówno czytelników dorosłych jak i dzieci. Starsi potrafią wytknąć coś z premedytacją, dzieci robią to, bo takie są od urodzenia, nie umieją jeszcze tak lawirować kręcić jak my. Książka ta ogromnie mnie zauroczyła, w piękny sposób poruszając trudny temat, dlatego uważam, że jest jedną z ważniejszych pozycji na rynku wydawniczym. Opowiada nie tylko piękną historię o kochającej się rodzinie, w której każdy jest ważny, każdy ma swoje miejsce, obojętne czy jest taki sam jak mama czy tata, tutaj najważniejsza jest miłość, akceptacja i zrozumienie, bo przecież inny nie oznacza gorszy, inny nie oznacza zły, czy dziwny. Bardzo lubię, kiedy sięgam po książkę i spodziewam się zupełnie innej treści, a ta zaskakuje mnie swoją mądrością, pozostaje w głowie, taka niby malutka, niepozorna a tak ważna.
Główny bohater marzy o lataniu, jest to myśl z jaką budzi się, która towarzyszy mu przez cały dzień i z nią zasypia. Czy uda mu się je spełnić? Czy jego codzienność będzie na tyle motywująca, że zdecyduję się na bardzo ważny krok? Gęsia Skórka to malutkie miejscowość, tutaj wszyscy o każdym wszystko wiedzą, tylko ten jeden domek pod pekanowcem, wysoko na górze jest inny. Tutaj mieszkańców nie obchodzi to co myślą, mówią i robią inni. Tutaj najważniejsza jest akceptacja. Myślę, że każdy w tej książce dostrzeże co innego, młodzi zobaczą swoje problemy w szkole, ujrzą, że nie warto wstydzić się i chować rzeczy czy myśli, które wydają im się złe, a naprawdę są z nimi nierozerwalnie związane, że każdy z nas ma jakąś swoją piętę Achillesa, że nikt z nas nie jest idealny. A to przecież wcale nie oznacza, że jest się innym. Dorośli zobaczą problemy dnia codziennego i te dużo głębsze, które mogą doprowadzić do depresji czy nawet do prób samobójczych. Jednak to my, dorośli bardzo często bagatelizujmy takie sygnały ze strony młodych, a później dziwimy się; jak to ona mogła to czy tamto zrobić.  

  

    Inność nie musi być zła, może motywować i myślę, że to jest głównym zamierzeniem, autorki przekonać nas czytelników, żebyśmy nie bali się tego, co jest nie takie jak my sobie wyobrażamy, że to coś, nie podlega pewnym stereotypom a tak naprawdę może stać się nawet atutem danej osoby. Polecam te książkę zarówno młodszym jak i dorosłym czytelnikom. Jest to naprawdę mała perełka, którą warto dostać dostrzec.

niedziela, 6 maja 2018

Dobranocki na pogodę i niepogodę

       W dzieciństwie uwielbiałam, gdy któreś z rodziców miało czas i mogło mi wieczorem poczytać. Do tej pory pamiętam niektóre bajki czy ilustracje. Były to nie tylko utwory klasyków ale też książeczki przygodowe. „Dobranocki na pogodę i niepogodę” przykuły moją uwagę już okładką, ma której zauważyłam rysunki Magdaleny Kozieł- Nowak. Uwielbiam polskich ilustratorów, ich prace są fantastyczne, i tutaj rysunki mnie nie zawiodły, pięknie ubarwiły tekst. W zbiorze zamieszczone są utwory takich pisarzy jak np. Zofia Stanecka, Paweł Beręsewicz, Agnieszka Tyszka czy Barbara Kosmowska. Muszę się przyznać, że jak tylko wzięłam książkę swoje ręce, momentalnie zaczęłam czytać i tak mnie wciągnęła, że przepadłam dla otoczenia. Opowieści są tak barwne i interesujące, że nawet mnie, nie młodą już panią, tak zainteresowały, że chciałam wiedzieć jakie będzie ich zakończenie . Obawiałam się, że mój syn jest może już za „dorosły” na te historie ale gdy tylko zaczęłam czytać na głos pierwszą bajkę, również i on przepadł całkowicie. Uwielbiam te teksty, które oprócz tego, że potrafią zainteresować młodego czytelnika są po prostu mądre, a te na pewno do nich należą. Poruszane w nich tematy dotyczą nie tylko dzieci ale też i świata dorosłych, bo przecież wiemy doskonale, jak te światy się ze sobą zazębiają.



Moje serce podbiła wróżka Purpurencja, z dobranocki Agnieszki Tyszki, postać niesamowicie barwna a przy tym sympatyczna. Jej miłość do SPA jak i lekka skleroza, rozbawiły nas do łez i zdecydowanie poprawiły humor. Również interesującym bohaterem jest Kłopot z bajki Roksany Jędrzejewskiej- Wróbel. Postać, którą na pewno znają wszystkie dzieci, tylko zupełnie inaczej sobie ją wyobrażają, ma spore kłopoty, na szczęście nie trwają one długo. Z kolei Klara z opowiadania Zofii Beszczyńskiej, strasznie chce spełnić swoje Marzenie. Potrzebuje do tego czarownicy lub wróżki ale jak odnaleźć? Opisy w internecie są tak różne, że nie wiadomo komu wierzyć.
Czy mała bohaterka odnajdzie kompetentną osobę ?



Trzeba podkreślić, że książka jest bardzo ładnie wydana, w twardej oprawie, na pewno posłuży na dłużej . Absolutnie nie trzeba czytać jej tylko wieczorem, każda pora jest dobra. Pozwólmy sobie na chwilkę powrotu do dzieciństwa i razem z dzieckiem przeżyjmy momenty pełne zarówno grozy jak i humorystyczne. Chwile te, na pewno zapadną na dłużej w pamięci. Zdecydowanie warto.