czwartek, 26 grudnia 2013

Jest taki dzień...legendy i bajki o Bożym Narodzeniu Ezio del Favero

  Święta to taki czas, w którym częściej dopadają nas chwile zadumy, czy też nawet melancholii. W księgarniach widzimy mnóstwo tytułów dotyczących Świętego Mikołaja, jak i samych świąt Bożego Narodzenia. Kolędy, które słyszymy jeszcze bardziej przypominają nam o nadchodzących ważnych chwilach.
Książka „Jest taki dzień ..legendy i bajki o Bożym Narodzeniu” dotyczy właśnie takich sytuacji – długiego oczekiwania a później cieszenia się daną chwilą. Bardzo ładnie wydana, w twardej oprawie i świąteczną szatą graficzną, zdecydowanie kusi czytelnika swoim widokiem. Treść podzielona jest na części – opowiadania, bajki oraz legendy. Dla mnie zdecydowanie najciekawszą jest ta dotycząca legend – możemy tu się dowiedzieć skąd wzięły girlandy, jak wyglądało stworzenie świata, i dlaczego to właśnie mędrcy, którym uda się zachować czujność, będą zdolni stawić się na najważniejsze w życiu spotkanie. Bardzo piękna jest niewielka legenda o Gwieździe Betlejemskiej , która często stoi w naszych domach, na stole czy w oknie. Autor zebrał w tej części teksty ogromnie różnorodne, począwszy od opowieści o zmieniających się porach roku, a kończąc na mało znanej legendzie o Latarniku. Wszystkie one dotykają tematów świątecznych i wprowadzają w ten magiczny czas.
Opowiadania bardziej spodobają się mniejszym dzieciom. Ich bohaterowie to z reguły właśnie najmłodsi, ci dla których same już przygotowywania do świąt stanowią bardzo ważny rozdział w ich życiu. Sami na pewno pamiętamy, jak wiele rzeczy w tym okresie nabierało ogromnego znaczenia i jak wiele jest w nas wspomnień z tego czasu do dziś. Mamy więc tu opowiadanie o dziewczynce, która ogromnie pragnęła dostać prezent od Anioła, czy też razem z inną młoda panną będziemy wybierać figurki do szopki. Równie ciekawe jest opowiadanie o kobiecie, która szykowała się na kolację z Jezusem i co tak naprawdę z tego wynikło..
Czytelnikowi na pewno spodoba się też cześć poświęcona bajkom. Zarówno ta o Niezwykłym Szczeniaczku czy o Bałwanie i Babuli przywoła uśmiech na jego twarzy.
Autor bardzo prostym językiem stara nam przybliżyć czas oczekiwania i wskazać nam znaczenie wielu elementów, które w sumie będą tworzyć radosne, świąteczne chwile.. Na czas przed wigilijny na pewno będzie to świetna lektura.
Książeczkę ilustrowała Renata Krześniak. Jej rysunki wprowadzają wiele ciepła i ogromnie urozmaicają tekst. Mimo że są czarno-białe, świetnie dodają uroku przedstawionych historiom.
Zdecydowanie razem z autorem możemy stwierdzić:

„Na Boże Narodzenie święty Mikołaj, zastępy aniołów i wiele osób o wielkim sercu starają się uszczęśliwić każdego, choćby żył w najdalszym nawet zakątku świata. Obecność Boga wśród nas sprawia bowiem, że ludzie czują się bliżej nieba.. I dziś, i dawniej jak ponad tysiące lat temu, pragniemy bowiem nieba i jego znaków pokoju”.

środa, 18 grudnia 2013

Wakacje z Lawendynką -Justyna Bajda


                                    

    Justyna Bajda – literaturoznawca i historyk sztuki, adiunkt w Zakładzie Historii Pozytywizmu i Młodej Polski (Uniwersytet Wrocławski) Autorka książek : „Poeci to są słów malarze..” „Poezja a sztuki piękne". "O świadomości estetycznej i wyobraźni plastycznej Kazimierz Przerwy-Tetmajera”, monografii popularnonaukowych i haseł w Wielkim leksykonie literatury polskiej.

    Kto to jest Lawendynka? Ma z tym kłopot nawet sama mama małej Natalki. Przeszukała wszystkie sklepy w okolicy, i te co znajdują się bardzo daleko i nigdzie nawet po niej śladu nie ma . Przeglądnięte zostały półki z pachnącymi mydełkami, i sklepy z zabawkami. Natalka opowiada, że nie wie jak wygląda Lawendynka ale, że na pewno gdzieś jest i, że na nią czeka, a na pewno już nie można jej kupić. Mamie smutno, bo chciałaby jak najszybciej znaleźć przyjaciółkę swojej córki. Nadchodzi ciepłe lato. Cała rodzina wybiera się na wakacje do Prowansji. I tu niespodzianka !! Zaraz w pierwszy dzień odnajduje się pięknie pachnąca, cała w fioletach – Lawendynka – malutka dziewczynka.
Najogólniej bajeczka jest o przyjaźni. O tym, że jeśli jej szukamy, nie znajdziemy jej na siłę, tylko w pewnym, nieznajomym nam jeszcze miejscu. I, że nigdy nie wiemy, kiedy ona może nadejść, a co najgorsze kiedy może nas opuścić. I smutno nam, ale wiemy, że doświadczyliśmy czegoś pięknego, tylko i wyłącznie naszego, czego nikt, nigdy nam nie odbierze. Tak jest też z Natalką. Przeżywa ze swoją przyjaciółka wiele przygód, obie po raz pierwszy widzą morze i bawią się na plaży, świetnie im razem, ale też nadejdzie chwila rozstania. Przecież nie tylko Natalka czeka na swoją Lawendynkę, ale być może, gdzieś tam daleko, lub całkowicie blisko jest mała dziewczynka, która też nie może się doczekać, ani znaleźć przyjaciółki. Myślę, że większość z nas w dzieciństwie miało swojego wymyślonego, a później prawdziwego przyjaciela, który towarzyszył nam wszędzie i był kimś bez kogo nie wyobrażaliśmy sobie życia. I to tak naprawdę była to nasza pierwsza lekcja życia we dwoje, dzielenia się nie tylko uczuciami ale tez rzeczami , wspomagania kogoś, poprawiania mu humoru a przede wszystkim bycia. I tak właśnie jest z Lawendynką i małą Natalką. Obie wprowadzają się powolutku w swoje światy ucząc się siebie nawzajem. Kolorowa dziewczynka wskazuje zapachy, kolory, najmniejsze powody do radości (deszcz, mgła) I jest pięknie bajkowo, i świat zaczyna pachnieć lawendą.
Justyna Bajda tą niewielką książeczką pokolorowała świat na wszystkie odcienie fioletu i dzięki niej chwile nabrały przepięknego zapachu. Bajka jest ślicznie ilustrowana przez Katarzynę Kołodziej. Jej piękne, delikatne rysunki dodają treści niesamowitego uroku i wspaniale wprowadzają w przedstawione chwile. Sama z chęcią spacerowałabym polami z Lawendynką i słuchała jej opowiadań o kwiatach, szukała razem tęczy czy bawiła się Panem Kotem.
Świat stworzony przez autorkę jest niebywale ciepły i przyjazny. Nie ma tu miejsca na przemoc czy zło. Czujemy się bezpiecznie od pierwszej do ostatniej strony. I to jest ogromnie ważne dla młodego czytelnika i powoduje, że nie chce on opuszczać Natalki ani jej przyjaciół. Czuje się z nimi po prostu świetnie.
Na pewno bajeczka spodoba się i bardziej zainteresuje dziewczynki, ale z powodzeniem można z nią zaznajomić małych panów. Bo przyjaźń to sprawa jakże ważna dla nas wszystkich.

sobota, 7 grudnia 2013

W pogoni za torebką -Tonello Michael


     Michael Tonello to najlepiej sprzedający się autor i felietonista „The Huffington Post”. Ma również cotygodniową kolumnę o stylu, modzie i trendach na stronie Living Now . Pracował przez wiele lat w branży reklamowej, następnie został dystrybutorem luksusowych produktów zwłaszcza marki Hermes.



    Michael, makijażysta jest zauroczony Barceloną. Dokonuje ogromnego zwrotu w swoim życiu i właściwie z dnia na dzień przeprowadza się z Ameryki, do tego europejskiego miasta. Niestety planowana, proponowana praca nie wypala i jest on zmuszony do szukania innej formy zarobku. Przypomina sobie o apaszce Hermes, której nie używa i postanawia sprzedać ją na aukcji internetowej. To wydarzenie staje się punktem zwrotnym w życiu naszego bohatera. Zaczyna spełniać „listę życzeń” klientów, którzy głównie poszukują starszych modeli przedmiotów Hermes.(np. apaszki, karty do gry, paski). Michael ma głowę na karku i bardzo szybko jego poszukiwania dają pozytywne wyniki, konto jego cudownie rośnie. Trudno się dziwić jeśli na jednej apaszce zarabia średnio ok 150 euro. Klientów jest bardzo dużo, zapotrzebowanie na towar wzrasta. Jedna z klientek dopytuje się o Birkinkę, czy istnieje taka możliwość aby ja zdobyć. Teoretycznie składa się zamówienie na taką torbę i wpisują klienta na listę oczekujących . Czyli właściwie nie do zdobycia. A jak jest naprawdę ? Michael przedstawia nam cudowny sposób ich wynajdywania w sklepach. Kokietowania ekspedientów., wypytywania, świetnego aktorstwa. Pokazuje nam właściwie cały opracowany przez siebie marketing. Warto tu zaznaczyć, że historia jest absolutnie prawdziwa, co dodaje ogromnego smaczku przy czytaniu. Bo czymże jest apaszka Hermes przy Birkince, która może kosztować tyle co zupełnie niezły samochód? I ile są w stanie zapłacić za nią klienci, którzy chcą ja otrzymać jak najszybciej, poza kolejką ? Autor nieraz jest sam w szoku za jaką cenę są sprzedawane, wystawiane przez niego towary. Na początku absolutnie nie typował takiego zarobku jako swoistej żyły złota. Interesująca jest również opisana ogromna galeria kupujących. Tych, którzy tak właściwie nieraz podsuwają mu pomysł na niezły zarobek. Jak widać oni zyskują na tym najbardziej. Albo sprzedając dalej zakupiony towar, lub uzupełniając nim swoje ogromne kolekcje. Tutaj wielki podziw do firmy Hermes, która umiała tak poprowadzić handel torebkami, ze stały się one najbardziej pożądanymi na świecie. Udało im się wmówić potencjalnym klientom, ze towar jest nieosiągalny, przez co automatycznie cena szła w górę. Zupełnie się nie spodziewałam, że ta opisana historia mnie aż tak wciągnie. Autor ma cudownie lekkie pióro i tak nas wprowadza w meandry zakupów, że chcemy się dowiedzieć jak najwięcej. Przejeżdża on wiele kilometrów w poszukiwaniu torebek (Francja, Włochy, Andora, Niemcy ) i każde miejsce wspaniale opisuje. Poprzez hotel, sklep w którym dokonuje zakupów, po smakowite jedzenie charakterystyczne dla danego regionu. Czytając właściwie cały czas byłam głodna i szukałam nawet w internecie opisywanych przez niego dań. Równocześnie tekst jest momentami ogromnie zabawny (stworzona charakterystyka sprzedawców, czy też sposoby na przekonanie ich, że jest klientem godnym zaufania) jak i kompletowanie przez niego odpowiednich ubrań, które miały pomóc w planowanych zakupach. Uważam, że ta lektura jest czymś rzadko spotykanym na rynku wydawniczym. Mało kto chce nam zdradzić tajemnice swojego bądź co bądź wspaniałego sukcesu. Dlatego gorąco zachęcam do przeczytania.  

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Babcia Rabuś Dawid Walliams


    David Walliams to brytyjski aktor i scenarzysta najbardziej znany jako współtwórca razem z Mattem Lucasem serialu komediowego „Mała Brytania”. Jego czwarta wydana książka „Babcia Rabuś” nie schodzi z list najpopularniejszych tytułów w Wielkiej Brytanii. Została przetłumaczona na 27 języków. Jest uznawana przez krytyków za jego najlepsza książkę.

    Ben ma niezwykłe zainteresowanie. Pociąga go wszystko co związane z hydrauliką. Widok błyszczących kranów, kolanek itp. to dla niego coś najpiękniejszego. Jego pasji nie podzielają rodzice, którzy jako miłośnicy tańca towarzyskiego wymarzyli sobie dla syna inny zawód. Widzą go na parkiecie, w różnorodnych, błyszczących strojach, gdy jako mistrz tańca prowadzi swoja partnerkę. Rodzice co piątek „randkują”( oglądają turnieje tańca i spędzają czas w restauracji), na ten czas odstawiając Bena do babci.
Chłopiec najbardziej na świecie nie lubi tych piątkowych wieczorów. Nudzi go gra w scrabble, nienawidzi kapuścianej zupy i takiegoż ciasta, którymi starsza pani go częstuje. Czas dłuży mu się niemiłosiernie, a na sam zapach potraw, które ma zjeść go mdli. Stara się wpłynąć na rodziców aby pozwalali mu zostawać samemu w domu, telefonuje do taty narzekając na ogromną nudę. Jest mu przykro bo wydaje mu się, ze babcia słyszy rozmowę. Następnym razem gdy nie jest w stanie zjeść glutowatego jajka na miękko, a głód już będzie mu doskwierał mocno, zacznie poszukiwania w kuchni choćby jakiś starych ciasteczek. Zamiast nich znajdzie puszkę pełną ..kosztowności. Ta jedna chwila powoduje zdecydowaną zmianę opinii Bena na temat babci. Nadejdą tajemnicze dni, które mimo, że będą wspólnie spędzone razem ze starszą panią, będą dla chłopca największą przygodą życia. Babcia zdecydowanie pokaże inne swoje oblicze a Ben przypomni sobie chwile z dzieciństwa, jak bardzo lubił przebywać z nią i słuchać jej opowieści.
   Jest to książka ,która mnie niesamowicie wyprowadziła w pole. Po wszelkich jej reklamach i opisach, spodziewałam się typowo lekkiej, wesołej lektury. I poniekąd taką też jest. Autor swoim specyficznym, lekko ironicznym humorem wprowadza nas w relacje rodzinne głównych bohaterów, świetnie kreśli ich trochę prześmiewcze charakterystyki, aby później zaskoczyć nas swoją łagodnością czy też formą powieści. Porozumienie babcia – wnuk prowadzi do niesamowitych ciągów zdarzeń. Spotykamy masę wspaniałych postaci, począwszy od zwariowanego sąsiada starszej pani, pomocnych policjantów po...angielską królową. To wszystko jest jednak przykrywką do poruszanego głównego tematu. Relacji rodzinnych, wzajemnego zrozumienia, szacunku.. Ukrywaniu naszych lęków ze strachu przed brakiem akceptacji. Obaw, czy jesteśmy dla innych tak ważni, jak oni są dla nas. Pozornej obojętności na to co się wokół dzieje.....Autor wprowadzając nas w zabawną z pozoru historyjkę, porusza bardzo ważne społecznie problemy. Sposób w jaki to robi zasługuje na największe uznanie.
Dodatkowych atutem powieści są znakomite ilustracje Tony'ego Rossa - przedstawione różne kreacje taneczne, czy też obraz babci ćwiczącej w bieliźnie jogę to mistrzostwo świata. Świetnie dopełniają tekst, powodując również szeroki uśmiech u czytelnika. Pochwalić trzeba również wydawnictwo, czcionka którą użyło, doskonale sprawdza się przy czytaniu tekstu przez młodego czytelnika. Ponieważ autor często stosuje też wypunktowania, treść jest dzięki temu bardzo przejrzysta.
Osobiście polecam „Babcię Rabuś” wszystkim. Starszym, młodym, smutnym, zakompleksiałym czy też wesołym. Jest to lektura, z którą mało, że spędzimy miło czas ale również dogłębnie nas poruszy. I tego wszystkim czytającym życzę.


piątek, 29 listopada 2013

Elfie, gdzie jesteś ? Marcin Pałasz


   „Elfie, gdzie jesteś” to kontynuacja bestsellera Marcina Pałasza „Sposób na Elfa”- historii psa prawie rasowego wziętego przez Dużego ze schroniska zwierząt. Pierwsza część pełna była zaskakujących zwrotów akcji , skrzyła się ogromną porcją humoru a przede wszystkim emanowała niesamowitym ciepłem, które momentalnie ogarniało czytelnika. Mieliśmy tam do czynienia z wątkiem miłosnym, sprawą kryminalną jak również ogromnie wścibską sąsiadką. Druga część zdecydowanie nie ustępuje pierwszej w mnogości zdarzeń oraz humoru sytuacyjnego. Elf już dwa miesiące wychowuje swoich ludzi – Dużego i Młodego. Jest zdecydowanie szczęśliwszy ponieważ Erka jego siostra znalazła wspaniałą panią. Czuje się zdecydowanie lepiej bo ten problem nie pozwalał mu w pełni cieszyć się swoimi ludźmi. Jest już środek wakacji i wszyscy marzą o wyjeździe. Elf dokonał również dużego wyczynu, nauczył siusiać się już jak dorosły pies. Co prawda kompletnie nie rozumie z czego się Duży z Młodym tak cieszą ale zdecydowanie umie się znaleźć w takiej sytuacji. Nie zwraca na nich uwagi. Instynkt to instynkt stwierdza i nic na to nie da się poradzić. Niestety młodego spotyka dramat ( przynajmniej tak mu się wydaje) i przeżywa bardzo trudne dni. Na poprawę zdecydowanie wpływa zakup, który dokonują razem z Dużym. Jeszcze muszą przeżyć problemy z pralką jak i znowu perypetie związane z niereformowalną sąsiadką i są gotowi do wyjazdu nad morze. I wtedy katastrofa !! Okazuje się, że Elf zaginął !! Poszukiwania trwają długo i jego właściciele są na skraju rozpaczy.. Okazuje się , że w Elfie drzemie zdecydowanie utajony pies policyjny, który budzi się zawsze znienacka. Coś (albo instynkt) każe mu robić pewne rzeczy już... a efekt jego poczynań jest zdumiewający...
Tak jak i w pierwszej części bardzo podobała mi się forma narracji naprzemiennie prowadzona przez Elfa z Dużym. Pies jest zdecydowanym znawcą ludzkiej psychiki a określenia tworzone przez niego powodują ogromny uśmiech u czytelnika. Jeż też znakomitym obserwatorem, któremu dosłownie nic nie umknie. Autor tylko w jego ukryty sposób potrafi nas bardzo szybko przekonać o tym, że słowa i myśli nam przedstawione faktycznie pochodzą z psiej głowy. Rozczula jego troska o swoich właścicieli jak i prowadzone zwycięskie polowania na muchy.
   Książka porusza również wiele poważniejszych zagadnień. Mamy tu wątek ekologiczny, poruszony jest tak ważny problem tolerancji, czy też funkcjonowania współczesnej rodziny. Walka dziecka z własnymi lękami to ogromnie ważna sprawa.
Seria o Elfie jest napisana wspaniale lekkim językiem. Czyta się ją tak jak połyka świeże bułeczki. Zdecydowanie w ogólnym rozrachunku wychodzi, że jest ich za mało. Tak samo z tekstem. Gdy już się skończy jesteśmy po pierwsze zdziwieni, że już, a po drugi smutni, że to już koniec. Marcin Pałasz potrafi nas w prowadzić w psi świat bez zbędnych określeń, dodatków czy też upiększeń. Gdy ten świat musimy opuścić, czujemy pewien niedosyt. Wystarczy jednak odrobina wyobraźni by dzięki fenomenalnym rysunkom pani Olgi Reszelskiej mieć Elfa cały czas przed oczami.
Polecam historię o Elfie naprawdę wszystkim a przede wszystkim tym co kochają zwierzęta – dla nich to powinna być lektura obowiązkowa. Na pewno się nie zawiodą i tak ja jak będą czekać na więcej. Tak więc – czekamy :)

wtorek, 26 listopada 2013

Kostka Iza Korsaj



    Iza Korsaj ukończyła filologię polską jest również absolwentką reklamy i marketingu medialnego na uniwersytecie Gdańskim. W 2012 roku debiutowała tomikiem opowiadań „Maski normalności”. Obecnie pisze kolejną powieść „Kolor obłędu”.

    Jerry planuje się oświadczyć. Jednak taka decyzja wymaga dokładnego przemyślenia
Czas spędzony przy dobrym winie nie podsuwa jednak konkretnych rozwiązań. Jest coś zdecydowanie „ale” co mocno przeszkadza w jego umyśle. Droga do domu mimo wypitego alkoholu wydaje się bezpieczna. W najgorszych koszmarach nie śniło by mu się jaką będzie faktycznie. To będzie czas kiedy musi zmierzyć się sam ze sobą. Ze swoim strachem, lękami z dzieciństwa, z całym swoim ja. Ułaskawić i ujarzmić gniew. Teoretyczny wybawiciel okaże się psychicznym i fizycznym katem. Jak Jerry wyjdzie z „pojedynku”? Czy jest w stanie wskazać z czego mógłby zrezygnować w życiu aby terapia się powiodła? Czy przeszłość okaże się silniejsza od niego i czy fatalne zbiegi przypadków nie są czasem reżyserowane? Jak wykorzysta czas nowego życia ?
Marvin marzy o całościowej Naprawie. Ten przystojny czterdziestolatek doskonale zna swoją wartość. Ogólnie szanowany lekarz. Tylko nieliczni wiedzą, jaki jest naprawdę. Tylko niektórzy przeszli przez piekło jego dobroci. Świetna znajomość psychologi oraz sztuczek manipulacyjnych, zdecydowanie pomaga w otrzymywaniu tego co chce, tego co sobie założy czy zapragnie. Jego fachowość jest widoczna na każdym kroku, tylko co z życiem osobistym? Co z jakimikolwiek uczuciami, pragnieniami? Naprawa jest tym, co ma go uszczęśliwić, przygotowuje się do niej długo, metodycznie, tu nie ma miejsca na fuszerkę. To ma być spełnienie swojego marzenia. Jego urlop, psychiczne Hawaje.

    Jak ważne jest to co wynosimy z dzieciństwa? Autorka w druzgoczący sposób pokazuje nam, jak wielki wpływ mają na nas chwile kiedy kształtuje się nasza osobowość. Jak wielką rolę odgrywa środowisko w którym przebywamy i ci, którzy powinni nas wspierać – rodzice. Nasze lęki nie przechodzą same, tkwią w nas w formie bolesnych wspomnień, cały czas dla nas nie do zaakceptowania. Bo czy można pogodzić się z czymś na co kompletnie się nie zgadzamy?.Troszkę mnie zmyliło określenie w zapowiedziach „Kostki” jako triller. Mnie ukazała się jako wspaniała powieść psychologiczna, która porusza nasze nawet najbardziej uśpione zakamarki umysłu. Powoduje napięcie i ciekawość od pierwszej do ostatniej strony. Powieść jest tak skonstruowana abyśmy ani przez moment nie przestawali być w napięciu. Wiele razy nie zgadzamy się z obrazem przedstawionym w treści, buntujemy się, jednak ciekawość jest silniejsza. „Kostka” nie pozwala ani na moment spokojnego oddechu. Nasz umysł będzie pracował cały czas, tu nie ma miejsca na odpoczynek. Tu mamy dążenie do Naprawy, tu jest terapia, której samo założenie już wydaje się nierealne. A jednak istnieje i ma się całkiem dobrze. Rozgaszcza się na dłużej, uśmiechając się pod nosem. Czytelnik zostanie wciągnięty w akt Naprawy, od której dosłownie cierpnie skóra. To w co zostajemy wplątani przeraża, ale z drugiej strony jesteśmy pełni podziwu dla samego terapeuty. A co ma do tego kostka? Myślę, że dla każdego będzie znaczyć coś innego. I waśnie to najbardziej w tej powieści mi się podoba – Jerry to może być dosłownie każdy z nas. Miejmy tylko nadzieję, ze nie trafimy na Marvina...


piątek, 22 listopada 2013

Zwyczaje , tradycje, obrzędy – Urszula Janicka- Krzywda


        Urszula Janicka- Krzywda – doktor nauk humanistycznych, etnografka, folklorystka, dziennikarka. Przez wiele lat pracowała w Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce, następnie w Muzeum Etnograficznym w Krakowie. Opublikowała kilkaset artykułów, rozpraw i pozycji dotyczących kultury ludowej Karpat. Sprawuje opiekę merytoryczną nad zespołami regionalnymi prezentującymi folklor babiogórski.

       „Zwyczaje, tradycje, obrzędy” to zbiór artykułów i esejów poruszających tematy polskiej kultury tradycyjnej, obrzędów, zwyczajów, wyobrażeń o świecie. Wszystkie one wyrosły na gruncie chrześcijańskim, ale sięgają do pradawnej symboliki i wizji świata. Autorka stara się nam je przedstawić w formie opowieści, dotykającej naszej rodzimej kultury jak i naszej tożsamości. Według autorki żyjemy w określonych cyklach, wśród których ważne miejsce zajmuje rytm doby i pór roku. Ważne jest to, że kulturę tradycyjną kształtowały dwa nurty- przedchrześcijański i chrześcijański, który jakby zdominował dawne wyobrażenia, zostawiając jednak wiele elementów przeszłości. Wiele pradawnych zwyczajów otrzymało nową, chrześcijańską interpretację a wszelakie zło zaczęto utożsamiać z piekielnymi mocami. Dawnym obrzędom nadano nowy sens istnienia. Ogromną rolę w tradycyjnej kulturze mają ciała niebieskie – decydują o codziennym życiu, przynoszą szczęście i niedolę, a człowiek cały czas stara się uzyskać ich przychylność. Duże znaczenie miały również żywioły : woda, ogień, wiatr. Szczególnie zła sławą cieszyły się rozstajne drogi, postrzegane były jako miejsca ogromnie niebezpieczne. Sądzono, że są one siedliskiem demonów i piekielnych mocy. Tu grzebano zwłoki samobójców czy też sytuowano miejsce kaźni. Stad w tych miejscach taka ilość kapliczek i krzyży przydrożnych, których obecność miała być straszakiem na wszystkie siły piekielne. Bezpiecznym miejscem był dom – symbol kosmosu. Miejsce to należy chronić aby nie zalęgło się tutaj zło i dbać aby relacje między domownikami nie zostały zniszczone.
Książka została podzielona na części : Radość świętowani, W kręgu istnienia, Owoce ziemi. Mnie osobiście ogromnie zaintrygował rozdział dotyczący wierzeń i przesądów związanych z rosą. Uważano, że rosa padająca na bydło wzmacnia jego mleczność. W górach sądzono również, że ma ona wpływ na gęstość owczego runa. Parający się czarami, często używali jej do swoich niecnych praktyk. Zbierana w odpowiedni sposób i o określonej porze mogła stać się zarówno lekarstwem jak i groźną, magiczną substancją. Wyjątkowe właściwości oczyszczające, lecznicze i upiększające posiadała rosa zbierana 1 maja. Chorym na febrę przemywano nią oczy a przy zawrotach głowy zalecano wciąganie jej do nosa. Rosa była bardzo pomocna w przewidywaniach meteorologicznych opartych na obserwacjach przyrody. Brak jej w lecie zapowiadał nadejście słoty, zaś jej mnogość – gwarantowaną, słoneczną pogodę. Niesamowity jest też rozdział o pszczołach, ich tajemnicach i legendach (np. według ludowych wierzeń pszczoły mają nieśmiertelną duszę, podobnie jak człowiek)

        Autorka w sposób niezwykle przystępny prowadzi nas przez cały rok omawiając chrześcijańskie święta, zwracając również uwagę na wydarzenia historyczne. Publikacja pełna jest przysłów i ludowych porzekadeł, które świetnie wzbogacają treść. Książka jest wydana bardzo przejrzyście i łatwo znaleźć temat, który nas osobiście interesuje. Zawarte wiadomości i ciekawostki czyta się świetnie, w pewnych momentach nawet zdecydowanie lepiej niż powieść. Widać, że autorka wykonała niesamowity ogrom pracy, przygotowując się do jej napisania.. Warto jest pamiętać o swojej tożsamości i sięgać po tego typu tytuły. Ten jest naprawdę godny polecenia.

czwartek, 14 listopada 2013

Dziennik Cwaniaczka Zrób to sam ! Jeff Kinney



     Jeff Kinney to amerykański pisarz, rysownik, projektant gier on line. Napisał między innymi serię książek pt. „Dziennik Cwaniaczka”( w Polsce wydano siedem tomów, dwa w przygotowaniu). W tym momencie już trzy tomy doczekały się adaptacji filmowych.


    Głównym bohaterem serii jest Greg Heffley, nastolatek chodzący do gimnazjum. Swoje codzienne przeżycia, pomysły jak i przemyślenia zapisuje w formie dziennika. Ma zarówno starszego jak i młodszego brata, za którymi nieszczególnie przepada. Dużo miejsca poświęca w zapiskach mamie, jako osobie najbardziej nim dyspozycyjnej. Greg doskonale wie, że tak jak mama zadecyduje tak ma być, i lepiej nie próbować dyskutować. Jego zapiski są świetnie ilustrowane, rysunki przypominają trochę komiks z racji wielu śmiesznych dymków nad nimi. Cwaniaczek ma wiele pomysłów, które zwalają z nóg czytelnika, lub powodują jego ataki śmiechu. Najciekawsze jest to, że to co mnie bawi w treści, niekoniecznie śmieszy moją małą latorośl, a to z czego mój syn skręca się ze śmiechu, mnie czasem hmmm, mocno zastanawia.
    „Zrób to sam” to część serii, gdzie młodzi czytelnicy mogą się wykazać swoja pomysłowością i kreatywnością . Jest to zeszyt w którym można wykonywać różne prace. Niektóre mają bezpośredni związek z treścią poprzednich tomów serii, inne są zupełnie z nimi nie związane. I tak na przykład mamy tu różne testy z podchwytliwymi pytaniami (czy kiedykolwiek zostałeś wyrzucony z domu przez rodziców twojego przyjaciela lub czy komuś zmieniałeś pieluchę, czy próbowałeś zrobić balona z rodzynek zamiast gumy do żucia ?). Młody czytelnik również może stać stać się autorem komiksów – na przykład kończyć rysunki z poddanym już testem, lub tworzyć od początku swoje osobiste. Gdy ma ochotę zabawić się w przepowiadacza przyszłości, to również ma taką możliwość. W dzienniku są do wykonania prace zarówno pisemne jaki plastyczne. Można stworzyć portrety  swojej świetności, czy też narysować najbardziej ulubioną kanapkę. Dosyć duża cześć, to strony przeznaczone do spisania swojej własnej historii. Może to być życiorys, czy też z próby pisania powieści. Jest też odpowiednie miejsce dla młodego zbieracza autografów, czy też miłośnika różnorodnych cytatów. Są rzeczy, które powinieneś zrobić zanim się zestarzejesz, czy też odpowiednio stworzone reguły dla twojej rodziny.
Akurat ten tom serii ogromnie mi się podoba. Pozwala aby młody czytelnik tworzył swoje arcydzieła, ćwiczył się nie tylko w rysowaniu ale także w pisaniu tekstów. Zdecydowanie pobudza wyobraźnię. Na pewno ten dzienniczek zmusza do pewnego wysiłku (czego akurat młodzi niekoniecznie lubią) ale robi to w sposób nienachalny, poddaje pomysły, więc cała reszta zależy od zapału młodego użytkownika. Bardzo podoba mi się tutaj wielka różnorodność rzeczy, które można wykonać począwszy od zbudowania swojej kapsuły czasu, po stworzenie własnego drzewa genealogicznego, co już na pewno wymaga sporo pracy.
Świetna jest szata graficzna, która zachęca do czytania nawet opornych.
Jest to zdecydowanie bardzo dobra interaktywna książka, która powinna spodobać się nie tylko męskiej części młodych czytelników. Pośród wielu tego typu publikacji na rynku, ta zdecydowanie przebija pomysłowością autora w doborze różnorodnych poleceń do wykonania. Ponadto dzięki rysunkom, zawiera wiele elementów humorystycznych, które dodatkowo uatrakcyjniają i umilają przeglądanie. Polecam jako świetny prezent na Mikołaja !

czwartek, 7 listopada 2013

„Sposób na Elfa” Marcin Pałasz

   Marcin Pałasz to pisarz dla dzieci i młodzieży, autor słuchowisk. Debiutował w 2004 roku książką „Opowieści z krainy Potworów”. Jest między innymi autorem „Wakacje w wielkim mieście”i „Wszystko zaczyna się od marzeń”. Związany również jest ze światem reklamy. W 2013 roku został Laureatem 20 Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego. Nagroda ta została ustanowiona 1994 roku i jest przeznaczona dla polskich autorów książek opublikowanych w roku poprzedzającym konkurs i przeznaczonych dla dzieci.

    Elf to sześciomiesięczny kundelek, który wraz z siostrą bliźniaczką trafił do schroniska. Nie może sobie wyobrazić, że gdzieś są łąki i drzewa i nie trzeba przebywać w zamknięciu. Dlatego z niecierpliwością czeka aby ktoś go zabrał i pokazał co to spacer. Czeka na człowieka, którego będzie mógł "wychować”.
Marcin  to autor książek, który wraz ze swoim synem Młodym, przeprowadza się do nowego mieszkania. Pewnego dnia widzi w internecie, na stronie schroniska Elfa i od tej pory marzy, aby stał się on pełnoprawnym członkiem jego rodziny.
Całą historię poznajemy poprzez narrację Elfa i Marcina – Dużego. Dzięki temu możemy zapoznać się z historią i porównać wydarzenia z dwóch stron – pieska i jego właściciela. Gdy Elf zawita już w domu Dużego to nastanie okres wzajemnego poznawania i wychowywania. Przeczytamy mnóstwo zabawnych historii gdzie Elf np. będzie walczył z krwiożerczym dywanem czy też innymi Śmiertelnie Groźnymi Rzeczami, jak również okaże się wspaniałym tropicielem ( prawie jak szkolony pies policyjny) i tu niespodzianka – stanie się przyjacielem kotów. Znakomite są przemyślenia i obserwacje ludzi dokonane przez Elfa. Są one niezwykle trafne i nieraz nie sposób się uśmiechnąć przy jego jakże celnych komentarzach. Wzruszająca jest jego tęsknota i troska o pozostawioną w schronisku siostrę, Erkę.
Wspólne poznawanie się bohaterów, prowadzi często do zadziwiających konkluzji i to co dla jednej strony wydaje się całkowicie nie do przyjęcia, dla drugiej okazuje spełnieniem marzeń. Ciekawy jest również poruszony temat relacji sąsiedzkich.. Nie ominie bohaterów wścibstwo jednej z sąsiadek i kłopoty z tym związane. Będziemy uczestniczyć również w wątku kryminalnym, gdzie zdecydowanie dużą role odegra Elf.
Książka została pięknie zilustrowana przez Olgę Reszelską. Jej prace dodają niesamowitego uroku a sam Elf, ze swoimi dużymi oczami , wydaje się aż wychodzić z okładki.
Zastanawiałam się komu tę książkę najbardziej polecić. Czy dzieciom czy dorosłym. Dla jednych i dla drugich jest na pewno godna uwagi lecz myślę, ze rodzice powinni przeczytać ją obowiązkowo. Przedstawione, bardzo dobre relacje ojca z synem nie biorą się z niczego. Poprzedza je ciężka praca z obu stron, która opiera się na wzajemnych, szczerych rozmowach, obopólnej pomocy. Jak często zapominamy, o tym, że rozmowa jest podstawową formą komunikacji, i że gdy jej brak, nie ma więzi lub są one dużo słabsze. Tak często wydaje nam się, że wystarczy być blisko, lecz jednak okazuje, ze młody człowiek potrzebuje od nas dużo, dużo więcej. Autor w sposób niezwykle delikatne stara się nam przekazać te prawdy. Dlatego uważam, że „Sposób na Elfa” jest niezwykle wartościową pozycją. Wzruszającą, ciepłą i zmuszającą do przemyśleń. Zdecydowanie polecam.

piątek, 1 listopada 2013

„Dziewczyny i chłopaki. Niepotrzebne skreślić” Sławomir Hanak

     Sławomir Hatak już w szkole podstawowej napisał swoją pierwszą powieść przygodową. Przez klika lat tworzył teksty do amatorskiej grupy rockowej, której był wokalistą. Napisał mnóstwo okazjonalnych wierszyków i piosenek. Powieść „Dziewczyny i chłopaki. Niepotrzebne skreślić” jest jego debiutem wydawniczym.

    Walka płci znana jest od wieków. Już w dzieciństwie to co niby wypada jeszcze na przykład chłopcom, niekoniecznie jest tolerowane u dziewczynek. Książka jest przykładem tego co mogą myśleć o tym obie płcie, tu akurat chodzące do trzeciej klasy szkoły podstawowej. Dzieje się mnóstwo !!. Walka trwa !! W dwóch osobnych obozach są dziewczęta (Martyna i jej przyjaciółki )
i chłopcy (Smalec z kolegami) . Jedni drugich zdecydowanie potępiają w każdej rzeczy, począwszy od zainteresowań a skończywszy na spędzaniu wolnego czasu. Wszystko co jest robione przez przeciwny obóz jest złe (prawie) i powinno się to wyśmiać. I jedna i druga grupa serdecznie współczuje pani wychowawczyni, że musi tolerować ich „przeciwników” i są pewni, ze tak naprawdę rozumie tylko ich. Nauczycielka oprócz tego, że musi pełnić rolę mediatora, stara się aby grupy zaczęły ze sobą współpracować. Okazuje się to niesłychane trudne, bo jeśli jednostkowo (Smalec i Martyna) pewne współdziałanie może zaistnieć, to już z większą grupą jest spory problem. Obie strony zdecydowanie czekają raczej na wzajemne potknięcia a współpraca im zdecydowanie nie w głowie. Nie chcą jej, uważając, że zawsze wszystko robią sami najlepiej. Mimo przedstawianej walki płci książka jest niebywale sympatyczna i ogromnie zabawna . Dorosłym miło znów znaleźć się w szkole, powspominać i przypomnieć sobie jak to kiedyś wyglądało, jakie miało się wielkie problemy i pewnie okaże się, ze były one bardzo podobnie do tych opisanych. Dla młodych czytelników jest to zdecydowanie ich chleb powszedni, świetnie się znajdują w zarysowanych sytuacjach , identyfikują się z przedstawionymi bohaterami. Szybko polubimy całą trzecia klasę, zaśmiewając się zarówno ze zwariowanych pomysłów chłopców jak i dziewcząt. Zarówno Martyna i Smalec tak naprawdę są mądrymi dziećmi, mają swoje poważne zainteresowania, które stale starają się rozwijać. Pech chce tylko, że są innej grupie a tak właściwie innej płci i nie za bardzo wypada im na lepsze porozumienie. Dziewczyny twierdzą o chłopcach np. „oni nie są tak zwyczajnie głupi, oni są NADZWYCZAJNIE głupi !!” i „chłopcy to po prostu wybryk natury,” Młodzi mężczyźni narzekają, że najbardziej ich wnerwia, że tym dziewczynom wszystko wolno, i że świat byłby zdecydowanie lepszy bez nich. Wstyd się przyznać, ze tę drugą stronę można trochę lubić i czasem przyznać jej trochę racji. Najśmieszniejsze jest to, że jedni i drudzy są w głębokim przekonaniu o zdecydowanej swojej dominacji.
Książka ma bardzo ciekawą szatę graficzną. Wygląda po otwarciu jak zeszyt szkolny w jedną linię. Mamy tu marginesy, moc rysuneczków takich jak tworzyliśmy na lekcjach, gdy kompletnie nas omawiany temat nie ciekawił. Notatki w nim są prowadzone naprzemiennie, raz narratorem jest Martyna a raz Smalec ( stosowana dodatkowo różna czcionka) .

Książkę zdecydowanie polecam . Będzie atrakcyjną lekturą zarówno dla młodego czytelnika jak i dla tego, który już szkolny czas zatarł mu się pamięci. Zarówno jedni i drudzy będą się znakomicie bawić.

sobota, 26 października 2013

Przepraszam czy tu straszy? Niesamowita opowieść dla dzieci. Marcin Przewoźniak


Marcin Przewoźniak – pedagog, dziennikarz, bajkopisarz, poeta. Jego wiersze można znaleźć w podręcznikach do szkoły podstawowej. Jest autorem pierwszej polskiej „Wielkiej encyklopedii krasnoludków” oraz bestsellerowego „Poradnika małego skauta”.Jego książki przetłumaczona na węgierski i słowacki.

„Przepraszam czy tu straszy” to książeczka pełna niesamowitego klimatu. Piękny, biały dworek z brązowym dachem zostaje kupiony przez rodzinę Poświatowskich. Zarówno tata jak i mama to osoby bardzo zapracowane i lekko uzależnione ( zwłaszcza głowa rodziny) od telefonów komórkowych i tabletów. Nowe lokum wydaje im się spełnieniem marzenia posiadania swojego , wyjątkowego domu. Wszystko jest dobrze,do momentu, gdy okazało się, że nie są jego jedynymi mieszkańcami. Ludzie z pobliskich terenów już od dawna byli przekonani, że dworek zamieszkują duchy i absolutnie się nie mylili. Od tej chwili zacznie się walka o swoje terytorium obu rodzin. Rodziny Poświatowskich – nowych lokatorów , z familią Zaświatowskich mieszkających w dworku od ponad dwustu lat. Obydwie strony będą stosować różne metody i sposoby walki aby się nawzajem pozbyć. Wszystkie te ich poczynania doprowadzają czytelnika (zarówno młodego jak i starszego ) do ataków niekontrolowanego śmiechu i ogromnej ciekawości, co też jeszcze oni wymyślą. Szala zwycięstwa przeważa raz na jedną, raz na drugą stronę i ciężko wytypować potencjalnego wygranego. Powoli jedna i druga rodzina wymyśla wyrafinowane sposoby pozbycia się drugich. Wydarzy się jednak coś, co zbliży do siebie potencjalnych wrogów i zmusi ich do współdziałania. Wtedy okaże się, że mogą być oni sobie wzajemnie bardzo pomocni i tak właściwie jedni drugim nie przeszkadzają. A miejsca w dworku jest mnóstwa dla wszystkich, ale czy będą chcieli razem zamieszkać ? Wielką rolę w opowieści i odgrywają dzieci obu par, które doskonale znają techniczne nowinki i uczą swoich rodziców ich wykorzystania w trwającym konflikcie. Na tym tle bardzo mnie urzekła rozwijająca się przyjaźń pomiędzy kotem Myszonem a starym duchem myszki - Luną. Nie przeszkadza im to, ze jedno jest duchem na dodatek myszy, a drugie żywym kotem, ale świetnie się dogadują i jako pierwsi podjęli „rozmowy pokojowe”.
Opowieść dotyka także tematu życia i funkcjonowania współczesnej rodziny. Tego, jak wiele czasu zabierają nam najnowsze zdobycze techniki; telefony, komputery i telewizor i jak mało zostaje nam go dla naszych najbliższych. Przemyca również problem współdziałania przy zagrożeniu. Jeśli będziemy ze sobą współpracować, spróbujemy się porozumieć, jesteśmy bliscy zwycięstwa a nawet jeśli niestety odniesiemy porażkę , to wspólnie lepiej nam będzie ją znieść.
Książeczka przeznaczona jest szczególnie dla dzieci, którym strach niegroźny, które lubią się bać i podobają im się różne stwory i zmory, i nie przeszkadzają one im potem w zaśnięciu. Historia ma w sobie ogromny dreszczyk emocji, lecz wielka dawka humoru zdecydowanie niweluje strach . Dorośli zdecydowanie mogą również po nią sięgnąć, poruszane w niej problemy dotyczą tak samo dzieci, jak i starszych czytelników.
Opowieść jest przepięknie ilustrowana przez Katarzynę Kołodziej. Jej ilustracje bardzo realistycznie przedstawiają nam członków obu rodzin i ogromnie łatwo jest nam ich sobie wyobrazić. Dobór odpowiednich sino-fioletowych kolorów do rodziny duchów – Zaświatowskich powoduje, że faktycznie wydaja się oni lekko przerażający. Zilustrowane sposoby duchów na wystraszenie nowych lokatorów są niezwykle realistyczne.

Serdecznie zapraszam do białego dworku z brązowym dachem – oj, będzie się działo..

czwartek, 24 października 2013

Stare parowozy w Polsce. Dariusz Jędrzejewski

Dariusz Jędrzejewski – fotograf i dziennikarz. Od 1993 roku publikuje artykuły o tematyce turystycznej w czasopismach Wydawnictwa Bauer. Od lat współpracuje również z wydawnictwami MUZA i Carta Blanca. W 2010 roku jego książka „Zakątki na urlop i weekend” otrzymała wyróżnienie Magellana przyznawane przez „Magazyn Literacki KSIĄŻKI, w kategorii „Przewodniki dla aktywnych”.
„Stare parowozy w Polsce” to przepięknie opracowanie wydane przez MUZA SA w cyklu „Ocalić od zapomnienia”. W pierwszej części zapoznamy się z krótką historia kolei, dowiemy się jak szybko następował jej rozwój i którzy inżynierowie ( w tym również polscy) mieli w tym udział. Omówiono dokładnie jakie strategie panowały przy budowie pierwszych linii kolejowych na świecie. Po prawej stronie tekstu znajduje się słowniczek, który dokładnie objaśnia znaczenie mniej znanych określeń związanych z kolejnictwem. W kolejnych rozdziałach zapoznajemy się z opisami polskich i europejskich parowozów oraz tras po których kursowały . Pozostałością po nich są parowozownie i muzea kolei, które autor nam bardzo dokładnie przybliża. Widać, ze wielką miłością autora są kolejki wąskotorowe, które dawniej były ośrodkami lokalnego transportu w całej Polsce. Dziś wiele z nich służy jako duża atrakcja turystyczna. Są to między innymi Przeworska Kolej Wąskotorowa czy też Świętokrzyska Kolej Dojazdowa. Dużo informacji zawiera rozdział poświęcony Chabówce. Tutaj austriaccy planiści w drugiej połowie XIX wieku rozpoczynali projektowanie Galicyjskiej Kolei Transwersalnej. Miała to być górska alternatywa dla poprowadzonej u podnóża Karpat Kolei Galicyjskiej, łączącej Kraków z Lwowem. Wieś Chabówka znalazła się trasie nowej linii kolejowej Cesarstwa Austro -Węgierskiego, która w całości oddano do użytku 1884 roku. Linia ta łączyła Czadcę ( obecnie Słowacja) i Husiatyn ( obecnie Ukraina). Cała trasa linii kolejowej liczyła 800 km i była jednym ze strategicznych ciągów komunikacyjnych na wypadek wojny z Imperium Rosyjskim. Chabówka nabrała dużego znaczenia, gdy w 1899 roku wybudowana została prywatna linia Chabówka – Zakopane, i awansowała do roli stacji węzłowej. W tym momencie znajduje się tam skansen taboru kolejowego. Od 1986 roku gromadzono w lokomotywowni w Suchej Beskidzkiej parowozy, wagony, urządzenia kolejowe a w 1993 roku przeniesiono ten zabytkowy tabor właśnie do Chabówki. W swoich zbiorach skansen posiada 51 parowozów( w tym osiem czynnych) 25 sprawnych wagonów pasażerskich, 55 wagonów towarowych i wiele innych urządzeń. Jest to miejsce niezwykle urokliwe , w którym czujemy jakby czas się na chwilę zatrzymał. Ogrom niektórych maszyn sprawia, ze jesteśmy pełni podziwu dla konstruktorów, że potrafili zarówna nadać im wdzięk jak i je poruszyć.
Równie ciekawa jest Świętokrzyska Kolej Dojazdowa. Jej historia sięga I wojny światowej. Pierwszy jej odcinek Jędrzejów – Motkowice zbudowały w 1915 roku wojska austriackie. Sieć była systematycznie rozbudowywana . Potężny system rozciągający się od Gór Świętokrzyskich, przez Ponidze aż do Krakowa liczył 308 km. Przy braku lokalnych dróg zaspakajał potrzeby transportowe i pasażerskie całego tego ogromnego obszaru. Naprawdę szkoda, że wielu tras w tej chwili nie ma, ponieważ podróż pociągiem zawsze miała swój niesamowity klimat a widoki były dodatkowym atutem.
Książka jest przepięknie ilustrowana zarówno kolorowymi zdjęciami robionym przez autora, jak i archiwalnymi już fotografiami lokomotyw i ich części składowych. Parowozy jako modele sprawdzają się świetnie i naprawdę trudno od nich oderwać oko.
Książkę polecam nie tylko zapalonym miłośnikom kolei lecz również tym, którzy mile wspominają z dzieciństwa podróże, gdy wagony ciągnęły wspaniałe parowozy a ich gwizd słychać było z daleka.

wtorek, 15 października 2013

Zachcianki pod kontrolą. Jak opanować pokusę jedzenia? - Virtue Doreen


Doreen Virtue to specjalistka w dziedzinie zdrowego żywienia oraz emocjonalnego i fizycznego głodu .Jest między innymi autorką książek „Anielska dieta. Odżywianie na duchowej ścieżce” i „Uzdrawianie duszy i ciała”.

„Zachcianki pod kontrolą” to dokładny poradnik co mamy robić, gdy zawładnie nami pokusa jedzenia, zdecydowanie silniejsza od nas. Dużym plusem jest to, że autorka sama przedstawia swój były problem- ogromne uzależnienie od tortów, czekolady i pieczywa. Jej rady wydają nam się przez to bardziej prawdziwe i łatwiejsze w zastosowaniu . Autorka zwraca czytelnikowi uwagę ogólnie na organizm i na to, że każda zachcianka żywieniowa związana jest z typem osobowości i problemami emocjonalnymi danego człowieka. Jako jeden z najważniejszych narządów wskazuje żołądek( ogólnie też brzuch), i nazywa go centrum naszych emocji. Autorka uważa, że zachcianki pojawiają się z dwóch powodów ; jako pragnienie aby emocjonalnie poczuć się lepiej oraz jako chęci zmiany naszego poziomu energii.
Książka podzielona jest na części
  1. Zaufaj swojemu organizmowi – tu dowiemy się np. jakim typem żarłoka emocjonalnego jesteśmy lub dlaczego jemy więcej w bufetach i podczas świąt (np. im więcej rodzajów jedzenia, tym więcej zjemy gdyż instynkt będzie dążył do zaspokojenia wszystkich potrzeb żywieniowych)
  2. Interpretacja zachcianek żywieniowych- tu już mamy konkretne porady jak pomóc samemu sobie w zwalczaniu pokus jedzeniowych , jak ważny przy tym jest nasz nastrój, oraz jak duży jest wpływ pokarmów na wzrost serotoniny (wytwarzanej głównie w czasie snu ).
  3. Naukowe podejście do zachcianek żywieniowych - tu znajdziemy dokładny opis jakiego rodzaju potrawy są jakby odpowiednikami naszych emocji i potrzeb np. ciasta i ciasteczka -pragnienie przytulania, przyjemności i wsparcia, słone przekąski – uczucie gniewu , niepokoju i stresu a masło orzechowe – potrzeba rozrywki.
  4. Zestawienie zachcianek żywieniowych – dokładna tabela naszych potrzeb jedzeniowych i ich najbardziej prawdopodobna interpretacja.
Najogólniej książka jest o leczeniu naszego apetytu. Autorka podkreśla, że najważniejszą rzeczą jest poznanie przyczyny , dlaczego sięgamy akurat po dany produkt czy potrawę, i to jest podstawą do osiągnięcia później zwycięstwa. Jeżeli będziemy umieć powiązać pewne potrawy z naszymi emocjami, bardzo łatwo osiągniemy sukces w zwalczaniu naszych zachcianek żywieniowych i będziemy mieli nad nimi pełną kontrolę.
Książkę naprawdę warto przeczytać, jest napisana w bardzo przystępny sposób a podane w niej wiadomości naprawdę potrafią zadziwić. Spróbujmy stawić czoła naszym zachciankom i przy pomocy Virtue Doreen rozprawmy się z nimi.






piątek, 11 października 2013

Autorka "Szarych śniegów Syberii"- Ruta Sepetys w Polsce

Spotkaj się z autorką "Szarych śniegów Syberii"! Ruta Sepetys będzie gościem Targów Książki w Krakowie! Sobota, 26 października, godz. 11, sala seminaryjna 2.




Piętnastoletnia Lina mieszka wraz z rodzicami i młodszym bratem w Kownie, gdzie jej ojciec jest rektorem uniwersytetu. Dziewczyna, mimo trwającej wojny, nie traci pogody ducha, pasjonuje ją malarstwo. Nagle, w 1941 roku, jej świat zostaje na zawsze zburzony. Oficerowie NKWD wywlekają całą rodzinę z domu i wsadzają do pociągu. Podróż będzie trwała długo, a jej celem okaże się obóz pracy na Syberii, gdzie Lina wraz z matką i młodszym bratem będzie musiała walczyć o przetrwanie. Nadzieję mogą dać tylko miłość i… sztuka. Wrażliwa dziewczyna, dokumentując życie obozowe, w rysunkach ukrywa wskazówki, które mają ułatwić ojcu odnalezienie bliskich. 

wtorek, 8 października 2013

„Manuskrypt pisany na śniegu” Luis Garcia Jambrina


Luis Garcia Jambrina- wykładowca i kierownik Katedry Literatury Hiszpańskiej Uniwersytetu w Salamance. Jest autorem licznych esejów i artykułów naukowych na temat literatury (w 1999 roku zdobył nagrodę im. Fray Luisa de León za najlepszy esej roku), redaktorem opracowań i antologii klasyków hiszpańskiej poezji. Autor powieści „Kamienny Manuskrypt”.

„Manuskrypt pisany na śniegu” to dalsza część pierwszej książki autora. Wątki i przedstawiona historia z powodzeniem jednak pozwala na czytanie jej bez znajomości poprzedniego tomu. Autor zaprasza nas do Salamanki , przełom XV i XVI wieku. Jest to czas pozornego spokoju po podpisaniu paktów między możnymi, lecz wyznaniowe konflikty między chrześcijanami, żydami i Maurami cały czas trwają i powodują ogromne polityczne napięcie.
Główny bohater Fernando de Rojas – młody bakałarz praw jest powołany przez rektora Uniwersytetu, do rozwiązania zagadki – serii nietypowych morderstw. Pierwsze znalezione zwłoki studenta mają obcięte dłonie. Denat okazuje się nałogowym graczem w karty i na dodatek świetnym szulerem. Fernando próbuje dociec czy to porachunki pomiędzy grającymi, czy to zupełnie inna sprawa. Sytuacja w Salamance – konflikty pomiędzy zakonami , rodami nie sprzyjają w prowadzeniu śledztwa. Młody bakałarz szuka pomocy przede wszystkim u Łazika – chłopca, który ,uciekając przed strażnikami miejskimi, znalazł we wnętrzu porzuconej na ulicy glinianej kadzi pierwsze zwłoki. Okazuje się on młodzieńcem niezwykle inteligentnym, ma szerokie „znajomości” w mieście, które zdecydowanie pomagają w prowadzeniu trudnego śledztwa. Pomiędzy nim a Fernandem zawiązuje się serdeczna przyjaźń. Bakałarz pragnie dla chłopca lepszego życia. Zachęca go do studiowania , obiecując finansową pomoc. Łazik nie przyzwyczajony do zainteresowania jego osobą z początku jest ogromnie nieufny, z czasem rozumiejąc jednak, że intencje Fernanda są jak najlepsze. Drugą osobą która dużo wnosi do prowadzonego śledztwa jest dominikanin Antonio de Zamora. Ma bardzo lotny umysł, i umie świetnie łączyć usłyszane fakty. Fernando może na niego zawsze liczyć a ponieważ przyjaźnią się od dawna wie, że efekty śledztwa nie przeciekną dalej.
„Manuskrypt pisany na śniegu” jest to zarówno świetna powieść historyczna jak i bardzo dobrze skonstruowany kryminał. Z ciekawością zagłębiamy się w mroczne uliczki Salamanki, gdzie nocą zapale ze sobą wojują młodzi chłopcy ze strażą miejską, i zdecydowanie kibicujemy tym pierwszym. Poznajemy układy panujące w mieście, zasady funkcjonowania uniwersytetu i ciekawy sposób komunikowania się studentów z rodzinami , czy też spotykamy pierwszą kobietę studiującą na hiszpańskim uniwersytecie Luisę de Medrano. Przez strony powieści przewijają się ciekawe postacie historyczne – królowa Izabela Katolicka, arcybiskup Santiago de Compostela Alonso II de Fonseca oraz późniejszy święty kościoła katolickiego i patron Salamanki Juan de Sahagun. Natomiast prowadzone śledztwo jest skutecznie utrudniane przez wielu szlachciców. W pewnym momencie życie Fernanda de Rojas dosłownie wisi na włosku ,pomimo tego, ze działa w imieniu rektora Uniwersytetu i jako osoba prawna powinien być nietykalny. Zewsząd napotyka na opór, nikt nie chce w jakikolwiek sposób z nim współpracować, tak że w pewnym momencie myśli o rezygnacji z powierzonego zadania. Ilość zamordowanych powoli napawa go przerażeniem i dlatego zaczyna bać się o życie swoich przyjaciół, zarówno Łazika jak i dominikanina Antonia. Nie chce aby z jego powodu stała im się jakaś krzywda , tym bardziej , ze sprawa zamiast się wyjaśniać jeszcze bardziej się gmatwa. Czy w rezultacie zdolny bakałarz praw poradzi sobie ze śledztwem ? Tak, i to przy pomocy najmniej spodziewanych osób. A rozwiązanie naprawdę będzie zaskakujące. Polecam!

piątek, 4 października 2013

Anielski kokon Karolina Wilczyńska

Karolina Wilczyńska jest laureatką ogólnopolskiego konkursu literackiego „Świat Kobiety”, zwyciężczynią konkursów na opowiadanie „Secretum Calligo”oraz „Littera Scripta”. Mieszka w Kielcach i jest autorką takich powieści jak „Performens”i „Ta druga”

Olga jest skromną dziewczyną. Nie lubi tłumów, hałasów, ceni sobie spokój swojego domu i jego intymność . Uwielbia różnorakie aniołki, które kolekcjonuje - ma również ich figurki odpowiadające każdemu dniu tygodnia. Dziewczyna pracuje w dużej korporacji, gdzie mimo naprawdę ciężkiej pracy czuje się kompletnie niedoceniana zarówno przez szefa jak i współpracowników. Jako jedynego wiernego towarzysza ma pieska , który ją codziennie odprowadza do pracy, jak i czeka na nią kiedy z niej wraca. Olga jest w związku z przystojnym Gaborem, obiektem westchnień koleżanek, z którym wychodzi do klubów i na nocne imprezy. Nie lubi tego jednak. Najlepiej czuje się we własnym domu. Zaczyna wątpić w szczerość w związku i zastanawia się nad jego zakończeniem. Dni Olgi są bardzo podobne jedne do drugich. Wszystko się zmienia w dniu, kiedy odbiera w pracy pocztę elektroniczną treści ,,Zostałaś wybrana, by stać się aniołem” Ananke. Jest przekonana, ze to dowcip informatyków, jednak maile od tajemniczego nadawcy powtarzają się. I od tego momentu tak naprawdę zacznie się walka pomiędzy dobrem a złem. Pomiędzy prawdą a fałszem, zakłamaniem a szczerością. Codzienna rzeczywistość Olgi zmienia się w ogromne napięcie, niedowierzanie i walkę samej z sobą. Komu ma wierzyć, kto oszukuje, kto naprawdę chce jej dobra? Niedaleko niej , w innym mieszkaniu na jej osiedlu młody chłopak próbuje zrozumieć jej zmianę zachowania. Czy on też widzi to co ona? Czy jest wtajemniczony? Czy tak naprawdę jest jedyną osobą którą obchodzi los Olgi? Codzienność dziewczyny powoli zamienia się w koszmar. Nie wie w co ma wierzyć, co jest może jej urojeniem. Czy naprawdę jest powołana do czynienia dobra? Czy Ananke poprowadzi ja w dobrą stronę? Olga balansuje na pograniczu normalności i choroby. Nie potrafi ich odróżnić, za to fenomenalnie wyczuwa zło i dobro. Nienawidzi zła, chce pomóc w jego unicestwieniu, pragnie dawać i uświadamiać ludziom dobro, w każdej postaci. Zastanawia się czy realność naprawdę jest prawdziwa a to co jej się wydaje fikcją błędne? Nie szuka pomocy u bliskich – matki, Gabora, szuka jej w sobie. Stara się jak najlepiej zinterpretować dane jej wskazówki, analizuje je wielokrotnie, czy jednak dokona dobrego wyboru?
„Anielki kokon” to powieść, która zapada głęboko w duszy. Zawiera mnóstwo wieloznaczności, których tak naprawdę jako czytelnik nie jesteśmy pewni. Staramy się odnaleźć w równoległym świecie, zrozumieć o co naprawdę chodzi Ananke , zostajemy jednak z wieloma pytaniami bez odpowiedzi. Co było fikcją w życiu Olgi, co urojeniami spowodowane chorobą, musimy zdecydować sami . Trudno jest jak na czytelniku spoczywa taka odpowiedzialność. Męczymy się i pytamy – dlaczego? Pokazane prawdy, samolubność, ignorancja , dążenie do własnych celów wszystkimi sposobami – atakują. Ciężko zrozumieć świat, gdzie dobro drugiego człowieka jest ignorowane a jakakolwiek pomoc nadchodzi nie z tej strony co powinna. Książka wzbudza niesamowite emocje, jesteśmy najpierw wprowadzani jakby w równoległy świat, a zaraz potem brutalnie ściągani w rzeczywistość, która zaczyna nam również się nie podobać. Zadajemy sobie pytanie czy to świat jest tak chory, że aż anielski kokon nie dał sobie rady, czy to my jesteśmy zagładą sami dla siebie.
Gdzie zaczyna się dobro, a gdzie zło- naprawdę nie wiem, ale na pewno spotkacie je w „Anielskim kokonie”, powieści, która poprzez swoją dwuznaczność nie daje nam jednoznacznych odpowiedzi. Powieści, która naprawdę jest godna polecenia.

Rico , Oskar i złodziejski kamień - Andreas Steinhöfel


Andreas Steinhöfel to wielokrotnie nagradzany niemiecki pisarz i scenarzysta dla dzieci. Autor między innymi „Środka świata” czy serii książeczek o Rico i Oskarze.
„Rico i złodziejski kamień to już trzecia cześć serii o sympatycznych chłopcach. Oskar jest bardzo inteligentnym ośmiolatkiem, uwielbia dziwaczne nakrycia głowy, poprzez kaski i ciekawe czapki, które wydaje mu się, pozwalają mu w zachowaniu anonimowości, a Rico choć sam nazywa się „niezwykle uzdolnionym” jest chłopcem lekko opóźnionym w rozwoju. Ma duże kłopoty z orientacją w terenie, a gdy się zdenerwuje czuje jakby bęben bingo kręcił mu się w głowie. Obydwoje jednak stanowią bardzo kolorową i ciekawą parę ,do której czytelnik szybko się przywiązuje i czuje ogromną sympatię. Mieszkają w berlińskiej kamienicy, pełnej trudnych problemów społecznych, takich jak alkoholizm, samotne rodzicielstwo, zaburzenia psychiczne, a ich sytuacje rodzinne też nie są wzorcowe. Pomimo tego starają się sobie radzić i wychodzi im to naprawdę nie najgorzej. Ponieważ tworzą parę -głuptas i mądrala, dochodzi nieraz między nimi do nieporozumień i mocno zabawnych sytuacji. Często okazuje się jednak, że mądrzejszy to akurat niekonieczne ten co „mądry”.
Pewnego dnia chłopcy znajdują na schodach trupa sąsiada, pana Fitzke, który poważnie chorował na serce, Rico bardzo go lubił , często razem rozmawiali, obydwoje traktowali się jak dobrzy przyjaciele. Dlatego też dostaje on w spadku po zmarłym sąsiedzie wspaniałą kolekcję kamieni. Niestety jeden, najcenniejszy, zostaje w tajemniczy sposób ukradziony jeszcze z mieszkania darczyńcy. Chłopcy bardzo chcą się dowiedzieć, kto jest złodziejem , dlatego potajemnie zaczynają śledztwo i wyruszają na jego poszukiwania – docierają aż do Bałtyku. Spotykają tam nowego przyjaciela, niesłyszącego Svena .Na drodze do rozwiązania tajemnicy stanie im wiele przeszkód ( jazda na gapę pociągiem, niebezpieczny pies Bobo, czy też groźny prawdziwy kryminalista) oraz mnóstwo skomplikowanych sytuacji. .Chłopcy szybko jednak się nie zrażają i skutecznie zmierzają do rozszyfrowania zagadki. Narratorem powieści jest Rico, który przedstawia wydarzenia w formie pamiętnika .Jest wrażliwych chłopcem, dlatego świat ukazany przez niego bywa nieraz zaskakujący. Ponieważ książka jest przeznaczona dla młodego czytelnika ,w ramkach są zaznaczone co trudniejsze wyrazy i wyjaśnienie do nich. Historia kończy się ciekawie i dość oryginalnie. Ilustracje wykonane przez Petera Schossöw świetnie dopełniają tekst i dodatkowo wprowadzają element humorystyczny.
„Rico, Oskar i złodziejski kamień” to bardzo mądra i ciekawa książka, zarówno dla dzieci jak i dorosłych . Można z powodzeniem czytać ja nie znając dwóch, poprzednich tomów. Dla dzieci „śledztwo” prowadzone przez chłopców będzie na pewno interesującą przygodą i pokaże, że inność nie jest zła, że każdy posiada swoje osobiste zdolności i jest niepowtarzalny. Pod iskrzącym się humorem znajdziemy wiele cennych wartości, które autor umiejętnie przemyca. Często rodzice zastanawiają się czy już czas i czy wogóle poruszać z dzieckiem tematy tego typu jak niepełnosprawność, czy upośledzony umysłowo. Myślę, że gdy forma przekazania wiedzy o tych problemach, jest taka jak w omawianej książce to, z powodzeniem ją możemy podsunąć młodemu czytelnikowi. Jest prosto, prawdziwie, a humor jest cudownym atutem. Akceptacja bywa nieraz w życiu bywa trudna, dlatego dobrze jest gdy taka para świetnych bohaterów jak Rico i Oskar nam w niej pomogą .
Książkę zdecydowanie polecam.















poniedziałek, 30 września 2013

"Ochronka Anioła Stróża" Paweł Jaszczuk Wydawnictwo Oficynka

 
 http://www.koobe.pl/1508921,ebook,ochronka-aniola-stroza.htm

Paweł Jaszczuk to zdobywca Nagrody Wielkiego Kalibru za kryminał "Foresta Umbra" , twórca cyklu kryminałów, o lwowskim dziennikarzu  śledczym Jakubie Sternie.
 "Ochronka Anioła Stróża" to książka nietypowa. Ciężko ją zaklasyfikować  i myślę, że kryminał psychologiczno - metafizyczny, będzie chyba najtrafniejszą nazwą. 
 Miejsce przeważających,  występujących  tu zdarzeń to Kraków, a dokładniej jego dzielnica Kazimierz. Główny bohater to pisarz, Piotr Magnus, który ogłasza na spotkaniu autorskim  w Synagodze, które jest transmitowane przez telewizję, definitywny koniec  swojej kariery pisarskiej. Jest ogromnie szczęśliwy z tego powodu, że kończy się dla niego czas przebywania w trasie, wyjazdów do mnóstwa wytypowanych przez wydawnictwo miejscowości. Marzy tylko o tym, żeby dojść do hotelu, i odpocząć. I tu zaczynają się pierwsze problemy .  Recepcjonistka informuje go, że jest awaria w jego pokoju i proponuje przeprowadzkę do innego hotelu, którego będzie pierwszym gościem. Magnus nic nie przeczuwając godzi się na przenosiny i staje się mieszkańcem jak później się okazuje nietypowego miejsca.  Za przenosinami kryje się pewna tajemnica, otóż właściciel hotelu ukrywający się pod inicjałami  LMG,  zleca pisarzowi napisanie swojej biografii, dostarczając mu mnóstwa intrygujących  i lekko tajemniczych materiałów do niej.  Magnus  mimo, że dopiero zrzeka się pisania powieści, chętnie przystaje na propozycję napisania biografii.  Od tego momentu dzieje się wiele niezrozumiałych dla niego  rzeczy -  znikanie plików w jego komputerze,  pojawianie się Nieznajomej Brunetki, czy nagłe zaginięcie Murzyna - pana Claude.
Przewodnikiem po życiu właściciela hotelu  jest niebieski zeszyt . On jest wytyczoną drogą dla biografii. Czy jednak skuteczną ?
  Powieść Pawła Jaszczuka ma w sobie niesamowity klimat.  Wiele rzeczy dzieje się jakby zupełnie niepotrzebnie i nie na temat,  aby w końcu ukazać się jak rozwiązane hasło w krzyżówce. Pewne pionki gry nie pasują do siebie zupełnie, aby w końcowym rozrachunku pokazać, że stanowią parę i uzupełniają następnym hasłem ciąg wydarzeń. Atmosfera  w powieści wydaje się nierealna, Magnus pisząc biografię musi jakby przebijać się przez labirynt symboli , mnóstwa niedopowiedzeń i i tajemniczych wskazówek. Powstaje wiele wątków, których zakończeń nie zobaczymy. Powieść momentami wydaje się niespójna, aby za moment zaskoczyć następnym elementem układanki. Finał książki na pewno niejednego zaskoczy, ale czytelnik w rezultacie zostaje też  ze swoimi domysłami, i sam musi poradzić sobie z interpretacją niektórych symboli  pojawiających się w treści.
 Powieść Pawła Jaszczuka mocno mnie zaskoczyła. Spodziewałam się zdecydowanie bardziej wartkiej akcji, która nie niosłaby ze sobą tylu  niedomówień i domysłów.  Powodowało to w mojej głowie lekki zamęt, który dosyć długo w niej trwał. Trudno mi było jak i Magnusowi uporać się z tym nadmiarem niewiadomego, które się pojawiało z każdej strony.
Opisana historia zdecydowanie jednak wciąga i zmusza nas do  uczestniczenia w niej poprzez próby rozwiązywania zagadek. Magiczny, tajemniczy Kazimierz zaprasza do wspólnego przeżywania przygody, która na pewno zaintryguje niejednego czytelnika.


czwartek, 26 września 2013

Magnolia G. Jeromin-Gałuszka


     Grażyna Jeromin- Gałuszka urodziła się i mieszka w Sosnowicy, małej wsi niedaleko Radomia. Prowadzi księgarnię w Radomiu. Autorka wielu znakomitych powieści obyczajowych między innymi „Kobiety z Czerwonych Bagien”, „Nie zostawiaj mnie”
Filip ma swoje uporządkowane życie, wymarzoną pracę , ukochaną żonę czekającą w pięknym mieszkaniu. Ma swój ład i porządek. Świat mu się załamuje gdy okazuje się, ze jego żona dusi się w tym ułożonym świeci i zostawia Filipa. Jest to przełomowa chwila w życiu bohatera „Magnolii”- dostaje pierwszego zawału. Po wyjściu ze szpitala nic już nie ma dla niego znaczenia. Z powodu choroby traci również pracę. Sprzedaje mieszkanie i wyrusza w podróż, której nie zna końca i tak właściwie, jest mu on obojętny. Ląduje w rezultacie w Bieszczadach na dworcu kolejowym w małej mieścinie i dokonuje transakcji życia – kupuje pensjonat „Magnolia”. Znajdzie się w zupełnie nieznanym miejscu z obcymi kobietami.
Aktorka zakreśliła przepiękną galerię postaci, począwszy od stale gderającej Czesi poprzez zagadkową Marlenę, miłośniczkę książek i romansów Tuśkę i zupełnie jak nie z tego świata Doris. Bardzo ważną postacią jest też Olga, prowadząca sama gospodarstwo i opiekująca się chorym mężem.
„Magnolia” porusza problem swojego miejsca na ziemi, poszukiwań, dążeń i tego jak bardzo to nasze miejsce wydaje nam się..obcym. Poszukiwania go bywają ważniejsze od momentu znalezienia ponieważ przebyta droga uczy nas doceniać to co mieliśmy, lub w skuteczny sposób rozprawia się z tym.
Każda kobieta w Magnolii ma swoją tajemnicę. Filip narzekający stale na ich opiekę i gderanie, powoli wbrew sobie się się do nich przywiązuje. Odczuwa takie emocje , których dotychczas nie znał. Czy wyjdzie mu to na dobre?
Fabuł książki jest ciekawa i wciąga od samego początku. Przeobrażenie Filipa w kogoś w rodzaju filozofa następuje powoli a kobiety przebywające w Magnolii mają z nim od początku nie lada problem. Historia romantycznej miłości Rudolfa i Luizy idealnie scala wszystkie wątki. Czytając przywiązujemy się do Magnolii, do wspaniale gotującej Czesi , do kawoszki Marleny. Gdy nadchodzą problemy Doris, a później Tuśki, zaczynamy w nich uczestniczyć zupełnie jakby świat stworzony przez autorkę był obok nas i dotykał nas bezpośrednio.
Problemy współczesnego świata, przed którymi na co dzień uciekamy dopadną nas – czytających. Szybko jednak zwiążemy się emocjonalnie z bohaterami i trudno nam się zgodzić na to co nam przynosi los  w tym wypadku – autorka.
"Magnolia” jest to powieść pełna wzruszeń, czułości a przede wszystkim różnorakich emocji. Bohaterowie odsłaniają swoje skrzywione oblicze, dzięki czemu stają się dla nas jeszcze bliżsi. Powieść jest pełna uroku , wspaniałych postaci, którzy przyciągają czytelnika jak magnes. Zupełnie już zaskoczyła mnie zakończeniem. I biję się z myślami, czy faktycznie jesteśmy tak ślepi na to, co nas otacza, a mało tego na własne pragnienia?
Może właśnie Magnolia pozwoli mi je sprecyzować dokładniej.


  

sobota, 21 września 2013

Dom Śmierci Aneta Ponomarenko


    Aneta Ponomarenko ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Jej debiut literacki to kryminał w stylu retro -„Strażnik skarbu”wydany w 2012 roku. Książka „Dom śmierci” jest jego kontynuacją , lecz można ją śmiało czytać nie znając pierwszej części. Autorka wprowadza nas w klimat Kalisza w XIX wieku. Agent do specjalnych poruczeń w randze radcy stanu, Rosjanin Walery Jezierski musi się zmierzyć z nie lada wyzwaniem.

Miastem wstrząsają brutalne morderstwa, których ofiarami są rzemieślnicy. Kolejne zbrodnie są okrutne i trudne do wyjaśnienia. Jedna z ofiar utonęła w piasku, inna straciła głowę jak na gilotynie Każda z tych śmierci przynosi ze sobą więcej pytań niż odpowiedzi i Jezierski marzy tylko o powrocie swojego przyjaciela z zagranicy , doktora Zaifa., który jest również świetnym śledczym, korzystającym z najnowszych osiągnięć medycyny sądowej. W nim agent widzi nadzieję na pomoc w rozwiązaniu zagadek.

Morderstw w powieści mamy ogromny dostatek. W sumie doliczyłam się 11 trupów w tym trzy zabite kobiety, w identycznych, tajemniczych szalach. Problemy zwiększają się jeszcze z chwilą porwania małego dziecka i bardzo słabym kontaktem z porywaczami.

Śledztwo jest całkowicie międzynarodowe. Jezierski po pomoc i wskazówki udać się musi nawet do Paryża. Bardzo sympatyczną parę tworzą carski agent i żydowski lekarz- patolog.. Niby dwa przeciwieństwa a bardzo dobrze się uzupełniają ,pochłaniają przy tym takie ilości pysznego jedzenia, ze wiele razy czytając książkę czułam się po prostu głodna. Zagadek do rozwiązania przedstawia autorka czytelnikowi kilka. Dlaczego okrutnie zamordowani to sami rzemieślnicy, czemu giną kobiety i kto porwał dziecko. Wątki w powieści jednak świetnie się uzupełniają, elementy łamigłówki powoli zaczynają do siebie pasować a ciężka i niebezpieczna praca śledczych – powoli przynosić rezultaty. Rozwiązanie zagadek jest dosyć zaskakujące, choć ciężko niekiedy pojąć było motywy działania mordercy.

Autorka niesamowicie dokładnie zadbała o tło historyczne. Z jednej strony budzi to mój podziw, bo pracy musiała w to włożyć naprawdę bardzo dużo, jednak mnie osobiście w pewnych momentach przeszkadzał natłok informacji, bardziej czekałam na rozwój akcji, a opisy historyczne mi w tym nieraz przeszkadzały. Osobiście nie podobało mi się również to, że podano w treści rozwiązanie sprawy z pierwszego tomu. Zniechęciło to na pewno kogoś, kto zaciekawiony „Domem śmierci” chciałby sięgnąć po „Strażnika skarbu”.

Ogólnie intryga kryminalna jak najbardziej mi się podobała. Sprytne połączenie kilku spraw powodowało zaciekawienie i z niecierpliwością czekałam na rozwój wydarzeń. Główni bohaterowi nadawali powieści niesamowity smaczek, a Kalisz XIX wieku jawił się jako tajemnicze miasto.

Uważam, ze „Dom śmierci” to jeden z ciekawszych kryminałów w stylu retro.

czwartek, 12 września 2013

„Świat według dziadka” Zofia Stanecka

       

        Zofia Stanecka jest autorką ponad dwudziestu książek z serii o Basi, bajek dla najmłodszych, baśni i opowiadań. Jako dziecko zaprzyjaźniła się ze swoim dziadkiem, i ze starszą od siebie o siedemdziesiąt lat Ireną Jurgielewiczową, i właśnie z myślą o nich została napisana książka „Świat według dziadka”.
Główni bohaterowie to mały Ryś, i dużo starszy od niego dziadek. Chłopczyk nie lubi, gdy mama przyprowadza go do jego domu. Przeraża go zarówno on sam, jak i jego mieszkanie. Pewnego dnia Ryś musi zostać sam z dziadkiem i wtedy właśnie wydarza się niesamowita historia, która pozwoli na złamanie wielu barier między nimi. Od tej chwili nic już nie będzie takie samo. Zarówno dziadek jak i chłopczyk będą dochodzić do wzajemnego zrozumienia, a efektem będzie fantastyczna przyjaźń. Autorka wprowadza nas w ich świat delikatnie, pokazując jak ważne są zarówno problemy i dylematy starszego pana jak i małego chłopczyka, jak pięknie można się uzupełniać i uczyć jedno od drugiego. Istotną postacią jest mama, którą każdy inaczej spostrzega ale dla obu jest kimś w rodzaju autorytetu.
W książeczce są poruszane tematy dręczące nie tylko młodych – brak zrozumienia i nie słuchania ich przez dorosłych, obowiązek podporządkowywania się. I problem najważniejszy – jak trudne jest wyrażanie swoich uczuć, zarówno przez młodych jak i tych starszych. Pragnienie aby mieć coś swojego ( Ryś marzy o kotku lub piesku, o czymś co można dotknąć), dotyczy zarówno dzieci jak i dorosłych. Wiek nie ma wpływu na marzenia, są one po prostu trochę inne .
Każda strona bajki wprowadza nas w przepiękny wspólny świat, jaki powstaje naokoło głównych bohaterów. Nagle wszystkie chwile nabierają ogromnego znaczenia, ucząc zarówno Rysia jak i dziadka, że nie ma dni straconych, każdy wprowadza coś nowego i nieznanego. Mojego siedmioletniego synka, z którym czytałam bajkę , ogromnie ona rozbawiła ( sposób mówienia przez dziadka, gdy nie miał założonych zębów) jak i ogromnie wzruszyła (opowiadanie wymyślonej bajki przez Rysia) Bardzo żywo reagował na czytaną treść, w pewnym momencie się zawstydził ( poruszany był podobny konflikt jaki prowadził ze swoją babcią), i prosił jeszcze czytaj, jeszcze..
Osobiście uważam, że jest to mądra książka zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Jak często sami zapominamy, że starsze osoby też mogą czuć się zagubione, czy po prostu bać się, tego co przyniesie następny dzień. Czy kiedy z powodu pędzącego czasu niedokładnie słuchamy co mówią do nas nasze dzieci. A przecież właśnie o to chodzi, aby ktoś nas, kiedy jest nam źle czy po prostu mamy męczący dzień, wysłuchał a nie zbywał – tak, zaraz, za chwileczkę..
Bajkę ilustrowała Bogna Pniewska, jej rysunki dodają lekkiej nutki tajemniczości a bohaterzy stworzeni przez nią są niebywale sympatyczni.
Zapraszam do świata Rysia i jego dziadka . Warto spędzić z nimi czas, szkody tylko, że tak krótki.
W tajemnicy jeszcze tylko napiszę, że dzięki dziadkowi nauczyłam się prawie czarodziejskiej sztuki- kręcenia przepysznego kakao.

Książeczka wydana przez wydawnictwo W Drodze.
 

środa, 28 sierpnia 2013

Stary król na wygnaniu - Arno Geiger




Arno Geiger – pisarz austriacki autor powieści „U nas wszystko dobrze”. Studiował filologię niemiecką oraz historię starożytną i literaturę porównawczą w Innsbrucku i Wiedniu .

         Powieść „Stary król na wygnaniu” to zapis jego życia i relacji z chorującym na Alzheimera ojcem. Jest to książka niebywale poruszająca. Autor stara się przybliżyć czytelnikowi postać swojego ojca- Augusta, z czasów przez objawami choroby, jak i już jej się poddającego. Mimo ciężkiego życia na wsi, trudnych chwil w czasie II wojny światowej, które spowodowały, że nie chciał podróżować, ani opuszczać swojego rodzinnego domu, jawi nam się jako ktoś, kto ma swoje osobiste miejsce na ziemi, do którego jest niesamowicie przywiązany. Autor przyznaje, że choroba ojca bardzo go do niego zbliżyła, i że wprost niebywałe jest, że to co z reguły powoduje gorsze relacje, w jego przypadku pozwoliło na poznawanie się nawzajem na nowo, i stworzenie jeszcze większych więzi. „Jest między nami coś takiego, co sprawia, ze dzięki niemu otworzyłem się bardziej na świat. Coś, że tak powiem, przeciwnego temu, co mówi się o chorobie Alzheimera – ze tnie więzi. Czasami jednak je zawiązuje.”
Poruszający jest brak zgody zarówno całej rodziny, jak i autora na postępującą chorobę. Strach jaki ich opanował, nie dawał na początku szans na racjonalne postępowanie. Dopiero poznanie przebiegu choroby jak i jej akceptacja,  pozwoliła na zorganizowanie konkretnej i fachowej opieki. Nawet już w chwili gdy August znajduje się w domu opieki, nie wszyscy w rodzinie są w stanie poradzić sobie z tymi faktami – zarówno choroby, jak i miejsca w którym przebywa..
Na tym tle zupełnie inna jest relacja autora z ojcem. Naprawdę czarujące są przytoczone rozmowy które toczyli, sposób w jaki się obydwoje traktowali, i wzajemna miłość, która przebija się przez każdą stronę powieści.
August jawi nam się się jako filozof z mnóstwem trafnych określeń i powiedzonek. Może bawić, rozczulać i niesamowicie wzruszać. Ciężko stwierdzić, czy budzi naszą sympatię przez sposób jaki opisuje go syn, czy faktycznie jest tak bardzo w swojej nieporadności czarujący. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego mózg nie pracuje tak jak trzeba, nieustanie szuka domu nawet w nim będąc, w wielką konsternację wprowadza go wykonywanie znanych do tej pory czynności. Na pytanie jak się miewa, odpowiada -”No więc muszę powiedzieć, miewam się dobrze. Aczkolwiek w cudzysłowie, bo nie jestem w stanie tego ocenić”.
        Mnie osobiście „Stary król na wygnaniu” ogromnie się podobał. Pomimo tego, że z reguły unikam literatury podejmującej problemy chorób, ta pozycja zaciekawiła mnie i czytało mi się ją bardzo dobrze. Autor dodatkowo w fabułę wplótł historię swojej rodziny, jak i pierwszych prób swojego pisarstwa. Podziwiam go, że mimo tak trudnych chwil, w których był potrzebny ogrom cierpliwości, nie stracił pogody ducha, która w pośredni sposób dawała jego ojcu poczucie bezpieczeństwa.
Jaki naprawdę jest August Geiger? Myślę, że najlepiej to zilustruje cytat: "jestem takim niegroźnym człowieczkiem na boskim padole, który nie robi większych psikusów i daje innym pożyć.”
Zapraszam do lektury tych wszystkich, którzy lubią, jak przeczytana książka nie daje im długo spokoju, żyje w nich i zmusza do przemyśleń.

środa, 21 sierpnia 2013

Pompon na wakacjach J. Olech


 Joanna Olech jest z wykształcenia grafikiem, ilustrowała wiele książek dla dzieci.  Jest między innymi autorką zabawnej, rodzinnej  serii "Dynastia Miziołków".

           "Pompon na wakacjach" jest trzecią częścią  przygód sympatycznego smoka. Pojawił się on kiedyś w zagadkowy sposób -z umywalki- w rodzinie Fisiów i stał się jej pełnoprawnym członkiem. Jego wadą jest to, ze nie może żyć bez uwielbienia w prasie, czy też na plotkarskich portalach internetowych. Codziennie szuka wiadomości o sobie i gdy ich nie ma, wpada w czarna rozpacz , że już nikt nim się nie interesuje.To są jego pierwsze rodzinne wakacje i pakowanie nie sprawia mu najmniejszego trudu. W jego torbie znajdują się "najpotrzebniejsze" rzeczy jak między innymi dwa pudełka żywej karmy dla rybek, czy lep na muchy. Wyjazdu najbardziej obawia się mama Fiś- czy ma rację - zapraszam do lektury .Mnie osobiście książeczka bardzo się podobała, smok od razu zdobył moją sympatię, a jego łobuzerski charakter tylko dodawał mu uroku. Bo  któż by nie chciał choć raz zjechać po schodach na miednicy ( a że w nocy i rumor się zrobił straszny to nic to ), czy bez umiaru delektować się pysznościami z babcinej spiżarki, czy też pomyszkować na strychu. Smok nie przejmuje się za bardzo tym co wolno, i co wypada, ale też potrafi powiedzieć czarodziejskie słowo - przepraszam. Jest również świetnym obserwatorem i jego uwagi na temat innych czy też zaistniałych sytuacji, są naprawdę trafne. Co prawda katastrofa goni katastrofę ale smok z wdziękiem wychodzi z każdych tarapatów.
Książeczkę dopełniają wesołe i sympatyczne ilustracje Joanny Olech . Jej smok jest niesamowicie wyrazisty i od razu widzimy jakie z niego ziółko.
Zmartwiło mnie tylko to , że jak mnie osobiście smok zauroczył, to bardzo mało zainteresował mojego siedmioletniego synka. Myślę jednak, ze wrócimy do lektury za rok i  być może wtedy polubi go również tak samo jak ja.