czwartek, 25 sierpnia 2016

Podróż dookoła świata. Wschód – zachód. Północ – południe - Nikola Kucharska



   
     Wydawnictwo „Nasza Księgarnia” ma w swojej ofercie moc naprawdę interesujących książek. „Podróż dookoła świata” wydawała mi się jedną z tych, którą zainteresuje mojego syna, dosyć opornego jeśli chodzi o samo czytanie. Tak szczerze mam jednak problem z tą książką. Dopracowana naprawdę w każdym szczególe, widać, że autorka ogromnie przy niej napracowała się. Na swoim blogu pisze, że projekt ten rodził się bardzo długo i w ogromnych bólach, a praca nad nim trwała ponad rok. Mam jednak sporo uwag. Sam pomysł jest znakomity. 
  Pokazanie podróży z różnych stron świata, szukanie w nowych miejscach czegoś zupełnie innego, taki przekaz turysta kontra globtroter. Kto na co zwraca większą uwagę w nowych miejscach, co kogo bardziej cieszy i co wydaje się piękniejsze. Mało tego, mnóstwo zagadek, wyszukiwań, ciekawostek. I tu forma komiksowa jest jak najbardziej na miejscu. Bardzo dobrze sprawdza się też sposób wydania, złożone harmonijne strony, po otworzeniu, tworzą przebytą, długą drogę, jaką pokonali bohaterowie. Odnoszę jednak nieodparte wrażenie, że zarówno informacji jak i poleceń jest za dużo. Aby książka ta była naprawdę przejrzysta, potrzeba by podwoić jej wielkość (długość stron). Mój syn, przy takim zagęszczeniu rysunków, tekstów i poleceń, niestety bardzo szybko poddał się i pomimo tego, że jest ogromnie ciekawy świata, odłożył książkę na półkę . I wielka szkoda, bo zawiera ona mnóstwo ciekawych informacji, i gdy człowiek się do niej solidnie przysiądzie, można wiele się dowiedzieć o nieznanych miejscach, florze i faunie. 
   Jeśli chodzi o same ilustracje, to są one na pewno zabawne, jak też ogromnie szczegółowe. Niestety w ogólnym odbiorze przebija kolor popielaty i brązowy przez co wydają się ciemne i szare. Tu na pewno sprawdziłyby się barwy bardziej żywe, przyciągnęły wzrok młodego czytelnika i może łatwiej byłoby mu poradzić sobie wtedy z tekstem. Podróż dookoła świata marzy się niejednemu, myślę, że warto wraz z rodziną Białych lub Zielińskich spróbować zmierzyć się z trudami takiej wyprawy. Możemy trafić na sytuacje jakie się nam nie śniły ale to przecież tylko uatrakcyjni nam chwile. Zarówno dzieci jak i dorośli nie powinni się nudzić. Polecam.


wtorek, 23 sierpnia 2016

Wakacje nad morzem. Historia miłosna Jane Austen - Carolyn V. Murray

     W prozie Jane Austen zaczytywałam się już jako panienka i z wypiekami na twarzy chłonęłam każdą stronę jej książek. W późniejszym czasie moja miłość do niej zdecydowanie osłabła, by parę lat temu powrócić ze zdwojoną siłą, głównie dzięki ekranizacji jej powieści. „Wakacje nad morzem” miały mi przybliżyć postać autorki, a zwłaszcza jej mało znane mi życie uczuciowe. Jak powszechnie wiadomo, Jane Austen nigdy nie wyszła za mąż i domyślałam się, że na pewno to ma jakąś konkretną przyczyną. Zdecydowanie obstawiałam nieszczęśliwą miłość, dlatego też chciałam upewnić się, czy moje gdybania idą w dobrym kierunku.
     Carolyn V. Murray, była nauczycielka socjologii, to ogromna wielbicielka jej prozy. „Wakacje nad morzem” to jej pierwsza powieść i niewątpliwie można ją nazwać udaną. Czyta się ją błyskawicznie, idealnie wprowadza w klimat dawnej Anglii, jak i serdecznie zaprasza w progi domu rodziny autorki. Ale.. mnie niestety nie porwała. To na co zwróciłam głównie uwagę, to lekki humor, dzięki któremu tak właściwie przeczytałam ja do końca. Negować samej fabuły nie mogę, bo niewątpliwie oparta jest na faktach. Związki uczuciowe Janet Austen ukazane są z gracją i galanterią, bez przesadnej egzaltacji. Można z nich wywnioskować, że autorka „Dumy i uprzedzenia” jak i jej siostra były kobietami dużej urody, lecz skromnego portfela. Panowie z kolei woleli swoje serce oddawać kobietom zdecydowanie zamożniejszym.      To wszystko uważni czytelnicy wiedzą z powieści Janet Austen, która w wielokrotnie swoich bohaterów stawiała przed podobnymi problemami. Co prawda „Wakacje nad morzem” nie spełniły moich oczekiwań, ale ukazały mi postać autorki troszkę w innym świetle. Wielka psotka, uwielbiająca bawić otoczenie swoimi opowiadaniami, sprytnie przerabianymi na zmieniające się okoliczności, ukazana jest jako postać niewątpliwie ogromnie serdeczna, zjednująca sobie sympatię wszystkich przebywających w jej towarzystwie. Niestety jej zawody miłosne, musiały okazać się potężniejsze niż wydaje się na początku i myślę, że miały ogromny wpływ na późniejsze jej kontakty z płcią przeciwną.

    Carolyn V. Murray stara się przybliżyć czytelnikowi dylematy Jane Austen, jej melancholię i smutek, kiedy jej pierwsze matrymonialne plany legły w gruzach. Jak poradziła sobie z uczuciami i gdzie poznała porucznika Marynarki Królewskiej Frederica Barnesa? Czy kolejny związek również okazał się porażką i czy wakacje nad morzem stały się przełomowymi chwilami w życiu pisarki?
Powieść ta próbuje odkryć pewne tajemnnice i niedomówienia, dotyczące życia osobistego, jednak za dużo jest tu fikcji niż faktów. Uważam jednak, że dla niejednego czytelnika stanie cię odprężającą, letnia lekturą. 

niedziela, 21 sierpnia 2016

Siedem lat później - Janusz Leon Wiśniewski, Dorota Wellman

„Myślę, że siedem to nieprzypadkowa liczba, siedem, a nie osiem grzechów głównych jest tego najlepszym przykładem. I siedem cudów świata, i siedem sakramentów, i siedem cnót głównych, i to, że niebo i piekło podzielone są na siedem sfer i dlatego niektórzy mogą się znaleźć w siódmym niebie.”

    Zarówno Janusz L.Wiśniewski jak i Dorota Wellman to niewątpliwie ogromne indywidualności. Autor „Samotności w sieci” nie narzeka na brak fanów, ja sama mam wielu znajomych, którzy wielokrotnie już stali w kilometrowej kolejce na Targach Książek, aby tylko zdobyć autograf, lub po prostu przez moment pobyć obok swojego ulubionego pisarza. Pani Dorota z kolei, swoją bezpośredniością, brakiem jakiegokolwiek fałszu i ogromnym, poczuciem humoru, zjednała sobie miliony telewidzów. „Siedem lat później” to drugi tom rozmów jakie odbyli między sobą. Bardziej przepytywany jest tu pan Wiśniewski, lecz i pani Dorota dodaje swoje uwagi.
  Czytelnik dosłownie uczestniczy w rozmowie- wywiadzie i z chęcią wtrącił by swoje trzy grosze, by dopytać o niektóre rzeczy jeszcze dokładniej. Tym bardziej, że poruszane tematy są ogromnie ciekawe i aktualne. Pisarz znany był z tego, że jego powieści (a jest już ich siedemnaście) wydawane są na całym świecie, tylko nie w Niemczech, gdzie mieszka i pracuje. W niedługim czasie ma coś w końcu się zmienić i pierwszą książka, która ma trafić na tamten rynek będzie „Bikini”. Janusz L.Wiśniewski traktuje pisarstwo jako hobby, nie jako główne źródło dochodu. Z zawodu jest chemikiem i fizykiem, posiadającym tytuł profesora zwyczajnego. Ogromnie zaangażowany w projekty w niemieckiej firmie, wspomina jednak o powrocie do kraju i większym skupieniu się na pisaniu powieści.

  Sięgając dzisiaj po ten wywiad, myślałam, że na razie tylko zerknę na treść, tymczasem już po paru pierwszych stronach, ciężko było mi się od niego oderwać. Poruszający między innymi tematy całkowicie prywatne, dotyczące rynku wydawniczego czy też kultury, polityki i religii, jest prowadzony przez panią Dorotę w taki sposób, że czytelnik z ogromną ciekawością czeka na odpowiedzi autora. Niesamowicie wciąga, chociażby z powodu różnorodności poruszanych problemów, lecz przede wszystkim dlatego, że rozmówca to niesamowicie inteligentny, nietuzinkowy człowiek, który jako dzwonek do telefonu ma ustawiony hymn zarówno polski jak i niemiecki. Pisarz ten najbardziej popularny jest w Rosji, gdzie często jest zapraszany na spotkania autorskie. W Polsce wszystkie jego powieści stały się bestsellerami. Uważam, że dla wielbicieli jego twórczości, wywiad ten to wspaniały prezent. Warto sięgnąć po niego bo daje nam on możliwość popatrzeć na znane sobie książki przez pryzmat samego autora i jego nietuzinkowości , jak również docenić idealny dobór pytań pani Doroty. Zdecydowanie polecam.

piątek, 19 sierpnia 2016

Rok w przedszkolu - Przemysław Liput


      
    Parę miesięcy temu, ogromnie zauroczyła cała moją rodzinę książka „Rok w lesie”, która cały czas zajmuje honorowe miejsce ma półce z lekturami syna. Ponieważ moje dziecko chodzi już do szkoły, nie brałam pod uwagę, że następny tom serii dotyczący przedszkola, tak bardzo go zainteresuje. A wszystko za sprawą fantastycznych, zabawnych ilustracji Przemysława Liputa. Syn z dużym sentymentem omawiał każda rozkładówkę, wspominając swój kilkuletni pobyt w przedszkolu, ciekawie komentując i żałując, że czegoś co autor pokazał na rysunku nie było u niego w sali. Obydwoje oglądnęliśmy ją dosłownie od kreski do kreski, po kilka razy, a zawsze stwierdzaliśmy, że poprzednio nam jakiś detal umknął.
   Niewątpliwie jej ogromną zaletą jest sposób jaki została wydana. Dwanaście dużych rozkładówek (jeden dzień z każdego miesiąca), grube, tekturowe kartki pozwolą spokojnie przetrwać niecierpliwość małych paluszków. Każda strona pełna szczególików, zabawnych elementów i mnóstwo możliwości do opowiadania. Na początku poznajemy pracowników i dzieci uczęszczające do Słonecznego Przedszkola, ich imiona, zainteresowania, by później towarzyszyć im przez dwanaście miesięcy zarówno w codziennych , jak i świątecznych chwilach. Nad tą książka można spędzić naprawdę wiele godzin i wcale nie przeszkadza w tym bycie dorosłym. Muszę się przyznać, że sięgałam już po nią wielokrotnie i za każdym razem świetnie się bawię, trochę zazdroszcząc autorowi ogromnie trafnych spostrzeżeń, które idealnie wykorzystał. Bohaterowie są przesympatyczni, ukazują dosłownie całą gamę emocji.
   Myślę, że to świetna lektura zarówno dla tych, którzy swoją przygodę z przedszkolem dopiero zaczną jak również i tych, co obecnie do niego uczęszczają. Uczy spostrzegawczości, bardzo dobra dla dzieci które mają problem ze skupieniem. Bajecznie kolorowa przyciąga wzrok, dodatkowo wzbogacona o pewne zadania do wykonania. Z ogromną radością polecam ten tytuł jak i całą serię, jako ogromnie wartościową, która rozwija wyobraźnię, pośrednio zwiększa zasób słownictwa i uczy dzieci wrażliwości.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Tymczasem - Izabela Sowa - przedpremierowo!

    Izabela Sowa posiada tytuł naukowy doktora psychologi i nie da się ukryć, że uzyskaną wiedzę, umiejętnie wykorzystuje w swoich książkach. Jej powieści pełne są postaci  posiadajacych interesującą, złożoną osobowośc, i fabuły wzbudzającej sprzeczne emocje.
Główną bohaterką „Tymczasem”jest Monique, stylistka pochodząca z Bukowiny, pracująca wcześniej z telewizji a obecnie zarabiająca pisząc felietony i robiąc porządki w szafach śmietanki towarzyskiej. Wyplenianie złych nawyków w dobieraniu ubrań, segregacje w czyichś szafach to jest to, co lubi robić najbardziej. Przemierza kilometry w poszukiwaniu odpowiednich dla klientek strojów i dodatków. W czasie swojej prosperity wzięła kredyt we frankach na zakup malutkiego mieszkanka w Warszawie, w tej chwili ma przez to ogromne problemy finansowe. Pracy ma coraz mniej, wielokrotnie nie otrzymuje wynagrodzenia i z każdym dniem zaczyna psychicznie czuć się coraz gorzej. Pewnym paradoksem jest to, że jej narzeczony to ambitny trener motywacyjny, posiadający własny program w telewizji z dużą oglądalnością. To on stara się, aby Monigue wyznaczała sobie jakiś cel, jednak ona potrzebuje czegoś więcej niż słów. Coraz częściej wraca myślami do swojego dzieciństwa, a przede wszystkim do czasu, kiedy mieszkała w Krakowie, ze swoim niesamowicie ekscentrycznym wujem Augustem. Zaczyna postrzegać pewne wydarzenia zupełnie inaczej niż jako nastolatka. Doceniać rzeczy, które wcześniej uważała za coś zwykłego, nie godnego większej uwagi. Tęskni za wujem i stara się z nim skontaktować. Jednak on uparcie nie odbiera telefonu.
Powieść biegnie dwutorowo, rzeczywistość przeplatana jest retrospekcjami, głównie z czasu kiedy Monigue mieszkała w Krakowie. Dziewczyna przez cały czas ma poczucie klęski, niewykorzystanego danego jej czasu, a najbardziej żałuje, że żyła w pewnej „tymczasowości”. To na nią zrzuca swoje niepowodzenia i ją obwinia o aktualny stan rzeczy. Cały czas ocenia swoje zachowanie i wybór drogi życiowej. Tak naprawdę, mimo pewnej propozycji zawodowej, nie daje sobie nadziei na lepsze jutro. Tak jakby niespłacony kredyt nie pozwalał na nadzieję i blokował nawet marzenia.
Duże wrażenie zrobiło na mnie jak sprawnie autorka połączyła wątek stolicy z krakowskim. Tu nie chodzi o płynność fabuły lecz tak umiejętne przedstawienie głównej postaci, że można idealnie odróżnić w niech cechy typowo warszawskie jak i te które charakteryzują krakowianina. Czytając tekst w pewnym momencie jakbym słyszała słowa wypowiedziane przez moją koleżankę z Warszawy, nawet można było sobie wyobrazić akcent: „Wybrała prysznic ale czasem robiła wyjątek dla nowego faceta, który ubrdał sobie, że wspólne moczenie w stygnącej wodzie to element tańca godowego. By nie odzierać go ze złudzeń, wciskała się do wanny otoczonej zapalonymi świecami i czuła się niby chryzantema na zaduszkowym grobie, wśród zniczy.” I okiem krakowskim - „Człowiek mieszka tyle lat w Warszawie i ciągle nie może przywyknąć, że tu ludzie wychodzą na dwór”. Czy jednak ważne jest kto skąd pochodzi? Czy nie jest tak, że to my powinniśmy stanowić sami o sobie? Autorka kładzie Monigue wiele kłód pod nogi, zarówno po to aby w końcu dorosła, jak i aby zaczęła dostrzegać pewne wskazówki jakie daje jej los. Życie „tymczasem” nie sprawdziło się, trzeba szukać pewnej stabilizacji, przede wszystkim jednak znaleźć samego siebie z własnymi potrzebami i pragnieniami.
Napotkani na drodze ludzie, jak w przypadku „Bonobo”(tak nazywal Monigue wuj August) niesamowita i tajemnicza Brzytwa, nie mają prowadzić za rękę, lecz mają byś swego rodzaju nauczycielami, wskazującymi jednak kilka kierunków jakimi można podążać. To główna bohaterka ma sama zdecydować jaką drogę chce wybrać.
„Tymczasem” to interesująca powieść o wartościach, które nie dość, że zanikają, to stają się coraz częściej zbędne, o życiu, które tak naprawdę jest niejednokrotnie jednym wielkim pędem za pieniądzem, dobytkiem, które jednak nie zastąpią miłości i uczucia spełnienia. O pewnych stylach życia, które jednych przerażają a drugich satysfakcjonują. O tym, że każdy człowiek jest inny, a uczciwość staje się wartością coraz bardziej poszukiwaną. Autorka pośrednio sugeruje, że całkowite oderwanie się od korzeni może spowodować naszą klęskę, lecz i nieodcięta w porę pępowina, może przysporzyć wiele problemów w dorosłym życiu.
Osobiście uważam, że powieść ta jest ogromnie krakowska i ktoś nie mieszkający w tym mieście, może troszkę czuć się zmęczony jej klimatem. Tak jak i nużył on nieraz wuja Augusta, który mimo pozornej negacji, był zdecydowanym lokalnym patriotą i Kraków dla niego stanowił centrum świata. Najważniejsze jednak jest w niej pewne przesłanie, by nasze życie nie było oparte na „tymczasem”, byśmy nie tylko żyli chwilą, lecz równocześnie patrzyli w przyszłość. Kredyty, praca, trzymają nas w jednym miejscu, rzadko kiedy pozwalając na odpoczynek, blokując umiejętność dokonywania odpowiednich wyborów. I mimo że „najsmaczniejsze potrawy powstały w garnkach biednych” to dążymy do luksusu jak mucha do miodu. Zapominamy, że nie da się odwrócić czasu i przyjaźnie nie będą trwać jeśli nie będziemy ich pielęgnować.
Izabela Sowa przypomina, że nasze tymczasowe maski mogą tak do nas przylgnąć, że gdy będziemy chcieli ich sie pozbyć, nasze oblicze niekoniecznie będzie nam się wydawać takim jakim go pamietamy a wtedy czeka nas długa droga  aby go zaakceptować na nowo.Nie dopuśmy do tego.

środa, 10 sierpnia 2016

Jak Cię zabić, kochanie? - Alek Rogoziński



    Wakacje, upał, urlopy to czas, kiedy szukamy lektury nieco lżejszej, która umiliłaby nam chwile, lecz równocześnie zmusiła choć do małej pracy nasze, już i tak rozleniwione szare komórki. Świetnie do tego nadaje się powieść sensacyjna, zdecydowanie wymaga odrobiny skupienia, a jeśli już sami chcemy wytypować mordercę, to już lepiej poświecić jej naprawdę sporo uwagi. „Jak cię zabić, kochanie” to już trzecia książka Alka Rogozińskiego, nazywanego księciem komedii kryminalnej. Jego pierwsza powieść zrobiła na mnie spore wrażenie, dlatego z dużą ciekawością sięgnęłam po najnowszą 

Młode małżeństwo ma możliwość odziedziczyć bajeczny spadek. Jednak by tak się stało, trzeba wypełnić pewne warunki zaznaczone w testamencie. Jakby tego było mało, czas, w którym mają być one spełnione jest ściśle określony i potencjalni spadkobiercy mają go coraz mniej. Wyjścia są dwa; albo wezmą się do roboty, albo cały spadek przejmie kościół i pośrednio ksiądz, który regularnie odwiedzał starszą panią z posługą chrześcijańską, za każdym razem wychodząc z czekiem na dotację parafii. Obie strony marzą o przejęciu spadku, i zaczynają chwytać się sposobów niekoniecznie zgodnych z prawem. Powstaje skomplikowana komedia omyłek, w rezultacie której okazuje się, że potencjalnych morderców jest więcej niż niedoszłych ofiar. Wszyscy są obserwowani, ścigani, a połowie bohaterów grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. 
   Ogromnie wartka akcja, ciekawa zagadka, lekko ironiczny sposób przedstawiania wielowątkowej fabuły to na pewno największe plusy tej powieści. Autor posługuje się specyficznym językiem, który bawi i ukazuje rzeczywistość w krzywym zwierciadle, przez co powieść czyta się znakomicie. Interesujący główni bohaterowie, małżeństwo Donków jak i cała plejada drugoplanowych np. Patryk Harris, Tygrys Złocisty czy Basieńka (och, dżemik z mirabelek, uwielbiam) są postaciami nieszablonowymi, charakternymi, które umiejętnie mieszają w fabule do tego stopnia, że w pewnym momencie wydaje się, że i one nie nadążają za biegiem wydarzeń. 
Osobiście przeszkadzały mi trochę tajemnicze siostry zakonne, uważam, że powieść fantastycznie obroniłaby się bez nich, i ten jakże amerykański akcent nie był konieczny. Co prawda dodały niewątpliwego kolorytu fabule, lecz dla mnie nic ciekawego nie wniosły oprócz elementów humorystycznych. Miały sporo na sumieniu, również w Polsce nieźle nabroiły, dlatego myślę, że zyskały sympatię niejednego czytelnika.
 Kto w rezultacie otrzyma niebotyczny spadek i co kryje się za płytkami w łazience? Czy mordercze plamy małżeństwa Donków powiodą się ? 
  „Jak cię zabić, kochanie” spełnia wszystkie warunki dobrej lektury na lato. Ciekawa intryga, wciągająca fabuła, pochłaniają czytelnika bez reszty. Dodatkowo autor naprawdę postarał się i skutecznie wyprowadza czytelnika w pole, miesza mu w głowie, podsuwa kilka rozwiązań, które w rezultacie okazuje się, że nimi się są. A wszystko to okraszone humorem i pewną dozą ironii. Polecam! 

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Nie czas na miłość - Agnieszka Walczak-Chojecka



    Agnieszka Walczak-Chojecka bardzo wcześnie zaczęła interesować się literaturą. Jej pierwszy wiersz powstał, gdy miała 5 lat. Później publikowała w „Nowym wyrazie” i „Poezji”. Była również autorką tekstów piosenek, jak i również sama zajmowała się śpiewaniem. Zagrała jedną z głównych ról w filmie pt. „Grzechy dzieciństwa”. Ukończyła filologię słowiańska na UW w czasie której zajmowała się tłumaczeniami literatury z języka serbskiego. Przez wiele lat pracowała w biznesie, piastowała najwyższe stanowiska. W pewnym momencie postanowiła wycofać się i zająć się literaturą. Zadebiutowała powieścią „Dziewczyna z Ajutthai” w grudniu 2013 roku
    Autorka w powieści „Nie czas na miłość” zabiera czytelnika w podróż na Bałkany. Początek lat dziewięćdziesiątych na tym obszarze, to czas wojennej zawieruchy, której początek zarówno mieszkańców tych terenów, jak i bohaterów powieści całkowicie zaskoczył. Wieloletnie niesnaski i wzajemne nieporozumienia wybuchły z ogromną siłą. I na ich tle jest właśnie osnuta historia młodych ludzi, z głównymi bohaterami na czele: Chorwatki Jasminy i Serba Dragana, chłopaka o polskich korzeniach. Kochający teatr, sztuki Szekspira, studiujący aktorstwo, w pewnym momencie muszą porzucić swoje pasje by walczyć zarówno o przetrwanie, jak i swoją miłość. Wejście w dorosłość w ich przypadku będzie powiązane z walką o lepsze jutro, jak i ludzką zawiścią i politycznymi poglądami i przekonaniami.
   Muszę przyznać, że autorka świetnie przygotowała się do tego, aby tło historyczne było autentyczne i dostarczało dodatkowych wiadomości o tym, jakże trudnym czasie. Umiejętnie pokazuje go w sposób absolutnie nie komentujący i nie narzucający swojego punktu widzenia. Staje się obserwatorką zdarzeń, w których na pierwszy plan wysuwa się historia młodych ludzi, którzy zderzywszy się z tak trudną rzeczywistością, niejednokrotnie sami mają problem z jej akceptacją. Etniczna nienawiść , oblężone Sarajewo, nacjonalizm ojca Jasminy, intrygi matki Dragana, wszystko to sprawia, że młodzi ludzie muszą dosłownie walczyć o swoją miłość, o to aby mieć wspólną przyszłość.  Świetnym zabiegiem jest połączenie fabuły z dramatami Szekspira, i wzajemnie ich przenikanie. Powoduje to zdecydowanie kumulację emocji, które nie znajdują ujścia, tylko wybuchają z jeszcze większą mocą. Autorka tak dobrze wkomponowała fikcję literacką w prawdziwą historię krajów bałkańskich, że z trudem uświadamiany sobie, że nie wszystko naprawdę się wydarzyło. Wspaniali, charakterni główni bohaterowie, z jakże jednak słowiańską duszą budzą ogromną sympatię, opozycja jednak trzyma się mocno. Czy ich uczucie jest na tyle mocne, że nie podda się w obliczu prześladowania? Czy dramatyczne przeżycia i ingerencja postronnych osób nie będą na tyle silne, żeby zniszczyć to, co ich łączy? Dwa odmienne frontu walczące o to, by świat na moment zatrzymał się i pozwolił na chwilkę oddechu.

„Nie czas na miłość” to powieść o sile uczucia, nadziei i pasji. O losie, który potrafi nie tylko zaskoczyć, lecz  zniszczyć plany i marzenia, pozostawiając małą furtkę na nadzieję. I to właśnie dzięki niej, jak i swojej pasji, bohaterowie, z większym optymizmem i wiarą patrzą w przyszłość.
Agnieszka Walczak-Chojecka napisała powieść, która nie pozwala o sobie zapomnieć. Wzrusza, zmusza do refleksji, wpływa na nasz sytem wartości. Zdecydowanie polecam.

,