środa, 29 listopada 2017

Gwiaździsta noc Vincenta i inne opowieści. Historia sztuki dla dzieci - Michael Bird

   Michael Bird to eseista, historyk sztuki oraz wykładowca akademicki. Jest autorem znanej książki „100 idei, które zmieniło sztukę”, która przyniosła mu sporą popularność. Zastanawiałam się czy dzieci zainteresuje jego najnowsza jego publikacja, lecz zaraz pomyślałam, że przecież to właśnie je można określić mianem małym artystów, stale tworzących nowe dzieła. Bardzo ciekawie autor wprowadza młodego czytelnika w świat sztuki, zapraszając go w swego rodzaju podróż przez całą kulę ziemską, począwszy od czasów prehistorycznych po współczesne. Na swojej drodze spotkają wybitnych artystów takich jak Leonardo da Vinci, Vincent van Gogh, Frida Kahlo, Jackson Pollock, Pablo Picasso czy ukochanego przeze mnie Claude'a Moneta. Przedstawia ich spojrzenie na świat, wrażliwość oraz technikę jaką wykonywali swoje dzieła, jak również pierwsze próby i niepowodzenia. Autor przekazuję tę wiedzę w sposób ogromnie ciekawy lecz zarazem bardzo prosty, pozostawiając pewien niedosyt, który może być świetnym motorem do rozszerzania wiadomości. Spotkamy tu również postacie mniej znane, poznany kulturę artystów chińskich, arabskich, azteckich i japońskich. Zachowana chronologia pozwala na zauważenie innych form artystycznych i ich pewnej ewolucji.
   Ogromnie cieszy, że wydawnictwo Nasza Księgarnie nieustannie zadziwia czytelnika pięknym opracowaniem i wydaniem książek, które nieustannie inspirują i przekonują do poszerzania wiadomości z jakże wielu dziedzin. Historia sztuki nie należy do tematów łatwych lecz umiejętnie przedstawiona, tak jak robi to właśnie Michael Bird, jest pełna ciekawostek i intrygujących przedstawicieli. Jeśli naszą latorośl ciekawi to co nieznane, na pewno pozycja ta przypadnie jej do gustu. Wspaniale ilustrowana dziełami artystów, wciąga i zachęca by zobaczyć oryginały. Zdecydowanie polecam.



niedziela, 26 listopada 2017

Hotel pod jemiołą - Richard Paul Evans


„Niektórzy uwielbiają przechadzać się w butach z kolcami po marzeniach innych ludzi”

     Richard Paul Evans, to pisarz ogromnie popularny na całym świecie. Niedawno wielbiciele jego twórczości tak skutecznie zablokowali przejścia w czasie Targów Książek w Krakowie, że przejście z jednej sali do drugiej graniczyło z cudem. Za co tak kochają go jego fani? Zapewne za to, że nie ulega modom i kupując jego książkę mamy nadzieję, że będzie taka jak się spodziewamy i z reguły tak właśnie jest. Można by stwierdzić, że pomimo widocznego pewnego schematu, jego powieści nieustannie dają nadzieję i w pewien sposób motywują. Kimberly nie miała lekkiego dzieciństwa, jej matka zmarła gdy była dzieckiem. Całe życie mocno związana z ojcem, który stara się, aby czuła się kochana i jest jej ogromną podporą. Po ogromnych perypetiach osobistych dziewczyna wyprowadza się z domu rodzinnego, zaczyna pracować jako sprzedawca Lexusa w Denver. Cały czas ma jedno marzenie- pragnie zostać pisarką romansów. Niestety wydawnictwa odmawiają wydania jej powieści i jedyną nadzieją wydaje się dla niej konferencja dla pisarzy, w czasie której można spotkać się z agentem, czy też poznać ciekawe postacie ze świata literatury. Pomimo ogromnych własnych problemów (czasami najzdrowsi są ci, którzy mają za sobą najtrudniejsze doświadczenia) ojciec ogromnie namawia ją do tego kosztownego szkolenia. Kimberly wyjeżdża z pewnym poczuciem winy lecz również z dużą nadzieją, że oto może nadejdzie chwila, która pomoże spełnić jej marzenia.
 „Hotel pod Jemiołą” to powieść ze wspaniałym, świątecznym klimatem, ogromnie ciepła lecz poruszająca również trudne tematy. Czy jest przewidywalna? Wydaje mi się, że tak ale to absolutnie nie przekreśla jej wartości. Autor chce przypomnieć czytelnikom, że naprawdę nie można zapominać o marzeniach, bo dzięki nim wstajemy rano z łóżka i trzeba pamiętać o tym, że najlepsze jeszcze przed nami. Opatula czytelnika kołderką nadziei i zabrania wracać stale do przeszłości. (chwile, które najbardziej chcemy zapomnieć są z reguły tymi, których nigdy nie zapominamy). Ktoś może skomentować, że to banały lecz czy właśnie z nich nie składa się życie?
Czy Kimberly wyda swoją powieść i spotka miłość swego życia? Czy po paśmie życiowych niepowodzeń przyjdą chwile radości?

  Powieść czyta się szybko, autor umiejętnie wprowadza czytelnika w pewne kuluary filozofii wydawniczej i przedstawia dość kontrastowe postacie ze swojej branży oraz próbuje uzmysłowić jak wielkie pieniądze za wszystkim stoją. Całość okraszona jest anegdotkami i ciekawostkami o pisarzach, niezwykle istotnymi cytatami. W wielu miejscach czytając nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Wszystko to sprawiło, że znakomicie bawiłam się lecz również i uległam pewnym wzruszeniom, które są tak istotne w ten zbliżający się, świąteczny czas. Razem Z Kimberly zamieszkajmy na chwilkę w Hotelu pod Jemiołą, niech ten czas przypomni nam o naszych niespełnionych marzeniach. Może jest szansa na ich spełnienie?  

piątek, 24 listopada 2017

Retro kuchnia - Anna Włodarczyk




        Z powodu ogromnej ilości przepisów kulinarnych, zarówno na blogach czy różnego rodzaju portalach, zastanawiałam się czy jest sens wydawania ich w formie książkowej. Tym bardziej, że ostatnio każde wydawnictwo proponuje publikację z tego gatunku, kusząc czytelnika zarówno wspaniałymi fotografiami czy też ich autorami, których większość można zaliczyć do celebrytów. Wbrew pozorom okazuje się, że cały czas dobrze sprzedają się, traktowane nie tylko jako pomoc w kuchni czy podręcznik lepszego, zdrowszego życia ale również kupowane na prezent.
Anna Włodarczyk, pasjonatka fotografii, autorka bloga Strawberries from Poland i rubryki „Retro gotowanie” w magazynie „KUKBUK” świetnie połączyła w swojej książce zarówno elementy społeczno-obyczajowe, historię gotowania z wielką ilością różnorodnych przepisów, które w Polsce pojawiły się już lata temu. I okazuje się, że z kuchnią jest jak z modą, co jakiś czas wraca to co było i tak na przykład mamy teraz wielki powrót do topinamburu czy też brukwi, czy potraw z kaczki.
Książka ta przykuła jednak mój wzrok przede wszystkim z powodu fantastycznych, wysmakowanych fotografii, które mało, że przyciągają wzrok to zdecydowanie przyśpieszają przemianę materii, bo człowiek po prostu robi się głodny, ale nie na tak zwane byle co, lecz na potrawę wyszukaną i pięknie podaną. Wydanie to jest właśnie ogromnie estetyczne, zawiera ponad sto przepisów, począwszy od zup, sosów, przekąsek, mięs, potraw z ryb i owoców morza, czy mąki, kaszy i ryżu, dań jarskich, po apetyczne ciasta i desery. Ogromnie ważne są tu historyczne już wiadomości dotyczące użytych produktów czy też ich obróbki. Autorka musiała poświęcić wiele godzin na przygotowanie materiałów do przedstawionych czytelnikowi wiadomości. Umiejętnie je połączyła, dodając do książki kucharskiej wiele ciekawostek, wskazując na te dotyczące historii przyrządzania danych potraw.
Przepisy mają zróżnicowany poziom trudności, myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Moją uwagę przykuły „Piernik wyśmienity na ostatnią chwilę” i „Kotleciki mielone ze słonecznikiem i winogronami”. Szybko wypróbowałam i po prostu coś pysznego. Syn z kolei jako miłośnik ryb zaraz przyrządził łososia pod chrupiącą pierzynką, komentując przy próbowaniu, - Mamo , to jest to !

   Na polskich stołach gościły pasztety, leguminy czy suflety, tak rzadko robione teraz w domach. Zdecydowanie warto przypomnieć sobie ich przepisy, mają niezapomniany, nietuzinkowy smak. To piękne, w twardej oprawie wydanie „Retro kuchni” może być fantastycznym świątecznym prezentem zarówno dla starszych jak i młodych członków rodziny. Zdecydowanie polecam tylko uwaga, uzależnia!


środa, 8 listopada 2017

Człowiek, który widział więcej - Éric-Emmanuel Schmitt- dzisiaj premiera!!

    Proza Erica-Emanuela Schmitta zawsze na mnie wywierała ogromne wrażenie. Począwszy od powieści „Ulisses z Bagdadu”, którą musiałam sobie po prostu dawkować, by moje emocje mnie nie przytłoczyły, po zbiory fantastycznych opowiadań, o nieprzewidywalnych zakończeniach, jego twórczość zawsze głęboko zapadała mi w pamięci.
Bohater jego ostatniej książki, Augustin to stażysta w brukowcu, młody mężczyzna o niezwykle małym mniemaniu o sobie. Głodny, myślący, że nie ma przed sobą perspektyw, wyrusza na spacer po mieście w poszukiwaniu tematów do artykułów. Ma on dar, do którego nie przyznaje się, by nie zrobiono z niego niepoczytalnego, a mianowicie widzi zmarłych. Umiejętność ta zwykle przysparzała mu kłopotu, dlatego niechętnie się do niej przyznaje. Tym bardziej, że staje się świadkiem zamachu terrorystycznego przed którym, ma możliwość dokładnego przyglądnięcia się przygotowaniom do niego. Zostaje lekko ranny, karetka zabiera go do szpitala. I tu ma w końcu możliwość nie tylko coś zjeść ale przede wszystkim na spokojnie przeanalizować przebieg wydarzeń.
Autor w swoich powieściach chętnie porusza aktualne problemy świata, dlatego nie dziwi fakt że sięgnął po jakże ostatnio trudny temat. Jak zwykle podchodzi do niego z początku z ogromnym dystansem, by za moment przeprowadzić jego dokładną analizę,i sugerując byśmy jako czytelnicy, sami próbowali wyciągać wnioski. Dar Augustina staje się dla niego przekleństwem, z drugiej strony pozwala mu na pewną wielowymiarowość jego osądów. Staje on przed szansą przeprowadzenia wywiadu z Panem Bogiem, rozmowy, która jednak wcale nie pozwala mu na obiektywną ocenę, kto tak naprawdę jest winien zamachom. Uwielbiam bohaterów stworzonych przez Erica-Emanuela Schmitta ponieważ są ogromnie prawdziwi, pełni autentycznych cech i wewnętrznych dylematów, przez co wydaja się jak najbardziej realni. Augustin nie potrafi znaleźć odpowiedzi na nurtujące go tematy, a sam Pan Bóg nie daje jasnych odpowiedzi, pozostawiając interpretacje jego słów innym, przez co można spodziewać się ich wiele. Czy poznamy konkretne odpowiedzi, które pozwolą na jakąkolwiek akceptacje zaistniałych wydarzeń? Czy warto czasem przyznać się, że nasze spostrzeganie świata jest inne niż większości?

     „Człowiek, który widział więcej” to powieść napisana pięknym stylem, którym jestem całkowicie zauroczona. Szczerze nie rozumiem wielu negatywnych opinii o tej książce, mnie absolutnie nie zawiodła, lecz wręcz zafascynowała. Pełna dylematów, dwuznaczności i pewnego niedomówienia wspaniale gra na naszych emocjach, pozwalając by nami kompletnie zawładnęły. Zdecydowanie polecam

niedziela, 22 października 2017

Rok w Krainie Czarów -Maciej Szymanowicz

Twórczość Macieja Szymanowicza jest mi ogromnie bliska. Jako ogromna miłośniczka Teatru Groteska w Krakowie, od dawna podziwiałam afisze sztuk, właśnie wykonane przez tego ilustratora i aktora lalkowego. Jego prace są ogromnie charakterystyczne, bardzo trudno pomylić je z ilustracjami innych artystów. Pamiętam jak syn z zapartym tchem słuchał opowieści o Asiuni i prosił potem o takie bajki, „żeby w nich ten sam pan rysował”. Ilustracje tego artysty są niezmiernie zapadające w pamięć, świat widziany jego oczami jest troszkę geometryczny i często taki z przymrużeniem oka. Jego najnowsza praca to książka autorska. Wędrujemy w niej przez wszystkie pory roku przez zaczarowany świat bajek, choć bohaterowie niekoniecznie są przedstawieni nam tak jak jesteśmy przyzwyczajeni. Są tutaj postacie z „Czerwonego kapturka”, „Pięknej i Bestii” czy „Calineczki”. Wszyscy świetnie funkcjonują obok siebie, można stwierdzić, że jest prawie sielsko, nikt nikomu nie przeszkadza i wygląda, że bardzo dobrze im razem. Na pewno można stwierdzić, e to niezwykle radosna i przytulna książka. Pełna niebywałych detali, wspaniałych bajkowych roślin, śmiesznych sytuacji. Taka, kompletnie nie do znudzenia. Patrząc po raz enty na ten sam obrazek, stale dopatruję się szczegółu, który wcześniej przeoczyłam. I właśnie takie książki kocham. Te, które mamy ochotę stale przeglądać, choć może wydawać się, że kierowane są do młodszego odbiorcy. Nic podobnego. To ilustrowana opowieść dla każdego z nas, którzy zmęczeni po pracy sięgamy po lekturę i słyszymy- „poczytaj na dobranoc”. Gdy jako goście zawitamy u bram świata stworzonego przez pana Macieja, czeka nas fantastyczny błogi relaks i odpoczynek. Uśmiech na twarzy długo nam nie zniknie a i bardzo ciekawe będą spostrzeżenia naszych dzieci, które często zupełnie inaczej odbierają przedstawioną sytuację.
Uważam, że autor wykonał fantastyczną pracę, czym zachęcił mnie jeszcze bardziej do śledzenia jego twórczości. Oczywiście, polecam!






środa, 18 października 2017

Agnieszka Osiecka dzieciom - Agnieszka Osiecka

  Długo nie kojarzyłam pani Agnieszki Osieckiej jako autorki, tworzącej również dla dzieci. Jej pełne wieloznaczności wiersze, teksty piosenek zawsze, zawsze wydawały mi się skierowane do dorosłego odbiorcy, posiadającego już swój życiowy bagaż. Z dużą ciekawością sięgnęłam po jej opowieści dla dzieci i tu okazało się, że „Szczególnie małe sny” znam doskonale, czytałam ją z jakiegoś zbioru mojemu synowi wielokrotnie, a zupełnie nie zwróciłam uwagi na autora. Cudna historia o tym jak bajka staje się matką wynalazku i jak często to, czym chcemy się obronić, nasza wymyślona tarcza, staje się ciekawym motorem zdarzeń.

Pięknie wydany przez Naszą Księgarnię zbiór zawiera wiersze, mini powieści „Dzień dobry, Eugeniuszu”, „Dixie”, „Wzór na diabelski ogon”, „Ptakowiec”. W każdym z nich znajdziemy nasze problemy nie tylko z lat dziecięcych, mnóstwo magicznych chwil, nie zabraknie też Mazur z ich kulturą i językiem jak oczywiście samych jezior. Gdy popatrzymy w niebo to oprócz dużej ilości ptaków, ujrzymy tam również Ptakowca, syna mewy, który pragnie zostać samolotem.

Ilustracje do tego tomu wykonała Elżbieta Wasiuczyńska, absolwentka krakowskiej ASP, zajmująca się również grafiką użytkową. W Polsce zilustrowała 21 książek, ma na swoim koncie wyróżnienia w międzynarodowych konkursach. Mnie najbardziej znana z serii bajeczek o Panu Kuleczce autorstwa Wojciecha Widłaka i z autorskiej książki „Mój pierwszy alfabet”. Jej ilustracje są niezwykle pastelowe i delikatne, pozwalają naszej wyobraźni troszkę poszaleć a my sami świetnie się przy tym bawimy. Całość tworzy wspaniały melanż świetnie ze sobą skomponowany.
Bardzo lubię czytać razem z dzieckiem takie opowieści, które w obojgu z nas ruszą pewną wrażliwą strunę, uczą empatii czy też pozostawią pewien niedosyt, który domagał się będzie dalszego ciągu historii. Agnieszka Osiecka stworzyła wiele nietuzinkowych postaci, zarówno tych do kochania jak i takich, których najchętniej do czarnej szafy. Wszystkich jednak łączy jakaś pewna niedoskonałość, z którą próbuje w różny sposób walczyć. Doskonała fabuła i jej pewna momentami przewrotność powoduje, że zostajemy wiernymi czytelnikami tej autorki. Zdecydowanie polecam.


piątek, 13 października 2017

Wanda Chotomska dzieciom - Wanda Chotomska



 
   Pamiętacie cykl programów telewizyjnych dla najmłodszych „Jacek i Agatka”? Ich autorką właśnie była Wanda Chotomska, pisarka, autorka wierszy i opowiadań dla dzieci. Dzięki niej powstało ponad 200 książek dla dzieci i młodzieży, audycji radiowych i telewizyjnych, scenariuszy do filmów krótkometrażowych i sztuk teatralnych. Najbardziej chyba znana z wierszy napisanych dla najmłodszych czytelników, którymi i starsi zachwycali się. Bo jakże tu przejść obojętnie obok wypożyczalni skrzydeł, uliczki Tabliczki mnożenia czy też balu w Babilonii?

Pamiętam jak ogromnie martwiłam się czy bohaterowie bajki „Pięciopsiaczki” znajdą dla siebie dobry dom, a najchętniej miała ochotę przygarnąć je wszystkie. Myślę, że z wiekiem zupełnie inaczej patrzę na wiersze autorki. Gdy byłam mała bawiły mnie rymy, porównania, taki czasem słowny paradoks. Z wiekiem zaczęłam dostrzegać ich drugie dno, naukę jaką z każdego można wynieść. Świetnie nadają się na zajęcia z dziećmi o empatii, o funkcjonowaniu w grupie czy też tak trudnej nauki dzielenia się z innymi. Myślę jednak, że autorce zawsze chodziło o to, by jej twórczość przyniosła choć odrobinę radości i pomagała w trudnych chwilach.
Zbiór „Wanda Chotomska dzieciom”, wydany pięknie przez Naszą Księgarnię, ilustrował Artur Gulewicz, absolwent łódzkiej ASP. Tworząc ilustracje, miesza on różne style, łączy np. pastele z akwarelami i zdjęciami, dzięki czemu efekt pracy wychodzi ogromnie ciekawy i nietuzinkowy. Taka różnorodność w dużym zbiorze świetnie się sprawdza i muszę przyznać, że oglądałam ilustracje z dużym zaciekawieniem. Ogromnie podobał mi się kornik i mól jak i z sentymentem oglądałam te do opowiadania „Dzień dobry, córeczko”.
    Twórczość pani Chotomskiej zdecydowanie można nazwać ponadczasową, ogromnie dopracowaną i uniwersalną. Mimo, że teoretycznie jest skierowana do najmłodszego czytelnika, zdecydowanie i starszy znajdzie w niej odbicie swoich problemów i podpowiedzi rozwiązania. To wspaniała, mądra rozrywka dostarczająca moc wzruszeń i wzbudzająca całą paletę emocji.
Zbiór „Wanda Chotomska dzieciom” to wiele wspólnych z dzieckiem godzin, mnóstwo śmiechu lecz i też zadumy. To próba wprowadzenia go w trudny świat dorosłych lecz też i pomoc w radzeniu sobie z nieprzyjemnościami. Zapewniam, że czytając będzie wesoło lecz też troszkę sentymentalnie. Warto zostać gościem autorki w jej cudownym, pełnym skrzydeł świecie. Polecam.